Zrób to sam

W tym dziale będę prezentował gadżety, kocie przedmioty użytkowe i "urządzenia", które wykonałem samodzielnie.



Domki, wieże, czyli pudła różne, kwadratowe i podłużne...

Kartonowe pudła, zawsze modne, zawsze trendy. Wykorzystywane przez mojego kocurka na setki sposobów: jako legowisko, magiczna skrytka w zabawie w chowanego, bunkier, pojazd opancerzony, partyzancki tunel, baza wypadowa do polowań na drugiego kota, itp., itd. Szeroki wachlarz zastosowań kartonowego pudła, a najlepiej kombinacji kilku pudeł, zależy od wyobraźni i aktywności kota i jego właściciela.

Nigdy nie byłem uzdolniony manualnie jeśli w grę wchodziły nożyczki, cyrkiel, linijka, klej czy taśma klejąca. Potrafię dosyć dobrze rysować, projektować różne rzeczy, ale użycie wspomnianych przyrządów zawsze doprowadzało mnie do przemiany z oazy spokoju, wyluzowanego kwiatu na relaksującej tafli jeziora w miotającego przekleństwami trola. Zawsze przytnie mi się nożyczkami coś za bardzo albo za mało, nie w tym miejscu, nie o takiej długości i nie pod tym kątem. Klej i taśma klejąca przyczepiają się do wszystkiego tylko nie do właściwego elementu. Uwalane ręce klejem, zwisające smętnie girlandy pociętej taśmy, najczęściej przyczepione do rękawów, kapcia lub owłosionych części ciała (nie tylko do włosów na głowie, ale też do moich wilkołaczych odnóży górnych i dolnych), frustrująca walka ze znalezieniem końca nawiniętej na szpulę taśmy, znacie to?

Konstrukcja Nr 1. Kartonowy domek z niewielkiego pudełka, oklejony planszami ze starego kalendarza ściennego, z wyciętymi dwoma wejściami i uchylnym daszkiem. Mała rzecz, ale wielka radocha dla mojego kocurka:


Konstrukcja Nr 2. Dwupoziomowa wieża z trzech kartonowych pudeł, z licznymi otworami wejściowymi. Większa rzecz, jeszcze większa radocha dla mojego kocura.

Etap 1: Projekt, szablony, wycinanie, klejenie, czyli gdzie te p... nożyczki:


Etap 2, czyli faza testowa, kocie przymiarki... Mefisto mruczy: "Może być, zaliczone.":


Etap 3. Koci plac zabaw gotowy!


Pudła różne, kwadratowe i podłużne:







Zabawka interaktywna. Pudełko edukacyjne: 

Niektóre sklepowe zabawki określane są jako interaktywne czy też edukacyjne. Ot, pudełko z tektury, sklejki czy plastiku, z wydrążonymi dziurami... Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy wydawać od kilkudziesięciu do nawet dwustu złotych (w zależności od materiału z czego są wykonane czy firmy, która je produkuje) na coś, co możemy wykonać sami.

Podstawą dla wykonania takiej zabawki interaktywnej było dla mnie niewielkich rozmiarów pudełko, w którym otrzymałem jakąś tam przesyłkę kurierską. Leżało sobie chwilę na podłodze, czekając na wyrzucenie i jak się można domyśleć, moje kocurki od razu usadowiły na nim swoje dupale...


Po wycięciu w nim otworów (na górze i po bokach) oraz wrzuceniu do niego piłeczek wykonanych ze zmiętej folii śniadaniowej i sreberek z czekoladek, zwykłe pudełko stało się dla nich fascynującą zabawką:


Na czym polega jej edukacyjny czy interaktywny charakter? Koty, nawet te domowe i rozleniwione, posiadają naturalny instynkt łowiecki. To on nakazuje im wyczuwać dotykiem wszelkie otwory czy szpary (np. w poszukiwaniu pożywienia -myszki, mniam, mniam- ale też możliwości schronienia). Dlatego pudełko z wyciętymi otworami budzi takie ich zaciekawienie - szczególnie, gdy w nim się coś znajduje. Ja umieściłem w pudełku wspomniane piłeczki, ale można też wrzucić do niego inne ulubione zabaweczki naszych kotków albo kocie przysmaki. Grzebanie w pudełku, wyławianie czy wypychanie ich stamtąd, stymuluje kocie zmysły, wspiera naturalny instynkt łowiecki i pobudza do zabawy.

Morfeusz uwielbia to pudełko. Wyławia stamtąd piłeczki, znajdują coraz to nowsze sposoby na ich wydostanie, po czym turla je sobie po podłodze, urządza za nimi gonitwy po mieszkaniu. Co ciekawe, gdy sobie już pobryka z piłeczką po pokojach, chwyta ją ząbkami...


... i odnosi z powrotem, wpychając je w otwory do pudełka, tak by móc zacząć zabawę z wyławianiem od początku:


Takie zabawy Morfeusz urządza nie tylko z pudełkiem. Lubi również chować piłeczki do butów, kapci lub bamboszy i wyławiać je stamtąd jak myszkę z norki:



A co na to Mefisto? No cóż, jak to Hrabia, doroślejszy od Morfeusza, ma w nosie takie dziecinady. Sadowi swego dupalka na pudełku, trochę złośliwie przyznacie, z satysfakcją blokuje młodemu zabawkę: 


Zabawka na razie wygląda mało estetycznie, gdyż została wykonana na próbę z na szybko wyciętymi dziurami, tak by sprawdzić czy w ogóle zainteresuje moje kocurki. Jako, że jest już troszkę podniszczona i poobgryzana przez tych łobuzów, szykuję nową, z ładnie wyciętymi otworkami i obklejoną jakimś kolorowym papierem.



Inhalator

Istnieją "profesjonalne" inhalatory dla kotów, ale nie dość że trudno dostępne, to są bardzo drogie, a ich wygląd i konstrukcja nie do końca jest przemyślana - są zbyt duże, niewygodne i odstraszają już i tak zestresowanego kota. Stworzyłem więc własnego wynalazka: pojemnik z lekiem do doustnego stosowania wziewnego połączyłem z plastikowym pojemnikiem (może być okrągły pojemnik po sałatce), wycinając odpowiedni otwór i uszczelniając taśmą.


Nie jest to przyjemne dla kota, dlatego po kilku niezbyt miłych próbach, czekam na odpowiedni moment, gdy Mefisto jest zrelaksowany, nie przenoszę go jak na powyższym filmiku w jakieś specjalne miejsce, tylko łagodnie głaszcząc i przemawiając aplikuję mu dawkę np. gdy sobie spokojnie leży na łóżku. Ważne jest też, by nie psikać kotu prosto w pyszczek: raz, że kot się wystraszy a dwa, dawka pod ciśnieniem pryska mu prosto w oczka. Przed przyłożeniem "aparatu" do pyszczka, zakrywam pojemnik dłonią, pryskam, preparat rozchodzi się po pojemniku w łagodną mgiełkę, którą potem w miarę spokojnie Mefisto sobie wdycha.



Legowisko:

Wykonane ze starej szuflady, której wnętrze wypchałem miękką gąbką, podkoszulkami i ręcznikami, a całość obciągnięte mięciutkim kocykiem:





Kocia trawka...

Kwiecień plecień. Wprawdzie nie przepadam za słońcem i wcale nie tęsknię za duchotą i letnim skwarem, ba, nawet lubię deszczowe dni a zimowe, snieżne dni wręcz kocham, to kwietniowe niezdecydowanie pogodowe, mocno mnie już irytuje. Jak ma padać to niech leje jak z cebra, konkretnie, z piorunami. A jak ma przygrzewać słoneczko, to niech już sobie świeci na całego, a nie że trochę posmaży, za chwilę chowa się za chmurami, jak pseudo cnotka, tu by chciała być macana a tu stawia opór macantowi. Ot co!

Takiej kwietniowej pleciugi doświadczyliśmy podczas ostatniego spaceru. Słoneczko smaliło sobie radośnie, Mefisto przeszczęśliwy tarzał się na rozgrzanym chodniku, gdy ni z gruchy ni z pietruchy, lunęło sobie bez ostrzeżenia. Gdy pierwsze krople zaczęły bombardować jego łebek, spojrzał na mnie z wyrzutem pt. "No i co robisz Patafianie?", jakbym to ja użył jakiejś zakamuflowanej sikawki! Następnie dostał przyśpieszenia lux-torpeda, co groziło uduszeniem smyczą albo moim pizgnięciem szczęką o podłoże.

Biorąc pod uwagę, takie pogodowe psikusy pogodowe, postanowiłem zasiać w domu trawkę, by podczas deszczowych dni, dać kocurkowi namiastkę podwórka. Szału nie ma, bo i być nie może, ze względu na to, że nie mamy balkonu a na parapetach królują moje kaktusy i legowisko/punkt obserwacyjny Mefisto.






Kocurek chętnie podgryza sobie trawkę (właściwie jest to owies)... tyle, że po przeżuciu kilku ździebełek, nachodzi go refleksja, że przecież na zewnątrz jest całe podwórko roślinek, więc biegnie pod drzwi i drze pyszczka jeszcze namolniej!

Przynajmniej przestał dobierać się do kaktusów, jak to bywało dotychczas:


Teraz kilka informacji "po co mięsożernemu kotu właściwie jest trawa" (nie do palenia przecież chyba, choć kto tam właściwie wie, co się kluje w głowie Mefisto):

- trawa uzupełnia dietę, bo zawiera witaminy, aminokwasy, sole mineralne,
- kot nie będzie pogryzał roślin ozdobnych, które mogą być trujące,
- trawa zawiera błonnik, który reguluje procesy trawienne,
- trawa pomaga wydalić z organizmu kulki włosów, które gromadzą się w przewodzie pokarmowym kota,
- naturalna trawa to zdrowa namiastka świata zewnętrznego dla niewychodzącego kota.

Nazwa "kocia trawka" jest trochę myląca, ponieważ do domowego wysiewu polecany jest głównie owies, pszenica, jęczmień lub ich mieszanki.


Wyczesana zabawka...

Nie ma chyba bardziej naturalnej i ekologicznej zabawki, niż ta, którą możecie zrobić z... sierści własnego kota :) Na ten pomysł wpadłem czesząc Mefisto po spacerku, zdejmując kłaki ze szczotki, zrolowałem je w dłoni, tak by po drodze do śmietnika nie fruwały mi po mieszkaniu. Ponieważ Mefisto jest krótkowłosy - dosyć długo zajęło mi zebranie odpowiedniej ilości jego sierści. "Zabawka" okazała się strzałem w dziesiątkę. Siłą rzeczy, posiada naturalny, a więc bardzo intrygujący, koci zapach, jest na tyle miękka, by kocurek mógł wbijać pazurki, a zarazem na tyle mocno zrolowałem sierść, że kłaczory nie rozsypują się podczas zabawy, poza tym bardzo przypomina myszkę i Mefisto uwielbia na nią polować, podrzucać do góry, pacać łapką. Tak więc, prostym sposobem sprawiłem dużą radochę swemu kocurkowi tą super-eko-spoko zabaweczką.

Najpierw czesanko...


Żeby zebrać taką kupkę kłaczków minęło kilka tygodni. Jeśli macie koty długo- lub przynajmniej półdługowłose pójdzie Wam to szybciej... 

(Tak przy okazji czarna sierść po wyczesaniu jest stalowo-szara - ot taka zagadka egzystencjalna podobna do tej: dlaczego mimo noszenia różnokolorowych ubrań paproszki w pępku i tak są zawsze szare :)


Po zrolowaniu otrzymamy taką "myszkę":


Zaintrygowany "mysim" kształtem i kocim zapachem nowej zabawki Mefisto rzucił się na nią...


... chwycił w ząbki i popędził z nią do swego ulubionego pudełka/kryjówki. Tam przytulał, obwąchiwał, lizał jak małego kociaka...


"Myszkę" obwiązałem sznurkiem, przez co stała się jeszcze bardziej atrakcyjna dla Mefisto. Teraz podrzuca ją sobie do góry i urządza polowania...





11 komentarzy:

  1. REWELACJA !!! Wogóle fajny blog. Dlaczego ja nigdy nie wpadałam na takie rozwiązania? proste i świetne dla kotków. Moje też uwielbiają pudełka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jest jeszcze mnóstwo rzeczy/śmieci, które można np. przekształcić w atrakcyjną zabawkę dla kota. Niemniej jednak pudełka wszelakie rządzą :) Pozdrawiam i zapraszam do częstego odwiedzania mojego bloga.

      Usuń
  2. A już myślałam, że tylko ja robię zabawki z kocich sierści :). Tylko że ja je formuję w kulkę. Dzięki takiej piłce Lu doceniła piłeczki - biegała za nią po całym domu, odbijała łapkami, nosiła w pyszczku. Później to się trochę przeniosło na inne piłeczki, ale też muszą być lekkie i miękkie, żeby je można było nosić.
    Mi wyczesanie takiej zabawki zajmuje mniej czasu, bo czeszę Lu furminatorem. Wyczesuje dużo więcej podszerstka, niż zwykła szczotka. Kupiłam to to w zooplusie za 30zł i było warto. Tylko trzeba uważać, żeby kota za bardzo nie wyczesać bo nawet cały podszerstek można powyrywać (a trzeba tylko ten martwy usuwać). Dlatego ja w zimie nie czeszę Lu, tylko w lecie, kiedy rzadsze futerko się przydaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kłaczki spontanicznie fruwają po mieszkaniu gdy chłopaki gonitwy i bójki urządzają. Jakiś czas temu też zamiast "walca" zacząłem robić kulki z sierści gdy zauważyłem, że się świetnie odbijają i turlają. Morfeuszek uwielbia piłeczki wszelakie tyle że po zabawie chowa je w jakieś magiczne miejsca nie do wykrycia :)

      Usuń
    2. He he, jak każdy kot - do Kociej Czarnej Dziury :). To ciekawe jak koty potrafią ukryć swoje zabawki w najmniej spodziewanym miejscu. Gdyby Lu była psem, pomyślałabym że je zjada ;D, ale nie, gdzieś je ukrywa. A potem nie ma się czym bawić, bo nie ma ulubionej myszki (takie same tylko mniej zniszczone przecież nie nadają się do zabawy).

      Usuń
    3. Naprawdę odsuwałem meble, zaglądałem w różne kąty i nic. Masz rację to kocia czarna dziura lub trójkąt bermudzki :)

      Usuń
  3. Już Cię nie lubię. Nie dość, że dywan z zabitej zwierzyny, to jeszcze przeklinasz w swoich postach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę o informację, jakiego kleju autor używa do oklejania kartonów np. kalendarzem.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie. Używałem różnych klejów ale natrafić na dobry klej jest trudno. Wszystko to teraz chińszczyzna co palce zlepi ale kartkę już nie. Poza tym kleje rozmiękczają papier/karton. Po takich doświadczeniach zacząłem stosować taśmę dwustronną, którą przycinam na paseczki, przyklejam dookoła zewnętrznych krawędzi pudełka, czasem jeszcze na krzyż i trzyma się super. Pozdrawiam i owocnych kartonowych produkcji życzę :)

      Usuń
    2. Karton bardzo dobrze się lepi vikolem - czyli klejem do drewna. Wypraktykowałam przy robieniu "kociego domku: z drapakiem. Poświęciłam noc, koty totalnie olały. jedna kicia tylko drapaka używa sporadycznie. Natomiast kartony jako takie nie mają u mnie racji bytu - gryzą na strzępy, cały dom zaśmiecą. Żadne domki kartonowe ani inne takie. W kartonie, owszem, posiedzi się przez chwilę z przyjemnością, a w następnej już chwili zęby idą w ruch. I żadne posłanka, ani inne tego typu. Spią gdzie chcą, nie na żadnych tam posłankach. Dla kici kaloryferowej zrobiona półka na kaloryfer - ma ja gdzieś, lezy na wierzchu na gołym kaloryferze.

      Usuń
  5. Rewelacyjny blog,trafiłam tu w poszukiwaniu pomysłu na legowisko dla Dedusia i Hasi...a tu proszę,zabawki interaktywne:D Będę tu często zaglądać

    OdpowiedzUsuń