Wydzierając się niemiłosiernie pod drzwiami, Mefisto, daje znać jak bardzo tęskni za spacerami. Ale cóż, gdy pogoda ostatnio płata dziwne i nieprzyjemne figle. Parno, duszno, a zarazem mokro i wietrznie. I tak na przemian. Do tego otrzymał karę i zakaz wychodzenia po jego sławetnej ucieczce (czytaj tutaj>>>), podczas której spędził zimną i deszczową noc poza domem. Rozchorował się, kicha na mokro, ropieją mu oczka, zmarkotniał i znów muszę robić za tego złego, jako Dr Schwintuch pakując mu serię zastrzyków z antybiotyku. Ja sam też jakoś przegrywam w walce między Ciemną a Jasną Stroną Mocy i wpadłem w jądro oddziaływania Niemocy.
Dziś więc seria zaległych zdjęć z wiosennych spacerów:
Dziś więc seria zaległych zdjęć z wiosennych spacerów:
Mefisto uwielbia rozgrzebywać kretowiska i wszelkie norki. Potrafi wsadzić cały pyszczek do tunelu zrobionego przez nornice, pozoruje ataki na mieszkańców norek albo siedzi na kretowisku w pozycji władcy lub strażnika. Wygląda trochę jakby pilnował gniazda lub wysiadywał jajka :) Podglądający nas z okien sąsiedzi podejrzewają, że nasz kocur załatwia wtedy czynności fizjologiczne, co nie jest prawdą, bo jednym miejscem majstrowania kupala jest zaciszna domowa Świątynia Dumania...
Po wytarzaniu się w piasku i pyle mroczny Mefisto już nie jest plamą płynnej czerni... W jego mniemaniu tak zyskuje fachowy kamuflaż...
...ale dbałość o higienę jest tak głęboko zakorzeniona, że nawet na spacerze koniecznie trzeba wylizać ten-tegasa...
Nie ma to jak wywalić się "kołami do góry"...
Ulubiona kępka suchej trawy jest obowiązkowym punktem każdego spaceru:
Ostrząc sobie pazurki i ślad zapachowy na nich zostawiając - tymi pozornie niewinnymi czynnościami, usypiamy czujność Dużych, plan wdrapania się jak najwyżej obmyślając...
Jeśli nie mieliście okazji ściągania swego kota z drzewa - polecam lekturę postu "Na pochyłe drzewa koty skaczą" - dla ściągających to logistycznie arcytrudna operacja, dla podglądających sąsiadów ubaw po pachy na lata...
Najczęściej na spacerze spotykamy psy, które Mefisto traktuje z wyższością i albo pogardliwie na nie spogląda, gdy próbują się z nim zaprzyjaźnić, albo fuka, parska i próbuje je pizgnąć łapką. Ale gdy spotka kocicę, jakoś traci rezon, "zagadać" nieporadnie próbuje, a po powrocie do domu ten Romeo niewydarzony leży rozmarzony w legowisku wzdychając do takiej lafiryndy... Na zdjęciu poniżej jedna z poznanych kotek. Niestety kilka dni później zginęła pod kołami samochodu - co jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że choć szelki i smycz, nie są zbyt komfortowe, ale koty w mieście nie powinny być puszczane samopas dla ich własnego bezpieczeństwa...
Poza ganianiem za ptaszkami, motylkami, drapaniem drzewek, tarzaniem się, obmyślaniem planów ucieczek...
...wpasowujemy się w różne zakamarki...
...kradniemy tajemnice wojskowe:
...podziwiamy piękne okoliczności przyrody...
...obijamy się, wygrzewając na słoneczku...
Spacer byłby jeszcze przyjemniejszy i pełniejszy atrakcji, gdyby nie nadzorujący kota Duzi i te krępujące szelki...



















































