piątek, 25 maja 2012

Okrutnicy - miłośnicy

Okrutni miłośnicy zwierząt? Brzmi jak paradoks? Bynajmniej...

Okrutnicy...

Nudząc się po szkole lecz w całym swym ludzkim, kształtowanym wszakże przez tysiąclecia, geniuszu, nie potrafiąc wymyślić żadnego pożytecznego zajęcia, grupka młodzieńców siedziała na ławeczce pod blokiem. Pod ich czaszkami, w miejscu gdzie powinien znajdować się mózg, ziała tak wielka pustka, że gdyby strzelić z otwartej dłoni w ich głowy, echo by im zęby wybiło. Jedyną, w ich mniemaniu twórczą, czynnością jaką przejawiali było plucie na odległość, rozbijanie butelek o pobliski kontener ze śmieciami, wydrapywanie jakiegoś wulgaryzmu w ławeczkowym drewnie...

Leniwie mijały godziny. Od czasu do czasu,  dla podtrzymania iluzji atmosfery fajnego spędzania czasu, ten lub tamten, rzucał odkrywcze "K..., ale nuda". Dostrzegli wychudzoną, bezdomną kotkę, przemykającą niepewnie pod żywopłotem.

Pomiędzy uszami jednego z nich, w tej bezkresnej wydawałoby się pustce, zapaliła się iskierka. Niewielki ognik, który można by uznać za narodziny myśl jakiejś. "Chłopaki, zabawimy się!". Zeskoczyli z ławki, pobiegli za przerażoną kotką, osaczyli ją w jakimś zaułku. Dalej wydarzenia potoczyły się szybko.

Po czaszkami kolejnych zaczęły zapalać się iskierki. Każdy zapragnął wykazać się inicjatywą, zaimponować pozostałym. "Podpalmy   kota! Przyniosę z piwnicy rozpuszczalnik.", "Wrzućmy kota do mrowiska, nakryjmy wiadrem, zobaczymy czy mrówki zjedzą go żywcem.", "Wyrwijmy ogon!", "Obetnijmy uszy!", "Utopmy w rzece!", "Wlejmy mu rozpuszczalnik do pyska"...

Znacie to, prawda? Niemal codziennie media donoszą o takich przypadkach. Każdy z powyższych pomysłów na zadanie cierpienia zwierzęciu został gdzieś, przez kogoś zrealizowany. Wczoraj, dzisiaj... jutro dowiemy się o czymś nowym. W zadawaniu cierpienia innym, ludzka pomysłowość nie ma granic. Jeśli wyobrazicie sobie najbardziej wyrafinowaną, odrażającą i bestialską rzecz jaką człowiek może wyrządzić innym (czy to ludziom, czy braciom mniejszym), to wiedzcie o tym, że ktoś, gdzieś, kiedyś to naprawdę uczynił, bądź uczyni w bliższej lub dalszej przyszłości.

Jakie myśli Wam przychodzą do głowy, gdy czytacie takie przerażające wiadomości. Okrutne prawda? Podłe? Nieludzkie? Odrażające! Co myślicie o takich ludziach? Zwyrodnialcy? Barbarzyńcy? Bestie!

Miłośnicy...


Kobieta. Trzydziestopięcioletnia. Trochę nawet ładna, a mimo to jeszcze nie w ciąży. Nazwijmy ją jakoś. Oto, ja Ciebie chrzczę... Matylda. Trochę ładna Matylda jest posiadaczką całkiem ładnych zwierząt.

Dwa koty, pies, papużka. Matylda w ogóle jest miłośniczką zwierząt. Przynajmniej ma takie o sobie mniemanie. Znajomych katuje opowieściami, jak to jej piesek Fafik posłusznie aportuje, Pusia Jeden cudownie mruczy, a Pusia Dwa nauczyła się korzystać z ubikacji. A papużka... no cóż, zostawmy papużkę, bo poza wyrywaniem sobie piórek to akurat niczego godnego wspomnienia akurat nie czyni.

Matylda prowadzi bloga. O swoich zwierzętach, a jakże! Codziennie wstawia tam nowe zdjęcia swoich słodziaczków, w nowych postach opisuje jak jej "słitaśne" futerka śpią, co jedzą, "na co one paczą"... Matylda udziela się też na wielu forach internetowych poświęconych psom i kotom. Na papużkowym forum, jednak jakoś nie bardzo....

Jednozdaniowo przeważnie ("jaki piękny koteczek", "zupełnie jak mój") komentuje wpisy innych. Zaś na wszelkie przejawy okrucieństwa wobec zwierząt reaguje z oburzeniem, dzieli się z innymi swymi poglądami, wyraża zdecydowany sprzeciw wobec ludzkiego barbarzyństwa, podkreśla, że po przeczytaniu takiej wiadomości nie może spać, nie może jeść, szlocha po nocach, a takim zwyrodnialcom uczyniłaby to samo co oni zrobili biednemu zwierzęciu...

Matylda kocha swoje zwierzęta, kupuje im zabawki (trochę nie ma czasu, by się z nimi bawić, ale może pobawią się same), karmę suchą, karmę mokrą, ubranka nawet, bo tak "słitaśnie" w nich wyglądają. Matylda uważa swoje zwierzęta za najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie... Trochę denerwuje ją tylko, że Pusia Jeden i Pusia Dwa drapią pazurkami jej meble, firanki, kanapę, Fafik zaś szczeka a czasem nawet wyje, na co skarżą się sąsiedzi...

Matylda wykształconą kobietą jest. Studia skończyła, tytuł magistra zaocznie uzyskała, fachowcem od administracji i zarządzania mienić się może. Językiem polskim w mowie i piśmie na przyzwoitym poziomie się posługuje, rozwiązanie swych problemów szybko więc znalazła. Ileż to w internecie zacnych porad, książki fachowe w formie e-booka powszechnie dostępne, a i inni miłośnicy zwierząt, tak samo kochający zwierzęta jak Matylda, podpowiedziami i poradami dzielą się z innymi. "Jak kotu usuniesz chirurgicznie pazury, to drapać mebli nie będzie miał czym", "Psom struny głosowe się fachowo podcina, kłopotu z nieznośnym szczekaniem tym samym pozbyć się można"...

Dwie historie... jeden dla mnie wniosek...

Jednakoweż to dla mnie sk....syństwo...


Trzęsie mnie, gdy czytam o różnych sposobach ułatwiania sobie życia przez ludzi, bez refleksji jednak żadnej nad zwierzakami, którymi te osoby się "opiekują". Usuwanie chirurgiczne/wyrywanie pazurów czy podcinanie strun głosowych jest zwykłym barbarzyństwem i sk...syństwem wobec zwierząt. Szkoda, że ich (znaczy ludzi) rodzice nie wpadli na taki np. pomysł, by w dzieciństwie okaleczyć im struny głosowe, zaszyć odbyty, zakneblować i w kaftan bezpieczeństwa ubierać, bo przecież dzieci płaczą, ryczą, srają i psocą na potęgę!!! Tym samym, sąsiadom, którym przeszkadza moja muzyka, powinienem chyba przebić bębenki w uszach, żeby nie przeszkadzał im ani mój wiking metal, ani miauczenie kota, ani ujadanie psa, gdybym go kiedyś miał posiadać...

W dawnych czasach, gdy z kocich futer szyto ubrania jeszcze i w cenie były ładne, zadbane skórki z kotów, często właściciele szczególnie pięknych kotów stosowali różne praktyki, by ich koty nie wychodziły na zewnątrz i nie padły ofiarą łowców skórek... np. przypalano im sierść, by nie były już takie ładne lub obcinano uszy! Tamte czasy nazywamy ciemnymi wiekami... czy coś się zmieniło? Jak widać, nic a nic. Możemy mieć komputery, smartfony, statki kosmiczne, a w większości jesteśmy takimi samymi okrutnymi i beznadziejnie prymitywnymi prostakami!

Znów podpadnę tym wpisem, znów ktoś się obrazi. Ale barbarzyństwu i głupocie mówię, wręcz krzyczę NIE! Czemu nawet najokrutniejsze rzeczy, które robi się zwierzętom, próbuje się tłumaczyć, że to dla ich dobra? Czemu ułatwianie ludzkiego życia odbywa się kosztem cierpienia, robienia krzywdy zwierzętom? I to przez tych, którzy mienią się miłośnikami zwierząt... Co gorsza, niektórzy z nich są ekspertami od zwierząt. Książki wydają. Porad udzielają...



17 komentarzy:

  1. Tak jest skonstruowana psychika człowieka
    i nic na to nie poradzisz.
    Niektóre religie mówią ,że w przyszłości będzie lepiej...
    To co opisałeś dotyczy również podobnych zachowań wobec ludzi.
    Pytanie retoryczne:
    Czy można to zmienić ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że można. Wprawdzie nie wyeliminuje się wszystkich patologii, ale przynajmniej powinno się głośno o tym mówić, nie bać się, nie wstydzić, głośno krzyczeć, piętnować i edukować. Nie można przechodzić obok tego obojętnie, udawać, że nas to nie dotyczy "to nie ja, to inni". Wiem, że prawda nie jest w cenie w dzisiejszych czasach, wrogów można sobie narobić... ale "Nie można nakazać wiatrowi żeby przestał wiać ale można budować wiatraki..."

      Usuń
  2. Dobrze napisane - nic dodać nic ująć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ale i tak czuję, że temat jest rozwojowy :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą! Może komuś podpadniesz tym wpisem, ale trzeba o tym nie tyle mówić, co KRZYCZEĆ! Im więcej, tym lepiej. Wiele tym podłych zachować bierze się z niewiedzy i na te można mieć wpływ edukacją, ale wiele z nich wynika z tego czym "nakarmiono" człowieka na początku życia i tu już jest trudniejsza sprawa. Pozostaje jeszcze karania i jestem za tak samo surowym karaniem okrucieństwa wobec zwierząt, jak wobec ludzi. Popieram i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to nie z powodu niewiedzy, lecz ignorancji. Nie wiemy czegoś, bo nie chcemy wiedzieć. Każdy uważa się za mędrca, lecz ludzie mówią, ale nie rozmawiają, słyszą, lecz nie słuchają, patrzą, a nie widzą. Krzyczę więc, może choć kilku osobom, zapali się jakaś iskierka i zmusi do refleksji. dzięki za poparcie i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Wyrwany ogon akurat wymienic musiałeś? Dość emocjonalnie akurat do takich przypadków podchodzę.

    Mam nadzieję, ze nie jestem Matyldą.. jeśli jestem - dobijcie mnie ciężkim przedmiotem! Widzę wiele podobieństw (ale bywam egocentryczką :D).

    Mój post Cie tak natchnał? Wyrzygałeś tym postem całą nienawisć do pseudo-miłosników .

    No i ja znów mam dylemat z tymi pazurami.. bo drapanie mebli czy firanek to nie powód do wyrwania zaden, ale przy agresywnym kocie który się rzuca na właściciela.. może to jest jakieś usprawiedliwienie? Oczywiscie po uprzednim sprawdzeniu przyczyn i przetestowaniu każdego pomysłu który owe ataki moze powstrzymać.




    Nikt się chyba jeszcze nie obraził na Ciebie.. swoja droga ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz ten wyrwany ogon. Wiem, że emocjonalnie mogło Cię wstrząsnąć w związku z tym co przydarzyło się Twemu futrzakowi. Mi to też wyjść z głowy wyjść nie może. Stąd jak zauważyłaś nawet nie komentuję postów o Beziku od jakiegoś czasu, bo jak już Ci kiedyś wspomniałem, całym sercem jestem z nim, ale nie chcę zapeszyć. Bezik zasługuje, by przygarnęli go odpowiedzialni opiekunowie i wciąż trzymam kciuki, by Twoja misja się powiodła.

      To prawda, że Twój post mnie natchnął. Zacząłem nawet tam wpisywać komentarz, ale wyszła mi z tego taka epistoła (zauważyłaś, że często dostaję sraczki słownej), że zrodził się z tego post na moim blogu. Usunąłem więc te komentarze, bo nie chciałem też, byś to odebrała bezpośrednio do siebie - nie taka była intencja. Rozumiesz chyba prawda?

      Bez względu na powód, bezwzględnie usuwaniu mówię NIE. Agresywność kota, nie bierze się znikąd. Można ją jakoś utemperować, czy ukierunkować, choćby poprzez aktywne spędzanie czasu, stymulowanie poprzez zabawy, gonitwy, spacery, czy też towarzystwo drugiego kota.

      Usuń
  5. Ja też pasuję jak ulał do Matyldy.
    Mam trzydzieści kilka lat, bez dzieci, z dwoma zwierzakami.
    Prowadzę bloga o pupilach i pisałam, że Mefisto jest podobny do Lucka.
    Reaguję oburzeniem na okrucieństwo wobec zwierząt.
    Obcinam kotu pazury, sporadycznie, bo kot zachowuje się jak bym mu je co najmniej wyrywała. Obcinam nie ze względu na meble tylko na moje ręce, które i tak mocno ucierpiały w pierwszych miesiącach pobytu kota u mnie.
    A psu zakładam czasem wieczorami obroże antyszczekową, żeby wyeliminować wycie i skarżących się sąsiadów (przed zastosowaniem na psie wypróbowałam na własnej szyi).

    Jestem Matyldą w wersji łagodnej ;)

    Mraux, myślę, że wystarczy obciąć kotu pazury, wtedy jak drapie krzywdy nie zrobi. Wyrywania jednak chyba nic nie tłumaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No żesz, Maskotko, nie utożsamiaj się z Matyldą. Lubię Twojego bloga, cieszę się na Twoje komentarze u mnie, uwielbiam Twego Mefistopodobnego Lucka. Moja Matylda jest uniwersalna, chciałem nadać jej jakiś "życiopis", by uwiarygodnić postać, która w sumie i tak jest wiarygodna, bo jest zlepkiem kilka osób, które widuję na codzień. Równie dobrze mógłby być to jakiś Kaźmirz, tyle że jak zauważyłaś w tym naszym kocio-blogowym światku rządzi babiniec, a ja takim jednym z niewielu męskich rodzynków chyba jestem :)

      Mefisto też ma przycinane pazurki, bo rosną mu bardzo szybko. Mi to nie przeszkadza, ale jemu tak, bo jak ma długie pazurki to ślizga się biegając po panelach i na zakrętach nie wyrabia, gdy się ganiamy po mieszkaniu :) Jak mnie Mefisto drapnie, to znoszę to bez sprzeciwu, ale Lui w jej całej delikatności cierpi po zabawach z Mefisto w koci łapci i czasem wygląda jakbym wobec niej stosował przemoc domową :)

      Usuń
  6. Ja się z tym wpisem zgadzam. Nie jestem Matyldą...chyba, że jeśli wziąć pod uwagę kastracje kocurków i sterylkę kotki podpadam pod te paragrafy.
    Zastanawia mnie natomiast co w sytuacji, gdy wszystkie znane środku uległy wyczerpaniu a pies jak wył tak wyje i wszyscy mieszkańcy klatki schodowej włączając to właścicieli sierściucha są tym wyciem umęczeni. Wyrzucić psa gdzieś za miastem, odwieźć do schroniska, zbagatelizować całą sprawę, czy podciąć mu te struny i niech dalej żyje w "kochającym go" domu?
    Nie mnie osądzać takie sprawy ale chętnie poznam opinie innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba się zastanowić, czy blokowisko jest dobrym miejscem, by trzymać psy. W moim odczuciu nie bardzo. Sam komfort życia w dosyć ciasnych mieszkaniach, blokach mało intymnych, zarówno psa, jego właścicieli, jak i sąsiadów też skłania do takiego podejścia. Co innego, gdy jest domek, wolno stojący, z kawałkiem podwórka. Ale taką decyzję trzeba podjąć jeszcze przed przygarnięciem psa, zastanowić się czy to, że mieszkam w bloku nie będzie uciążliwe dla mnie, dla psa i sąsiadów.

      Pies nie wyje bez powodu. Zwierzę potrzebuje przestrzeni, ruchu. 15-minutowe spacery na siku i kupę to za mało. A jak obserwuję ludzi wychodzących z psami, to własnie te 15 minut to jest maks. Pies zrobi kupę, człowiek spali szluga i to cały spacer. Tu nie jest winny pies, tylko ludzie. Pies potrzebuje ruchu, zainteresowania, czułości. Jeżeli "miłość" jego właścicieli ogranicza się do tego wyjdzie się z nim na 15 minut na spacer, podstawi michę pod nos i od czasu do czasu pogłaszcze, to co się dziwić, że wyje, szczeka. Zwierzę jest na naszej łasce i niełasce. To my jesteśmy dla niego całym światem. Jeśli kochamy nasze zwierzaki to poświęcajmy im czas, realizujmy ich potrzeby, postarajmy się zrozumieć zwierzęta, a to można osiągnąć tylko wtedy, gdy obserwujemy je dokładnie, przebywamy z nimi. Zwierzęta nie potrafią mówić, ale głosem, zachowaniem, postawą ciała, ciągle dają nam sygnały. Uczmy się je odczytywać.

      Usuń
    2. Jako ciekawostkę, ale też dla przemyślenia: Zapraszam do zapoznania się z moim wpisem na innym moim blogu: http://only1deafdumbblind.blogspot.com/2012/05/uzda-zrzedy.html

      Oczywiście, z przymrużeniem oka ten wpis umieściłem, jednakże wynalazek "uzda zrzędy" jest jak najbardziej prawdziwy i był rzeczywiście stosowany. Poniżający i okrutny pomysł, prawda?

      Więc, skoro wobec nadmiernie szczekających psów stosuje się jakieś obroże elektryczne, wyobraźcie sobie, że wobec nadmiernie zrzędliwych kobiet stosowano by nadal takie uzdy? Skoro psom podcina się struny głosowe by nie wyły i nie szczekały, to gdyby to samo robiono kobietom/plotkaro/zrzędom/donosicielkom? Sugestywne, prawda? Może wyobrażenie sobie takich praktyk na ludziach, da obraz tego jak okrutne to jest wobec zwierząt?

      Usuń
    3. Niektórym przydałoby się takie uzdy ;)

      Sprawa ze szczekaniem psa wcale nie jest taka prosta.
      Zgadzam się, że wielu właścicieli zbyt mało uwagi poświęca psom. Obserwuję to na swoim osiedlu.
      Ja codziennie przed poranna pracą wychodzę z psem na pół godziny, drugie pół wieczorem. Jeśli idę do pracy na popołudnie wychodzę z psem na godzinę. Spędzam ze zwierzakami dużo wolnego czasu, bo to lubię. Bawię się z nimi codziennie. Często z psem biegam wieczorami wiedząc, że jest nadpobudliwy.
      W czasie mojego pobytu w domu dyscyplinuję psa kiedy szczeka, żeby wiedział, że tak nie wolno. Tu niestety poległam na całej linii, bo na mojego psa nic nie działa! Jest po prostu mega gadatliwym zwierzakiem!
      Nie uważam, że zakładając psu obrożę antyszczekową raz, dwa razy w tygodniu idę na łatwiznę. Idę na rękę sąsiadom. Mój pies potrafił wyć przez 7 godzin wieczorami jak nie było mnie w domu. To naprawdę może być uciążliwe. Jak już wspomniałam wypróbowałam taką obroże wcześniej na sobie;) Impuls elektryczny, nie jest bolesny. A obroża nie wysyła impulsu przy pierwszym szczeknięciu, tylko kilka razy ostrzega sygnałem dźwiękowym. To, że pies nie słucha to inna sprawa. Zresztą na mojego psa obroża działa w ten sposób, że jak ją ma na sobie to nie szczeka. Pies nie szczeka - obroża nie wysyła impulsu. Zero stresu dla psa i dla mnie.
      Nawet wzięcie do domu kota nie pomogło. Może drugi kot zadziała ;)
      Niestety u mojego psa lęk separacyjny jest zbyt silny.
      Jedynym błędem, jaki w tej kwestii popełniłam, to nie zostawianie go samego częściej jak był młody. Ale wtedy prawie zawsze w domu była z nim moja mama. A niestety, nikt nie myślał wtedy o tym, że mamy nie żyją wiecznie...

      Usuń
    4. Rzeczywiście, to może być powód. Masz mega towarzyskiego pieszczocha. Mój Mefisto, choć jest kotem, to też potrafi nieźle hałasować pod drzwiami. Sąsiedzi się nie skarżą, trochę dlatego że z dystansem do mnie podchodzą, mając mnie za lekkiego świra. Ale też w moim budynku mieszkają głównie młodzi ludzie, którzy są właśnie na etapie rozrodczym, mnożą się na potęgę i serenady na wysokich rejestrach mojego Mefisto są i tak niczym w porównaniu z nocnymi koncertami, które daje ich dziatwa :)

      Usuń
  7. I znowu się zgadzam. Czasami widzę duże psy trzymane w M-3. Szkoda mi zarówno właścicieli jak i tych psów. Zanim zostałam kociarą, byłam całe życie psiarą. W moim życiu były trzy psy. Jeden mały piesek, gdy mieszkałam za młodu w bloku a później dwie słusznych rozmiarów suńki. Tylko, że przy suńkach mieszkałam już w domu z ogrodem. Nie zamknęłabym nigdy mojej pseudo bernardynki w mieszkaniu. Obecny oszołomek chyba rozniósłby to mieszkanie w pył. Ja też jestem z tych co to psa układają, obserwują zachowanie, wytyczają granice i generalnie robią za przewodnika stada, więc ten temat nie jest mi obcy :)Niestety nie wszyscy zdają sobie z sprawę z tego, że dla psa ważny jest ruch, przywódca. To stadne zwierzęta i ludzie to ich stado, gdzie każdy powinien znać swoje miejsce. Często jest tak, że hierarcha jest odwrócona i to pies rządzi domem, bo właściciel nie zdaje sobie sprawy z pewnych zachowań psiaka, którymi pies sam utwierdza się w przekonaniu, że przewodzi tym stadem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo szanuję takich opiekunów zwierząt jak Ty. Takich, dla których zwierze nie jest zabawką-przytulanką, ale towarzyszem/przyjacielem a przede wszystkim mających świadomość potrzeb nie tylko fizjologicznych ale też emocjonalnych. Trzeba naprawdę wiele wiedzy, doświadczenia, by poznać zwierzaka, zgłębić jego psychikę, a i tak do każdego trzeba podejść indywidualnie. Planuję w niedalekiej przyszłości sprawić kociego kompana dla Mefisto i mam świadomość tego, że "zabawa" w zgłębianiu kocich tajemnic zacznie się od nowa.

      Usuń