Wiem, wiem, słaby żart. Wprawdzie Mefisto i Piszczał wyglądają w tych "hełmofonach" jak kosmici lub jak chodzące patefony ale nie są to ich stroje karnawałowe lecz zabezpieczenie przed rozlizywaniem i rozdrapywaniem pooperacyjnych ran oraz wylizywaniem gojących i dezynfekujących maści czy sprayów. Oczywiście, nie są zbytnio szczęśliwi z noszenia takiego chomąta na szyi a i ja nie czuję się komfortowo obarczając ich takim balastem.
Skojarzenie z hełmofonem nie jest przypadkowe bo siedzący w fotelu pasażera w drodze do lecznicy Mefisto wygląda i zachowuje się jak wydający rozkazy komandor w kokpicie statku kosmicznego.
Mimo pełnych wyrzutu i żalu spojrzeń jakimi obdarza mnie Mefisto - odsuwam od siebie litość i współczucie. Kołnierz stał się koniecznością bo Mefi korzysta z każdej okazji by lizać rany, które przez to nie chciały się goić, ropiały, krwawiły a swym szorstkim języczkiem spowodował podrażnienie powierzchni pooperacyjnej oraz rozejście się szwów. Kołnierz ściągam mu tylko na czas jedzenia i korzystania z kuwety bo mając go na szyi niezbyt sobie radzi z tymi czynnościami.
Dla Piszczałka z pewnością jest to również duży dyskomfort ale znosi to o wiele lepiej niż Mefisto. Śpi, je, korzysta z kuwety i bryka po mieszkaniu jakby ten balast nie istniał.
cdn...









