Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygarnij kota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygarnij kota. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Filmy dla kotów

Nie znam zbyt wielu ludzi, którzy lubią sprzątać.Nie wiem jak to jest u innych facetów ale mnie domowe porządki relaksują. Włączam sobie głośno muzykę, jakiś koncert na DVD albo audiobooka i "jadę na szmacie" :) Przyznam jednak, że ostatnio mocno mi to zbrzydło z powodu wciąż trwającej u nas inwazji , która wymogła na nas częstsze i intensywniejsze gruntowne sprzątanie, odkurzanie, mycie, pranie, przesuwanie mebli i zaglądanie w kąty i szparki z odkurzaczem, mopem, szmatką, nożem, sprayem...

Do tego nasze wszędobylskie koty, które to zaglądną do wiaderka z wodą, to wskoczą za przesuwany mebel to ukradną szmatkę lub wrzucą swoją zabawkę za dopiero co dosuniętą do ściany szafę... Trochę spokoju jest gdy włączam odkurzacz. Jak każdemu kotowi to urządzenie kojarzy im się  z ryczącym potworem, który chce ich pożreć. Czmychają przed nim i skulone bunkrują się w przerobionych na domki pudełkach. Trudno jednak samemu zaakceptować jego świdrujący dźwięk dłużej niż powinno się a i o słuchaniu muzyki w tym czasie nie ma przecież mowy.

Znalazłem jednak rozwiązanie jak i czym zająć koty by w czasie sprzątania i niebezpiecznego dla nich przesuwania mebli nie przeszkadzały i aby przypadkowo nie zrobić im krzywdy. Znalazłem w internecie wiele filmików nie o kotach ale przeznaczonych dla kotów. Dziobiące ziarno ptaki, biegające wiewiórki, pływające rybki czy mrowie świerszczy to dla kotów niemal oscarowa produkcja a gdy okraszone to jest rzeczywistym dźwiękiem i naturalnymi odgłosami "aktorów" to mamy pełne zauroczenie kocich widzów.




Puszczonymi w pętlę filmikami "kupiłem" sobie u moich kotów ponad pół godziny spokoju :) Poniżej znajdziecie próbki takich filmików:


 

 


Ostatni raz widziałem taką fascynację moich kotów filmem gdy oglądaliśmy historię... pasterza, młodej kozy, drzewa oraz kawałka węgla... czyli "Le quattro volte" przesłanym nam na DVD przez Gosiankę Wrocławiankę.

Swoją drogą, intryguje mnie, jak koty odbierają obraz z ekranu telewizora lub monitora i czy tak bliskie, niemal z nosem przy ekranie, przesiadywanie przed tymi urządzeniami ma podobnie jak dla ludzi zły wpływ na ich wzrok.


Dziś, tj. 20 października, przypada trzecia rocznica odkąd przygarnęliśmy Mefisto ze schroniska. Był wówczas około 2-letnim kocurkiem:


Tak więc, dziś możemy świętować jego teoretycznie piąte urodziny. Mefisto przygotował nawet listę spodziewanych prezentów ale porwała ją Moira :)



Wątek adopcyjny c.d.

Jak już zapewne wiecie, Łowca znalazł dom:



...a Burasek Piszczałek przebywa teraz w lecznicy tak by trafił do kogoś kto zechce się nim zaopiekować całkiem zdrowy oraz wysterylizowany. Odbieram go w środę. Tymczasowo trafi do mojej koleżanki ale wciąż szukam dla niego domu na stałe.


To wspaniały, sympatyczny i bardzo przyjazny kocurek. Każdy kto się z nim zetknął jest nim zauroczony ale co z tego skoro na samych zachwytach się kończy.

Pragnę tutaj coś wyjaśnić. Rozpocząłem akcję adopcyjną dla Łowcy i Piszczałka ponieważ te koty znałem, doglądałem je, dokarmiałem, zżyłem się z nimi i niejako przyjąłem na siebie za nich odpowiedzialność. Stąd nie tylko intensywne poszukiwanie dla nich domu ale też znalezienie możliwości podleczenia ich z typowych dla bezdomnych kotów przypadłości i dbanie o to by nie trafiły do kogoś przypadkowego lecz rzeczywiście kochającego koty, tzn. rozumiejącego ich potrzeby i będącego świadomym obowiązków.

Przyjmując pod mój dach Mefisto, Morfeusza i Moirę wziąłem na siebie wielką odpowiedzialność za ich byt, zdrowie i rozwój. Przygarnięcie kolejnego zwierzaczka to nie tylko obciążenie finansowe ale też czynnik wpływający na jakość opieki nad moimi kotami. Zawsze poświęcałem im mnóstwo uwagi, by oprócz zapewnienia im podstawowych potrzeb również być dla nich kompanem, stymulować ich rozwój psychiczny i zachowania socjalne. Muszę więc określić jakąś granicę bo nie mogę być Ojczymatką dla każdego napotkanego kota kierować się należy nie tylko sercem ale również rozsądkiem. 

Oczywiście, w miarę możliwości będę nadal dokarmiał bezdomne koty czy pomagał przy znajdowaniu im domów (czego dowodem jest poniższy apel). 

Przechodząc do rzeczy, jeśli chodzi o adopcje to najważniejszy jest dla mnie los Piszczałka i zapewnienie mu szczęśliwej przyszłości. Każda dodatkowa akcja będzie rozsądnie przeprowadzona, by realnie i namacalnie pomóc ale by obyło się to bez wyrzeczeń i na pewno nie kosztem moich podopiecznych. Jeśli będę w stanie załatwić środki na leczenie i żywienie innych kotów to z pewnością to uczynię - teraz mogę jedynie rozpropagować apel sześciu przemyskich kociąt.



Kocięta trafiają oczywiście do zakładki "Przygarnij mnie..."
czyli:


oraz dodane do wydarzenia "Koty z Przemyśla poszukują domu" na facebooku:

https://www.facebook.com/events/1489780181291731

Matka z sześcioma kociętami pojawiła się na ul. Malawskiego w Przemyślu w lipcu. Od tej pory koczuje na balkonie pani Teresy, która dokarmia je i dogląda. Nie ma jednak możliwości zabrania całej szóstki (plus matka) do domu. Matka wymaga sterylizacji by co kilka miesięcy nie wydawała na świat równie bezdomnych kociąt...




W tej rozkosznej gromadce 4-5 miesięcznych kotków jest... 

...czarna kotka..


... biało bura kotka...


...biało czarny kocurek...


... a także czarny kocurek, prawdopodobnie biało czarna i czarno biała kotka...



poniedziałek, 13 października 2014

Ojczymatka zastępcza...

Przerywam chwilowo tawernianą kwarantannę blogową bo temat ważny i pilny. Wprawdzie od kilku dni mamy polską złotą jesień z całkiem sympatycznym słoneczkiem ale nic nie powstrzyma nadchodzących zimnych i deszczowych a potem mroźnych i śnieżnych miesięcy. My i nasze udomowione koty zagrzejemy swe dupalki przy kaloryferku lub zagrzebiemy się pod kocykami ale dla bezdomnych czy wolno żyjących zwierząt nadchodzi trudny okres a chłód i mróz jak co roku zbierze swe okrutne żniwo.

Jak wiecie, jestem Ojczymatką dla trzech cudownych kotów, które wypielęgnowane, wypieszczone, zdrowo odżywiane i otoczone opieką żyją w najlepszych jakie mogłem dla nich stworzyć warunkach. Jak każde z Was, codziennie spotykam jednak jeszcze inne istoty, którym nie dane jest zaznać ciepła domu i miłości, porzucone, niechciane, często okaleczone i chore. Mimo moich skromnych możliwości nie potrafię przejść obok nich obojętnie, zawsze przystanę choć na chwilę, dotrzymam im towarzystwa, nakarmię ale wiem, że to zdecydowanie za mało. Owszem, wśród nich są i takie koty, które świetnie radzą sobie w środowisku miejskim, oprócz tego, że są dokarmiane przez przychylnych im ludzi, to potrafią też same o siebie zadbać, urządzając polowania i nocując w przyjaznych im miejscach. Grzechem byłoby wyrywanie ich z tego świata i udomowianie na siłę. Są jednak i takie, które zostały porzucone jak niepotrzebna rzecz, nieporadne, skrzywdzone, wystraszone po traumatycznych przejściach lub wręcz przeciwnie zbyt ufne a tym samym podatne na krzywdy, które mogą doznać od ludzi.

Chcę Wam dziś zaprezentować moją gromadkę ulicznych kotów, z którymi się przyjaźnię, z wiarą, że może któryś z nich znajdzie dzięki Wam dom zanim mrozy wyciągną po nie śmiertelne pazury  lub spotka je krzywda od ludzi...


Łowca...

Przesympatyczny kot, który od kilku miesięcy biega po przemyskim rynku starego miasta. Jest wytrawnym łowcą, który nie przepuści żadnemu gołębiowi. Lubi mi siadać na kolanach, czasem też wskakuje na plecy skąd ma najlepszy widok na te "latające szczury miejskie".




Zbyszek Kieliszek...

Drugi z kotów rynkowych jest bliźniaczo podobny do Łowcy. Mają taką samą "fryzurę" i są podobnie towarzyscy. Początkowo myślałem, że to jeden i ten sam kot ale po bliższym zapoznaniu widzę występujące między nimi różnice. Przypuszczam, że są rodzeństwem. Jest to kot, którego poznałem w... pubie. Podszedł do mojego stolika, wskoczył na kolana i rozkosznie mrucząc towarzyszył mi przy paru kolejkach. Widzieliśmy się tak kilkukrotnie ale od jakiegoś czasu go nie spotykam.


Burasek Piszczałek...

To mój ulubieniec. Czeka na mnie codziennie rano pod kamienicą, w której mam biuro. Na mój widok wydaje donośne odgłosy paszczowe. Jest gadatliwy, miaucząco referuje mi swoje przygody lub żałośnie gani za moją nieobecność. Jest młody a po jego zachowaniu można wnosić, że ktoś się go po prostu pozbył. Jemu w pierwszej kolejności pragnę znaleźć dom bo okolica jest niebezpieczna a ściąłem się też z paniami, które go ciągle przeganiają ze skwerku, krzycząc na niego, tupiąc i próbując go kopnąć. Staram się go karmić będąc przy nim tak by nikt go nie skrzywdził ale zdarza się, że się mijamy i wtedy zostawiam mu jedzenie w miseczce, które niestety ciągle mi te panie wyrzucają. Jest mniej zaradny od Łowcy a przez to, że przyjazny i ufny to szczególnie podatny na skrzywdzenie.Rewiry Buraska i Łowcy częściowo się pokrywają i czasami dochodzi między nimi do bójek.







Rudasek...

To kot, teoretycznie posiadający jakichś opiekunów. Wspominam o nim bo należy do mojej przyszywanej gromadki "moich" kotów. To pieszczoch, który lubi jak się koło niego kładę na chodniku :)



Bengal...

To kot, który podobnie jak Burasek wymaga jak najszybszej adopcji.To  jednoroczny kot z hodowli.  Przebywa w nieodpowiednim domu ale nie będę tu wchodził w szczegóły. Jego tzw. "opiekunowie" chcą się go pozbyć. Jest zestresowany ale to piękny i miły kot, który potrzebuje ciepła i serdeczności.



PS Przyjęcie kolejnego kota do Tawerny jest poza moimi możliwościami a same dokarmianie przeze mnie tych cudownych istot to zdecydowanie za mało wobec zbliżających się zimnych miesięcy oraz okrucieństwa czy bezmyślności ludzi.

Proszę o udostępnianie moich banerków i podlinkowanie ich do zakładki
"Przygarnij mnie..."
czyli:




link do tego banerku tutaj >>>

link do tego banerku tutaj >>>

Wydarzenie "Koty z Przemyśla poszukują domu" na facebooku:

https://www.facebook.com/events/1489780181291731

Wątek na forum Miau:

http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=165325



Aktualizacja!

16.10.2014. Miło mi poinformować, że Łowca znalazł dom. Zupełnie niezależnie ode mnie trafił do podprzemyskiej miejscowości Pikulice. Moja dobra koleżanka Gosia przekazała mi zdjęcia Łowcy w jego nowym domu Przy najbliższej okazji udam się tam do niego z wizytą:


Burasek Piszczałek przebywa teraz w lecznicy tak by trafił do kogoś kto zechce się nim zaopiekować całkiem zdrowy. Jest pod dobrą opieką weterynaryjną pana Barketa a leczenie go z typowych dla bezdomnych kotów przypadłości jest możliwe dzięki wsparciu Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt "Nadzieja". Zostanie jeszcze wykastrowany a ja szykuję wyprawkę dla niego i jego przyszłego opiekuna.Odwiedzam go tam codziennie ale wciąż szukam dla niego domu.






23.10.2014 Odebraliśmy Piszczałka z lecznicy i odwieźliśmy do mojej koleżanki Sylwii, która zobowiązała się przygarnąć go tymczasowo... ale już teraz czuję, że zostanie u niej na stałe :) To ogromna radość bo ten przemiły kocurek zanim trafił na ulicę musiał być kiedyś udomowiony, potrafi korzystać z kuwety, ma również świetne rozeznanie do czego służy klamka u drzwi i okien :) Ludzcy domownicy już go polubili a i sympatyczna gromadka zwierząt Sylwii przyjęła go bez agresji. W nowym, ciepłym domu szybko stanie na nogi, będzie do końca wyleczony z jego przypadłości a w przyszłym tygodniu poddamy go sterylizacji.