sobota, 1 września 2012

Spacerowy kodeks cz. 1. Dlaczego wychodzimy z kotem na spacer?

Pytacie mnie często "jak żyć".... eee... to tego naszego premiera kłamczucha tak się pytają, bo w sumie z moją "rzycią" to wszystko w porządku, latka lecą a rzyć wciąż całkiem, całkiem, a jego to ot zwykła d... z dziurką. No więc, pytacie mnie często jak to jest z tymi naszymi spacerami, czy trudno było Mefisto nauczyć chodzenia na smyczy, czy nie przeszkadza mu to całe "chomąto", które mu się nakłada, czy był tresowany, aby tak grzecznie dreptać niczym piesek przy nodze, czy taki spacer nie wiąże się z jakimiś niebezpieczeństwami, itd. itp.


 

 

Przedstawiam Wam więc:

Spacerowy kodeks przez personel Mefistofelesa spisany,
czyli
jak prawidłowo wyprowadzać człowieka na spacer...



Postaram się w nim przybliżyć kilka żelaznych zasad, którymi kierujemy się podczas spacerów z Mefisto. Ale zacznijmy od początku...



Część 1
Dlaczego wychodzimy z kotem na spacer a nie puszczamy go samopas?

Przygarniając Mefisto ze schroniska założyliśmy od samego początku, że będzie to kot domowy, a nie wychodzący samodzielnie na zewnątrz. Mieszkamy w mieście, co z natury niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw.

Ruchliwe ulice, pędzące samochody, nierozważni kierowcy. Widziałem wiele rozjechanych zwierząt, które raptownie wtargnęły na jezdnię, ale też zostały potrącone przez kierowców z powodu ich nieuwagi. Przerażające jest to, że często przed przejechanym zwierzęciem nie widać śladów hamowania, tak jakby ich życie nie miało żadnej wartości! Wiem też, że są przypadki, gdy jakiś debil driver specjalnie przyśpiesza, by celowo utrafić w przebiegającego kota... Szybka śmierć w przypadku zderzenia z samochodem wydaje się być błogosławieństwem. Najczęściej jednak potrącone zwierzęta konają w cierpieniu gdzieś na poboczu drogi lub trafiają zbyt późno do lecznicy z poważnymi złamaniami, krwotokami i obrażeniami wewnętrznymi...

Wychodzące samodzielnie koty narażone są również na inne niebezpieczeństwa, choćby ze strony innych zwierząt. Po pierwsze istnieje duże prawdopodobieństwo podłapania jakiejś, często groźnej dla życia czy wręcz nieuleczalnej, choroby. Wystarczy przyjrzeć się zwierzętom w schroniskach, gdzie jedne od drugich zarażają się różnymi chorobami. To prawdziwe umieralnie - wiem, bo zdrowy, pięknie wyglądający Mefisto, po kilku tygodniach spędzonych w schronisku trafił do mnie w tragicznym wręcz agonalnym stanie, a leczenie powikłań trwa do dzisiaj już od kilku miesięcy.

Udomowiony kot wykastrowany/wysterylizowany, bardziej rozleniwiony a mniej aktywny i energiczny, wychuchany i rozpieszczony jest pośledniejszym wojownikiem w stosunku do zdziczałego ulicznego kota, który choć bardziej zmizerowany to jest jednak agresywniejszy, bitniejszy i wydaje mi się bardziej zadziorny, wojowniczy i nieustępliwy, bo nie ma za wiele do stracenia, bo zwycięska walka to jego być i przeżyć.

Z obserwacji Mefito, wiem, że ten z innymi kotami dogaduje się świetnie. Doskonale radzi sobie również z psami, wyciągając pazurki i niejednokrotnie dając nauczkę zbyt nachalnemu agresorowi poprzez szybką serię ciosów prosto w nos (patrz: Bliskie spotkania>>>). Kot posiada cały repertuar mechanizmów obronnych (patrz: Kocie ustawki>>>), ale mimo to zdziczałe psy mogą dotkliwie poszarpać czy nawet zagryźć naszego kota, gdy osaczonemu zabraknie dróg ucieczki, drzewa na które może się wspiąć, siatki, przez którą może przeskoczyć. Nie wspominając już o tym, że są i tacy właściciele psów, którzy specjalnie szczują swoje "bestie" na wystraszonego kota, znajdując w tym jedynie dla nich zrozumiałą frajdę.

Gdy dodamy do tego wszystkiego co człowiek poprzez swe okrucieństwo potrafi uczynić zwierzęciu (patrz: Okrutnicy-miłośnicy>>>) - a niemal co dzień jesteśmy bombardowani doniesieniami o tym jak jacyś zwyrodnialcy okaleczyli czy torturowali bezbronne zwierzę - zrozumiecie, że nie jestem przewrażliwionym kociarzem. Jestem odpowiedzialny za jego zdrowie i życie, jestem jego przyjacielem i opiekunem, więc nie wypuszczę samodzielnie swego kota na zewnątrz i koniec.

Mefisto kocha spacery. To nasz codzienny, bardzo przyjemny rytuał. Przypomnę jaką sprawia to nam frajdę:

Spacerki w okolicach domu:

Pierwszy spacer
St. Patrick's Day
Na pochyłe drzewo koty skaczą
Reminiscencje z wiosennych spacerów

Dalsze wyprawy:

Spacerkiem po Przemyślu. Kopiec Tatarski i Zniesienie
Spacerkiem po Przemyślu. Park Zamkowy
Spacerkiem po Przemyślu. Park Zamkowy (Ciurek)
Spacerkiem po Przemyślu. Pastuszek i Domek Ogrodnika

Spacerowe spotkania z psami i innymi kotami:

Bliskie spotkania
Do zakochania jedno mraaauuu

Uwaga! Nie wszystkie udomowione koty będą dobrze czuły się na zewnątrz. Spacer ma być przyjemnością a nie źródłem stresu. Jeżeli naszemu kotu nie przypadły do gustu spacery na smyczy, boi się, bądź jest zestresowany, to go do tego nie zmuszajmy.

Jeśli jednak Wasz kot okaże się miłośnikiem spacerów, to uwierzcie, sprawicie mu tym wiele przyjemności.




 




W następnej części naszego "Spacerowego kodeksu" założymy kotu szelki...


19 komentarzy:

  1. Fajnie, ze Mefisto lubi chodzić w szelkach, i ze ma odpowiedzialnego pana, który go bezpańsko nie puszcza :)
    Próbowałam tej sztuczki (tzn wychodzenia na spacer) z Tośką, jak była mała. Szelki dawała nałożyć bez problemu. Natomiast na spacerze miałyśmy zupełnie odmienne spojrzenie na to jak spacer ma wyglądać. Tośka częściej jechała (tzn zapierała sie łapami a ja próbowałam ją delikatnie ciągnąć ), lub spacerowała po drzewach niż po dróżkach. Więc za obopólną zgodą uzgodniłyśmy że więcej spacerować nie będziemy :) Teraz mamy dom z ogrodem wiec problem się rozwiązał.
    Natomiast w samochodzie kociaste jeżdżą w szelkach, takich wpinanych w zapięcia od pasów. I tu jakoś nie protestują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, do spacerowania z kotem trzeba mieć sporo cierpliwości i samozaparcia :) Z Mefisto opracowaliśmy pewien konsensus, więc już odbywa się to bezstresowo i jest bardzo przyjemnie - ale o tym napiszę w kolejnych częściach "poradnika" :) W aucie też już jeździ w szelkach zamiast w transporterze. A własny ogród to wspaniała rzecz. Na pewno sprytny kot znajdzie i tu jakąś wyrwę do ucieczki, ale myślę, że zrobiłbym tyle zabezpieczeń, że mógłby sobie hasać do woli :)

      Usuń
  2. Bardzo pouczające - jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę czytać, świetny pomysł na temat,
    bo jest zajmujące jak go nauczyliście takiego spokojnego wychodzenia :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydałoby się zrobić kiedyś filmik z takiego spaceru, bo opis i zdjęcia tego nie oddadzą. Ale ciężko tak z kotem w jednej ręce, aparatem w drugiej.

      Usuń
  4. Ja próbowałam kiedyś nauczyć wychodzenia na takie spacerki Karmelka. Samo założenie "chomąta" to pestka ;)Ale już wyjście z domu to koszmar i masakra ...Szybko nam przeszło ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że horror zafundowany wierzgająco i również paszczowo :) Mefisto takie cyrki wyprawia, gdy trzeba wracać ze spaceru. Warczy, fuka, wyrywa się, albo obraża :)

      Usuń
  5. Moje Ziutki w szelkach ok , ale nie daj Boże przyczepić smycz - od razu kot leży i się nie rusza. O wyjsciu nie ma co marzyć .Najdalej to klatka schodowa, wówczas muszą obwąchać wszystkie wycieraczki. Nie wiem czy z dwoma na raz bym sobie poradziła. Zrezygnowałam - mają balkon, musi im wystarczyć.
    Mefisto to kot szczęściarz, że trafił do takiego kochającego domu ..... tylko zdrówka mu życzyć :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samym początku Mefisto też tylko klatkę schodową zaliczał - ale to było zanim zakupiłem szelki. Oczywiście sadowił swojego dupala na wycieraczkach sąsiadów. Znalazł też przejście oknem do takiego pomieszczenia gospodarczego, do którego nie mam klucza. Jak wychodziłem podlaćkaktusy na klatce to mi czmychnął między nogami i siedział tam pół dnia udając, że go nie ma :)

      Usuń
  6. Będę się powtarzać, ale chciałabym żyć na świecie wśród takich ludzi, jak Ty. Twoje podejście do Mefista jest imponujące. W całości podzielam Twoje poglądy, co do konieczności zadbania o bezpieczeństwo kota, a dowody na to, że one są słuszne nie są ukryte. Wystarczy chcieć je zobaczyć. Jestem ciekawa następnych punktów, będę czytać z wypiekami na twarzy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać takie rzeczy o sobie, choć sam jakoś sobą na ogół nie jestem zachwycony :) Ten "poradnik" rozwlecze się chyba na cały miesiąc, oczywiście ilustrowany zdjęciami, ale też KOTmiksowymi niespodziankami (przynajmniej jedną taką mam w głowie :)

      Usuń
  7. No to ja czekam :). Jeszcze jak byś napisał jak to chodzić z dwoma kotami na raz! :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może być niezła sztuczka :) Myślę, że prędzej czy później i tak będę musiał ją opanować, bo w końcu kiedyś sprawię towarzysza dla Mefisto.

      Usuń
    2. Nieśmiało przebąkuję, że taki jeden kandydat się szykuje...
      zobaczysz:)

      Usuń
  8. ja z moim kotkiem chodzilam na smyczusi ponad 11 lat...moge powiedziec ,ze jestem ekspertem od kocich spacerkow...a mefisto pieknie wyglada...dodalam komentarz do pierwszego spacerku mefisto...mam profil na facebooku,gdzie jest duzo zdjec z tych spacerkow..pozdrawiam serdecznie..monika jureczko...

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Monika :) Odpisałem Ci w poście "Pierwszy spacer" a profilu dalej nie mogę znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, dzieki za te porady. Moj Leon raczej lubilby chodzenie na zewnatrz, bo z ulicy go przygarnelismy. Niestety szelki na razie sa nie do przeskoczenia dla jego poczucia wolnosci ;-) Ale moze jeszcze poprobujemy. najwazniejsze - nic na sile :)

    OdpowiedzUsuń