sobota, 8 września 2012

Spacerowy kodeks cz. 2. Zakładamy kotu szelki.


Spacerowy kodeks przez personel Mefistofelesa spisany,
czyli
jak prawidłowo wyprowadzać człowieka na spacer...




Część 2
Zakładamy kotu szelki...


Założenie, że Mefisto jest kotem domowym, nie oznaczało wcale, że postanowiłem go "więzić" w czterech ścianach naszego mieszkania. Na początku, aby urozmaicić monotonię jego żywota, udostępniłem mu parapet. Z ciężkim sercem pozbywając się części moich kaktusów (patrz: Parapetówa>>>), ustawiłem tam zrobione z szuflady i wyłożone kocykami legowisko, tworząc w ten sposób punkt obserwacyjny dla Mefisto. Pokochał to miejsce, jak każdy kot, obserwuje stamtąd wszystko to co dzieje się za oknem, ot taka namiastka "Animal Planet". Zacząłem też zabierać go na krótkie wypady na klatkę schodową, ale nie dość że to zaledwie tania imitacja prawdziwego spaceru, to nie chciałem być posądzony o podsłuchiwanie pod drzwiami, gdy przycupnąć musiałem na chwilę podczas wylegiwania się Mefisto na wycieraczkach sąsiadów (bądź też ich drapania). Wtedy też zrodziła się myśl, by spróbować wyjść z kotem na zewnątrz. Zakupiłem więc odpowiednie szelki - teraz musieliśmy poczekać tylko na wiosnę.




Każdy, kto choć raz próbował założyć kotu smycz z szelkami, wie, że jest to nie lada wyzwanie. Można wyjść z tego nieźle poszarpanym, podrapanym, pogryzionym, a i tak nie ma się gwarancji sukcesu tej, stresującej zarówno dla kota jak i opiekuna, operacji. Kot może nie pozwolić założyć sobie tego ustrojstwa za żadne skarby kociego świata, co więcej czmychnąć i stracić zaufanie do opiekuna, który w jego mniemaniu chciał mu zrobić krzywdę.

Starałem się przygotować go jakoś na tą czynność, bawiąc się z nim na łóżku, podsuwając smycz jak zabawkę, by się z nią jakoś oswoił, łagodnie przemawiając. W ramach niby zabawy niby pieszczot przytrzymując go możliwie delikatnie lecz stanowczo, próbowałem założyć niepostrzeżenie te nieszczęsne szelki. Trudność polega też na tym, że paski szelek trzeba wyregulować, tak by nie były ani zbyt luźne (kot wyplącze się wtedy podczas spaceru i da nogę gdzie pieprz rośnie) ani zbyt ciasne (grozi to np. podduszeniem). Można sobie wcześniej "na oko" dostosować długość pasków, ale i tak korektę należy wykonać bezpośrednio na kocie. Dla niewprawnej ręki, przy miotającym się kocie, to misja arcytrudna. Ja się przy tym nieziemsko spociłem a Mefisto walczył ze mną jak lew, czy raczej czarna pantera.

Znacie mój pogląd, który mówi, że w procesie wychowywania kota, w kontaktach i relacjach z nim, nie wolno nic robić na siłę. Jeżeli kot czegoś nie akceptuje, nie chce np. bawić się jakąś zabawką, to go do tego nie zmuszajmy. Są oczywiście wyjątki, jak niezbędne podanie tabletki czy zrobienie zastrzyku. W przypadku pierwszych nieporadnych prób założenia kotu szelek też zrobiłem wyjątek. Świadomy i przemyślany wyjątek. Ten pierwszy raz został wymuszony, bo inaczej być nie mogło. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by kot bez sprzeciwu przyjął taką nowość, coś co ogranicza jego ruchy, by zrozumiał do czego to "chomąto" służy, by nie wyczuł napięcia jakie temu podświadomie towarzyszyło. Postanowiłem jednak, że jeżeli po kilku próbach będzie to dla Mefisto zbyt stresujące, nie zaakceptuje "kajdanek" a spacery nie sprawią mu przyjemności, to po prostu odpuszczę.


Wkrótce nabrałem jednak na tyle wprawy, że zakładanie szelek stało się łatwą i szybką czynnością, a Mefisto pokochał spacery na tyle, że zaakceptował fakt, że odbywają się one na uwięzi. Sam wskakuje na kolana, gdy trzymam w ręku smycz, ciągnie ją ząbkami, gdy ta leży obok mnie podczas zakładania butów, grzecznie siedzi na kolanach, ociera się o rękę i podniecony mruczy bądź depcze nóżkami, podczas gdy ja zapinam klamerki smyczy, sprawdzam naprężenie pasków, czy się nie poskręcały, dokonuję niezbędnej korekty ich długości. Relacje z naszych pierwszych spacerów znajdziecie tutaj: Pierwszy spacerReminiscencje z wiosennych spacerówNa pochyłe drzewo koty skaczą.



Warto zapamiętać:

* Przed pierwszym wyjściem na spacer można spróbować przyzwyczajać kota do noszenia "uprzęży". Gdy opanujemy już sztukę zakładania szelek, można przez kilka dni po prostu pozwolić mu chodzić w szelkach po mieszkaniu, tak by się z nimi oswoił. Ja tego nie robiłem, poszliśmy z Mefisto "na żywioł", ale być może jest to jakiś sposób dla bardziej opornych kotów.

* Przed wyjściem z kotem na spacer należy każdorazowo dokładnie sprawdzić stan smyczy, szelek i obróżki.

* Zbyt ciasno opięte szelki ograniczają ruchy, powodują ucisk na organy wewnętrzne, utrudniają oddychanie a czasem mogą doprowadzić do podduszenia.

* Szelki/obróżka zbyt luźne natomiast mogą spowodować, to że nasz kot podczas spaceru wyplącze się z szelek i czmychnie gdzieś zanim zdążymy zareagować.

* Z obserwacji Mefisto wiem, że czynności te należy wykonywać przed każdym spacerem. Szelki/obróżka, jako że są elastyczne, samoczynnie rozciągają się - kot na spacerze jest przecież w ruchu. Koty są bardzo gibkie a do tego potrafią zwiększać swoje gabaryty, poprzez nie tylko stroszenie futra w sytuacji zagrożenia ale też np. napinanie mięśni (lub też odwrotnie, kurczenia się, by zmieścić się w najmniejsze nawet pudełko :) Taki numer właśnie wyciął mi Mefisto przed ucieczką (zobacz: Ucieczka). Naprężył się, wygiął tak, że wydawało się przy zakładaniu szelek, że są zbyt obcisłe. Na spacerze natomiast, gdy rozluźniony wrócił do swej normalnej wielkości, wyplątał się i uciekł.

* Biorąc powyższe pod uwagę, każdorazowo sprawdzam stan szelek. Najlepiej gdy kot jest rozluźniony, nie napina się. Wkładam palec pod obróżkę i opinające ciało tasiemki. Sprawdzam w ten sposób czy nie ma za dużo luzu lub nie jest zbyt ciasno, ewentualnie dokonując odpowiedniej korekty.

* Staram się, by nie wychodzić na spacer bezpośrednio po tym jak Mefisto zjadł (niech sobie spokojnie strawi, niech się wszystko ładnie w brzuszku ułoży).

* Oczywiście nie zmusimy kota, by się wysikał czy kupala zmajstrował przed wyjściem, ale dobrze jest też, by kot był wypróżniony. Nie wiem jak tam z innymi kotami, ale Mefisto nie załatwi się na zewnątrz za żadne skarby, musi to zrobić w swojej kuwecie. Czasami, gdy mu się zachce to prowadzi mnie z powrotem do domu. Ale czasem chęć przygody jest u niego silniejsza i męczy się, ale nie wypróżni. Nauczyłem się zauważać takie sygnały, gdy przysiada lub drepcze nóżkami w jednym miejscu po kilka razy, wtedy wiem, że go "przycisnęło". Zabieram go wtedy do domu, po przekroczeniu progu, mknie  jak strzała do kuwety, po czym możemy kontynuować spacer.

* Wybierając się na dłuższy spacer lub gdy jest szczególnie gorąco, zabieram ze sobą strzykawkę napełnioną wodą, tak by podać mu do pyszczka. W duże upały w ogóle lepiej z kotem nie wychodzić, grozi to udarem i poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Gdy opanujecie już tą trudną sztukę, a co najważniejsze wyjdziecie z tego cało a Wasz kot nie dostaje ataku histerii lub nie ukrywa się w jakimś bunkrze (np. zakopany pod żwirkiem w kuwecie) na widok szelek - jesteście gotowi na pierwszy spacer...


Do zobaczenia! Po powrocie opowiemy Wam jak było...


Poprzednia część poradnika: Dlaczego wychodzimy z kotem na spacer a nie puszczamy go sampopas, tutaj >>>


47 komentarzy:

  1. Ależ fachowo to opisałeś! Świetny, rzeczowy poradnik dla kotów i właścicieli spacerujących :-) Ja jakoś nie odważyłam się wychodzić z Tymkiem na przechadzki... Może kiedyś spróbuję... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, masz całą jesień i zimę, by "przetrawić" taką możliwość i przygotować się i kota do takich akcji :)

      Usuń
  2. Jesteś niesamowity,że włożyłeś, przyuczyłeś Mefisto do szelek.
    To jest rekord świata, a tak właściwie to pierwsze słyszę ,żeby kota nauczyć i przyzwyczaić do szelek.
    Niesamowite....
    Jestem pełna podziwu.
    Może powinieneś zostać trenerem kotów?
    Może je lepiej rozumiesz niż reszta świata....
    Normalnie jak Cesar Milano, tylko wersja kocia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem na żywo kogoś spacerującego z kotem. Owszem, gdzieś tam jak jakieś dzieciaki dostają kotka w prezencie to słyszę u weterynarza jak meczą rodziców, by kupić szelki. Ale wydaje mi się, że po pierwszych próbach złożenia szelek ich entuzjazm szybko gaśnie (zresztą jak to u dzieciaków po pierwszym "hurra" zabawki idą w kąt).

      Trenerem kotów? Hah, jeszcze za wcześnie, dużo muszę się jeszcze nauczyć. Jedno jest pewne, mój kot jest dla mnie nie tylko przyjacielem, ale też nauczycielem. Dzięki niemu poznaję koci świat, zwyczaje, psychikę, bo jestem bardzo uważnym obserwatorem i pragnę zgłębić wszystkie sekrety tego świata.

      Usuń
  3. Bardzo przydatne informacje - może kiedyś spróbuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próba nie strzelba, sama nie wystrzeli a spróbować warto. A i przy wystrzale nikt nie ucierpi... hmmm... choć gdyby się tak zastanowić, to przy zakładaniu "chomąta" kotu mogą być jednak ofiary :)

      Usuń
  4. No właśnie... U mnie są jak wiesz dwa koty. Urwis traktuje szelki jakby ich nie miał. Nie stanowi problemu dla niego ani ubieranie, ani chodzenie na uwięzi, za to Mały zupełnie odwrotnie... w związku z tym, że nawet na ogród zapinam mu szelki (łatwiej go złapać, gdyby poszedł w długą), to tak 3 razy dziennie z nim walczę :(... ja biorę szelki, on się chowa. Ech... I nijak się to nie chce zmienić. Nie wiem gdzie popełniłam błąd :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie popełniłaś nigdzie błędu. Skoro jeden kot chodzi w szelkach, jakby się w nich urodził, a drugi dostaje histerii, to taki ich po prostu urok. Inny temperament, psychika, doświadczenie, czy poczucie kociego honoru :)

      Usuń
    2. Wiesz, może "problem" tkwi w tym, że należało podejść bardziej indywidualnie? A ja założyłam, że skoro starszak jest urodzonym stoikiem, to młodszy też będzie, przynajmniej w kwestii szelek. Dziś byliśmy na wieczornym spacerze z dwoma kotami :), super, bo jeże wychodzą, a Mały Kot jest tropicielem jeży :)...

      Usuń
    3. Do kota, tak jak do każdej istoty, trzeba podejść indywidualnie. Nie ma złotych reguł. Ja oficjalne poradniki wychowywania kota wyrzuciłem do kosza. Szczególnie te pisane przez amerykańskich "ekspertów" pełne są bzdur, stereotypów i typowo amerykańskiego podejścia - wszystko jest dostępne w sklepach, kot choć mięsożerny niech wcina suchą karmę, wystarczy mu 15 minut dziennie zabawy i pieszczot - resztę dnia przecież prześpi, itd. Nic dziwnego, skoro te spasione świniaki potrafią przepchać ustawę, że pizza z pomidorem zaliczana jest już nie do potraw wysoko kalorycznych lecz jako warzywo :)

      Sam jestem ciekawy, jak to będzie, gdy kiedyś trafi do mnie jakiś drugi kot z innym charakterkiem.

      Hah, dawaj fotki na bloga ze spaceru i molestowania jeży :)

      Usuń
  5. Para z Was równie egzotyczna jak Paniusia z gepardem:) Ale fajnie!

    Dobrych kilka lat temu, gdy nie znałam kotów chętnie bym przeczytałam poradnik speca od kotów i ich psychiki. Masz do zwierząt świetne podejście.

    Dobrego spaceru:)

    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paniusia z gepardem :))) Pańczyk z czarną panterą, gdyby nie to, że mi tak do pańczyka jak Tuskowi do prawdy :)

      Oj, nie jestem jeszcze specem, ale staram się bardzo. Każdy dzień niesie nową naukę i informacje. Być może kiedyś tą wiedzę spożytkuję jakoś bardziej niż w codziennych relacjach z Mefisto i blogowych opowiastkach :)

      Usuń
    2. Kiedyś, kiedyś... Teraz. Wyślij do kocio-psich magazynów próbkę tekstów. Masz świetne pióro, zmysł obserwatora i wrażliwość na zwierzaki. Mam dalej pisać, czy argumentów wystarczy?

      :) Aga

      P.S.
      Nooo wyślij, plisss:))

      Usuń
    3. No weź plissować, bo wyślę :) A tak poważnie, to wydaje mi się, że takie magazyny mają swoich "ekspertów" i nie bardzo chyba chcieliby, aby ktoś pchał się na ich podwórko. Poza tym jakoś tak jest, że wszystko potrafię komuś załatwić, pomóc, zorganizować, a siebie jakoś "sprzedać" nie bardzo :)

      Usuń
    4. No wlasnie. Wydaje CI sie:)
      No wyślij, plisss...

      Pomyślałam jeszcze o lokalnej popołudniowce.

      Aga

      Usuń
    5. No rzesz, jaka dręczycielka :) Obiecuję, że przemyślę sprawę, jak mi się nazbiera więcej tekstów.

      Usuń
  6. Na ostatnim zdjęciu wiać całą prawdę :-) Kto kogo wyprowadza na spacerek :-)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Ja to tylko jestem niepotrzebnym dodatkiem do smyczy :) Coś jak w starym kawale: Przychodzi facet do lekarza z żabą na głowie, a żaba "Panie doktorze, coś mi się do d...y przyczepiło" :)

      Usuń
    2. Ależ bardzo potrzebnym dodatkiem w ramach ochrony, wsparcia duchowego ... nie ma to jak razem oglądać świat :-)))

      Usuń
  7. Jesteś niezwykle uważnym obserwatorem Mefista, najbardziej mnie ujęło, że wiesz co oznacza, kiedy on drepcze i przykuca:)))
    Miło czytać Twój poradnik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednej chwili!! Ty pisałeś u mnie, a ja u Ciebie:)))Idę zobaczyć, co żeś tam naskrobał:)

      Usuń
    2. No tak, no tak:) Zamków nie wymienili, świetnie sobie poradzili, więź męska pogłębiona, Kacperek cały i zdrowy, wcale się ze mną wylewnie nie witał, może ja im niepotrzebna jestem? :(

      Usuń
    3. Hah, wyłapać o co chodzi kotu nie jest takie proste. Pewnie większość opiekunów się wkurza, gdy kot nagle siada na spacerze, ot tak, hop siup i się nie ruszy. Zrobi dwa kroki i znowu siada. Tu nie ma co się złościć, bo kot wysyła mnóstwo sygnałów swym ciałem, uszami, ogonem, oczami (źrenice). Mefisto często przysiada np. na kopcu kreta, dopiero gdy zamiast rozgrzebywać kopiec zaczyna na nim dreptać to sygnał, że nadciąga kupal. Ale jest tak dobrze wychowany, że może tak dreptać i męczyć się a zrobi dopiero w kuwecie. Inne sygnały podczas takich przystanków mówią o różnych rzeczach, że coś usłyszał, zobaczył, poczuł, np. innego kota, mimo że ja go nie widzę. Ale wystarczy popatrzeć na Mefisto, uszka, oczka, ogonek mówi wyraźnie, to nie jest postój na kupę ani odpoczynek, gdzieś tam w krzakach siedzi sobie kocica :)

      Usuń
    4. Oj, nie spodziewaj się wylewności po męskim weekendzie: "tszeszcz kochszanie, juzsz wroczylasz?"

      Usuń
  8. Dobrana z Was para :D nieźle się uśmiałam, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak on pięknie czeka na założenie szeleczek :) Widać ze komunikacja między wami jest bez zarzutu, kocisko wie ze czeka go masa przyjemności. No i jak ktoś wczesniej zauważył : kto tu kogo wyprowadza na spacer? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przyjemność płynąca ze spaceru jest silniejsza od dyskomfortu czy "obciachu" związanych z noszeniem szelek. Myślę, że Mefisto wykombinował sobie to tak: "Nooo dobra, zakładaj te szelki stara pierdoło, wyprowadzę cię na spacer" :)

      Usuń
  10. Powinieneś koniecznie napisać poradnik jak czytać kocie zachowania i miny! To byłoby bardzo przydatne :)
    Ja swojego psa doskonale czytam a Lucek czasami nadal jest dla mnie tajemnicą, mimo że mam go od maleńkości...
    Może dlatego, że ciągle jest w fazie rozwoju, cały czas się zmienia a ja nie nadążam za nim... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam w planie nową serię KOTmiksową - coś w stylu ilustrowanego poradnika lub kociej encyklopedii. Ale potrzebuję do tego mnóstwa zdjęć. Póki co mozolnie je zbieram, tyle że nie zawsze udaje mi się uchwycić tą właściwą pozę, minę czy sytuację. No i zaniedbałem serię z Mścicielem, muszę się wziąć do roboty.

    Kot zawsze będzie tajemnicą, Mefisto też mimo, że go rozszyfrowuję od tylu miesięcy nieraz czymś potrafi zaskoczyć. Przygarnąłem go, gdy miał już około dwóch lat, więc nie wiem jaki był od maleńkości. Tak mnie ciągle tylko zastanawia, jak ktoś mógł porzucić tak wspaniałego kota.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój kot lubi siurać na polu - jestem z Przemyśla i chodzę na pole ;)

    Jak już się rozluźni, to zasypia w trawie, a po spaniu dobrze jest się załatwić. Tylko kupali nie zakopuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Magdo z Siunkowa :) Ta joj, jak miło, że dotarłaś na mego bloga. Ta weź zaglądaj częściej :)

      Moje kocury nie siurają na polu, jak ich przyciśnie to drepczą nóżkami i miauczą, żeby wracać do domu. Raz czy dwa zdarzyło się Mefisto, ale to podczas bardzo długiego spaceru w parku. Pozdrówka!

      Usuń
  13. Ten komentarz jest bardzo mocno spóźniony, ale dopiero wpadłam
    na ten blog. Od 2002 do 2014 wychodziłam ze swoją kotką na spacery.
    Od początku ślicznie dawała się ubierać w szelki, a na spacerach
    załatwiała swoje potrzeby do kretowisk, jesiennych liści pod drzewem.
    Właśnie jak chciała kupkę to bardzo prosiła o spacer.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj i zaglądaj do nas jeszcze nie raz. Mefisto z niecierpliwością czeka na wiosnę by znowu móc spacerowo zwiedzać nie odwiedzone jeszcze przez niego zakątki mego miasta. Nie wiem jak w tym roku będzie bo jest bardzo chory a z resztą kociaków tj. Morfeuszem i Moirą to już nie to. Morfeusz odważny jest tylko przez chwilę i byle co go jest w stanie wystraszyć na spacerze a Moira to taka drobniutka pchełka, na którą nie mogę znaleźć odpowiednio odpowiednio malutkich szelek :)

      Usuń
  14. Witaj znowu ja. Przez 12 lat wychodziłam z moją Kizią-Mizią - dziś
    jest za TM, ale od miesiąca mam młodziutką kotkę Bezę.
    Jest drobniutka, szelki po Kizi są za duże, ale udało mi się kupić
    inne, mniejsze. Czekam na cieplutką pogodę i będziemy próbować.
    Myślę, że będzie dobrze, ponieważ jest bardzo ciekawa co za oknem,
    a jeszcze schody /trzecie piętro/. Mamy na tyle dobrze, że nasz
    blok stoi prawie w parku i mamy gdzie spacerować w ciszy.
    Pozdrawiam i będę odwiedzać.
    Ania i Beza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Ania. Masz świadomość, że jak Bezi spodobają się spacerki to już nie da Tobie spokoju i będzie jak Mefisto paszczowo domagać się wyjść? :) Ja z powodu brzydkiej pogody i poważnej choroby Mefisia nie mogę teraz spełniać jego spacerowych życzeń ale na pocieszenie zabieram go na przejażdżki samochodem, które również uwielbia :) Świetną macie lokalizację mieszkania przy parku. Uwielbiamy parki ale najczęściej musimy dreptać w nie tak pięknych i spokojnych okolicznościach przyrody. Mizianki dla Bezi.

      Usuń
  15. Hej. A wiesz, że mieszkamy w jednym województwie? nawet nie
    tak bardzo daleko. Czy wiesz jakie miasto jest Miastem Szkła?
    Wiem co znaczą codzienne spacery przez 12 lat Kizia nie pozwoliła
    mi oglądnąć do końca wieczornych filmów - nie domagała się
    paszczowo, tylko wlepiała we mnie swoje śliczne bursztynowe oczy
    i ja miękłam - czerwone szelki, czarno-biały kot i spacer.
    Nie wiem czy uwierzysz ale bardzo często dochodziła północ.
    Beza śle miziaki dla Twoich kiciów.
    Pozdrawiam z K..... Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam koleżankę z Krosna :) W podstawówce byliśmy z klasą na wycieczce w tej hucie szkła. Pamiętam, że nam tłuczono by niczego nie dotykać, nie przeszkadzać i broń boże niczego nie wynosić a na portierni była rewizja. Ja jestem ciekawski, interesuje mnie wszystko, co i jak się robi. Poprosiłem jednego hutnika aby wydmuchał mi szklanicę, następnego by jej nadał formę, następnego by wystudził, itd. Po kryjomu podarowali mi tą szklanicę, jakoś tak ją skitrałem,że przeszedłem rewizję ale po wyjściu z huty podkablował mnie kolega i nasza nauczycielka mi to zarekwirowała a po powrocie podarowała dyrektorce. Miałem ogromny żal i pamiętam, że nawet płakałam na taką niesprawiedliwość.

      Krosno, Jasło, Sanok, Ustrzyki Dolne to bliskie mi tereny. W Ustrzykach mieszka mój ojciec chrzestny (bardzo kociolubny) a pozostałe miasta wiązały mnie poprzez koncerty i współpracę z kilkoma zespołami, m.in. Krusherem, Maską, Neolithem.

      Super, że jesteś równie spacerowa jeśli chodzi o wędrówki z kotem jak ja. Mefisto też po kilka godzin ze mną chodził i zawsze ze współczuciem patrzyłem na psy, których właściciele wyprowadzali na zaledwie kilka minut, że ledwo taki biedak w biegu zdołał się odsikać.

      Usuń
  16. Zapraszam do Krosna teraz można zwiedzić Centrum Dziedzictwa
    Szkła.
    Właśnie między Hutą Szkła, a moim blokiem jest ten piękny park,
    po którym spacerowałyśmy przez tyle lat z Kizią Mizią, bo ona
    bardzo była płochliwa, bała się ludzi dlatego wychodziłyśmy
    wieczorami na godzinkę. Bezę adoptowałam z DT mam ją dopiero
    miesiąc, wygląda na bardziej odważną - zobaczymy.
    Poczekam trochę, aby się zazieleniło, bo wiem, że będzie się
    chciała położyć na trawie, a brzuszek po sterylizacji jeszcze nie
    obrośnięty.
    Naprawdę brakuje mi tych spacerów.
    Pozdrawiam Ania



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie się wybiorę bo nie jest tak daleko od Przemyśla. Ale przyznam, że od dłuższego czasu jakoś ugrzązłem w swoim mieście i nie bardzo się ruszam po za. Mam dużo obowiązków ale też jakoś z trudem przychodzi mi rozstawanie się z moimi łobuzami na dłużej :) Ciekawe czy wpuścili by mnie... z Mefisto? :) Niestety Mefisto dziś przeszedł kolejną operację więc wyjazdy ale i spacery musimy znów odpuścić na dłuższy czas.

      Usuń
  17. Hej ! Martwię się o Mefisto - czy to coś poważnego?
    Przeszłam swoje w sylwestra, pojechałam z Kizią usunąć zęba,
    a wróciłam sama. Rak zaatakował dziąsło, były przerzuty
    - nic nie mogliśmy zrobić, ONA nie zasłużyła na cierpienie.
    Wiem, że podjęłam słuszną decyzję, ale boli mnie JEJ brak.
    Wiesz co? na moje oko nie powinno być problemów z wpuszczeniem
    Mefisto - przecież to nie huta. Przyznam ci się szczerze, że
    jeszcze tam nie byłam - mieszkam na huckim osiedlu, ale
    szkło mnie nie pociąga. Koteńku zdrowiej kochanie!!!
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo poważne. Nowotwór a właściwie nowotwory. To już czwarta operacja. Przykro o tym pisać. Zajrzyj do zakładki "Pacjent Mefisto" - tam opisałem wszystkie choróbska, z którymi borykał i boryka się Mefisto.

      Usuń
  18. Naprawdę podziwiam Cię za miłość i wytrwałość. To co stało się
    z moją Kizią-Mizią to trauma na całe życie.
    Trzymajmy się tego, że Mefisto z tego wyjdzie - życzę mu powrotu
    do zdrowia.
    Pozdrawiam Ania
    PS. Może ja już tu nie będę robić wpisów, bo to stało się naszą
    prywatą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham tych łobuziaków i chcę być dla nich jak najlepszym, mądrymi i odpowiedzialnym opiekunem. One wszystkie są po przejściach i zasłużyły by zapewnić im jak najlepsze życie. Ania, spoko, możesz pisać albo tutaj albo może w bieżących wpisach. Buźka!

      Usuń
  19. Jeszcze raz napiszę, bo chcę pokazać Ci jak częściowo wygląda
    moja Beza. Popatrz na pierwszy wpis "rzeki' z 8 września 2012
    - odbicie w lustrze główki mojej Bezy.
    Pozdrawiam Ania Zaglądaj czasem na tę stronę, bo to jakaś taka
    nasza PODKARPACKA - no nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz, pisz ale zaglądaj też na nowsze posty a ja będę wracał tutaj bo rzeczywiście zrobiło się swojsko. A więc tak wygląda Beza - pasowała by do Baldricka ale niestety nie ma go już z nami. Jak Mefisto wyzdrowieje to zamierzam zabrać go w okolice Przemyśla a jako, że lubi jeździć samochodem to może skoczymy nawet do Krosna o ile mój krążownik szos znowu się nie rozkraczy.

      Usuń
  20. Robimy już próby spacerów w szeleczkach - na razie po pokoju.
    Grzecznie leżała na kocyku na balkonie. Będzie dobrze.
    Pozdrawiam Ania
    PS. Na nowsze też zaglądam

    OdpowiedzUsuń