PISZCZAŁEK

Piszczałek

Płeć: kocur
Rok urodzenia: 13.10.2012 (?)
Data adopcji: 13.10.2014
Rasa: europejska
Umaszczenie: bury pręgowany, niewielki biały medalion


Jestem Ojczymatką dla trzech cudownych kotów, które wypielęgnowane, wypieszczone, zdrowo odżywiane i otoczone opieką żyją w najlepszych jakie mogłem dla nich stworzyć warunkach. Jak każde z Was, codziennie spotykam jednak jeszcze inne istoty, którym nie dane jest zaznać ciepła domu i miłości, porzucone, niechciane, często okaleczone i chore. Mimo moich skromnych możliwości nie potrafię przejść obok nich obojętnie, zawsze przystanę choć na chwilę, dotrzymam im towarzystwa, nakarmię ale wiem, że to zdecydowanie za mało. Owszem, wśród nich są i takie koty, które świetnie radzą sobie w środowisku miejskim, oprócz tego, że są dokarmiane przez przychylnych im ludzi, to potrafią też same o siebie zadbać, urządzając polowania i nocując w przyjaznych im miejscach. Grzechem byłoby wyrywanie ich z tego świata i udomowianie na siłę. Są jednak i takie, które zostały porzucone jak niepotrzebna rzecz, nieporadne, skrzywdzone, wystraszone po traumatycznych przejściach lub wręcz przeciwnie zbyt ufne a tym samym podatne na krzywdy, które mogą doznać od ludzi.

Burasek Piszczałek...

Czekał na mnie codziennie rano pod kamienicą, w której mam biuro. Na mój widok wydawał donośne odgłosy paszczowe. To gadatliwy, który miaucząco referował mi swoje przygody lub żałośnie ganił za moją nieobecność. Jemu w pierwszej kolejności pragnąłem znaleźć dom bo okolica jest niebezpieczna a ściąłem się też z paniami, które go ciągle przeganiały ze skwerku, krzycząc na niego, tupiąc i próbując go kopnąć. Starałem się go karmić będąc przy nim tak by nikt go nie skrzywdził ale zdarzało się tak, że się mijaliśmy i wtedy zostawiałem mu jedzenie w miseczce, które niestety ciągle mi te panie wyrzucały.






13 października 2014 r. zabrałem Piszczałka z ulicy aby nikt go już nigdy nie skrzywdził.

13-23.10.2014 Burasek Piszczałek przebywał w lecznicy tak by trafił do kogoś kto zechce się nim zaopiekować całkiem zdrowy.







23.10.2014 Odebraliśmy Piszczałka z lecznicy i odwieźliśmy do mojej koleżanki Sylwii, która zobowiązała się przygarnąć go tymczasowo... To ogromna radość bo ten przemiły kocurek zanim trafił na ulicę musiał być kiedyś udomowiony, potrafi korzystać z kuwety, ma również świetne rozeznanie do czego służy klamka u drzwi i okien :) Ludzcy domownicy bardzo go polubili a i sympatyczna gromadka zwierząt Sylwii przyjęła go bez agresji.

W nowym, ciepłym domu powoli stawał na nogi... a ja nadal jestem jego Ojczymatką, odwiedzając go tak często jak mogę, przynoszę mu zabawki i przysmaki i co najważniejsze zapewniam mu leczenie z jego przypadłości, o których napiszę poniżej...






Piszczałek pomyślnie przeszedł kastrację i bez komplikacji wybudził się z narkozy... ale...


Podczas narkozy była możliwość dokładnego wyczyszczenia jego mocno zaświerzbionych uszek. Zabieg ten ujawnił jednak coś nieporównywalnie gorszego. W jego uszkach stwierdzono obustronnie obecność zmian rozrostowych w formie polipu o czarnym zabarwieniu zlokalizowane dość głęboko w przewodzie słuchowym, trudne lub nawet niemożliwe do usunięcia... Wstępna diagnoza mówiła o obustronnym nowotworze przewodu słuchowego z dużym prawdopodobieństwem zmian złośliwych. Piszczałek zaczął tracić na wadze a ucisk guzów na nerwy powodował problemy ze wzrokiem, może być też przyczyną jego niespodziewanych i niezrozumiałych zachowań agresywnych...

Zabrałem Piszczałka z ulicy by uchronić go od niechybnej śmierci. Leczyłem go aby żył długo i szczęśliwie w swym nowym domu. Losie przewrotny! Czemu ukazujesz cynizm i okrucieństwo Lokiego? Czemu niweczysz ten wysiłek chcąc przeciąć nić z takim trudem ratowanego żywota? Mało zła  ta cudowna istota doświadczyła od ludzi? Dlaczego? 

Nie potrafiłem zebrać myśli. Tyle pytań kołatało w mojej głowie. Czy nowotwory w obu uszkach okażą się rzeczywiście złośliwe? Czy jest jakaś szansa by móc przeprowadzić zabieg ich usunięcia w tak trudnym i niedostępnym miejscu? Jak długo Piszczałek będzie żył gdy nie będzie możliwości ich wycięcia lub gdy uda się ich pozbyć to czy nie wystąpią komplikacje i przerzuty? Wreszcie czy jego cierpienie nie zmusi nas do ostatecznej i nieodwracalnej decyzji o jego uśpieniu? Byłem rozbity...



Po konsultacjach i badaniach, które przeprowadziłem w dwóch niezależnych lecznicach podjąłem decyzję o nie poddawaniu Piszczałka operacji. Przeanalizowałem dostępne możliwości i scenariusze i doszedłem do wniosku, że usunięcie polipa jest obarczone zbyt ryzykownymi konsekwencjami bez gwarancji powodzenia tych działań. Pójdziemy inną drogą. Piszczałka czeka kosztowne i długotrwałe leczenie mające na celu zatrzymanie rozrostu guza a nawet jego minimalizacja. Z moim weterynarzem opracowujemy teraz plan leczenia obejmujący nie tylko walkę z nowotworem ale również z innymi przypadłościami, które ujawniły się w trakcie badań, jak np. zmiany pozapalne okołoskrzelowe i w tkance śródmiąższowej płuc powodujące ataki kaszlu i duszności a wymagające antybiotykoterapii i/lub terapii sterydowej. Moim celem jest zapewnienie Piszczałkowi jak najdłuższego i komfortowego życia bez przysparzania mu cierpień a wierzę, że dzięki podjętym działaniom damy Piszczałkowi długie i szczęśliwe życie.



Piszczałek, jak na jego dolegliwości, trzyma się dobrze. Ten, kto by nie wiedział o nowotworze, po za lekko wygolonym na potrzeby badań uszkiem nie dostrzegł by u niego objawów chorobowych. Łobuziak ma apetyt, wesoło bryka po mieszkaniu, nadal terroryzuje zwierzaki Sylwii a jednocześnie jest wielkim pieszczochem i przytulakiem.





Piszczałek to cudowny bury kłębek (nie)szczęścia. Tego co go "gryzie" od środka zupełnie po nim nie widać. Mimo, że przekazałem go pod dach Sylwii to kocham go jak moje M&M&M'sy i zawsze również dla niego będę Ojczymatką. Jak zobaczycie na poniższych zdjęciach jest i czuje się już pełnoprawnym domownikiem. Szczególna zażyłość nawiązała się między nim a panią Dyrektor czyli suczką Kropką, z którą śpi, bawi się i rywalizuje o smakołyki i zabaweczki, które im przynoszę.








Na koniec, zdjęcia z pierwszego spaceru Piszczałka - oczywiście wspólnie z panią Dyrektor :)




1 komentarz:

  1. Witajcie,piszczałek śliczny,trzymam kciuki za zdrówko i czekam na dalsze info

    OdpowiedzUsuń