poniedziałek, 5 listopada 2012

KOTmiks kulinarny. Słonina

Od jakiegoś czasu planowałem opisać kulinarne fanaberie Mefisto. Dziś tytułem wstępu zaległy KOTmiks, jeden z pierwszych jakie zrobiłem, ale do tej pory nie było okazji go pokazać.

PS Fortepian można zasłonić, ale czy słonia da się zafortepianić?

c.d.n.

Ogłoszenia parafialne.

Jak wiecie, zgłosiliśmy własnego Demokota w konkursie organizowanym przez Friskies. Idzie nam troszkę kiepsko - jedyne głosy jakie zdobyliśmy to te, które oddałyście Wy, drogie blogerki, za co serdecznie dziękujemy. Na naszego demokota wciąż oczywiście można oddawać głosy, pod adresem:


Jak to w tego typu konkursach, gdzie liczy się przede wszystkim liczba oddanych głosów, szansę mają ci, których dziwną ambicją jest nabijanie sobie samym punktów. Pomijając kwestie uczciwości i przyzwoitości, nie rozumiem jaka jest satysfakcja ze zdobytej w taki sposób wygranej. Zakładanie fałszywych kont, zmiany adresów IP, kolekcjonowanie "znajomych", byle tylko zdobyć jak największą ilość "lajków". Wielu posuwa się nawet do tego, że zgłasza do różnych konkursów nie swoje zdjęcia, projekty czy teksty. Nie wiem skąd to powszechne przekonanie, że skoro coś jest w internecie, to można sobie to bez skrępowania przywłaszczyć i traktować jako swoje. To co powyżej napisałem nie jest spowodowane jakąś moją frustracją czy rozżaleniem z powodu kiepskich wyników w tym konkursie, lecz wynikiem obserwacji, tego co dzieje się ogólnie w sieci. Wiem, że to duch naszych czasów, wirtualnej ułudy życia - w moim odczuciu niosącej więcej przekleństwa niż dobrodziejstwa.

Konkurs Friskies jednak zaskoczył mnie pozytywnie o tyle, że posiada dość sprytny regulamin. Wprawdzie "nabijacze" punktów mogą stosować rozmaite metody na cudowne rozmnożenie konkursowych głosów, ale nie znaczy to, że zdobędą nagrodę główną. Tą zaś przyznaje friskiesowe jury, dla "punktozbieraczy" przewidziane są zaś nagrody pocieszenia. Wydaje mi się, że to mądre rozwiązanie, łączące "głos ludu" i decyzję szanownej komisji. To dobra wiadomość również dla Ewung z przyjaznego bloga "Efka i koty". Jej Bazylek również startuje w konkursie (demokot poniżej), a głos na niego można oddać tutaj>>>.


Razem z Lui i Mefisto oddaliśmy na Bazyla trzy głosy. Udział w konkursach powinien dawać przede wszystkim radość z samego uczestnictwa. A muszę powiedzieć, że już jest miło. Od Friskies otrzymaliśmy paczuszkę niespodziankę. Nie wiem, czy takie niespodzianki  otrzymali również inni uczestnicy, czy zupełnie pozakonkursowo doceniono nas za to, że poza zgłoszeniem własnego demokota, włączyliśmy się w życie ich fanpage, komentując wpisy, oddając głosy nie na siebie tylko na demokoty innych - na te, które nam się rzeczywiście spodobały. Jakby nie było, bardzo sympatyczny gest ze strony Friskies. Dziękujemy.


Jak wiecie, Mefisto jest typowym mięsożercą (zresztą zgodnie z jego kocią naturą o czym więcej w następnym poście o jego kulinarnych fanaberiach). Przesyłka niespodzianka od Friskies zawierała kocie zabaweczki, którymi teraz Mefisto tłucze się po nocy oraz pudełko suchej karmy. Zdziwiłem się, gdy mój wybredny kocurek zaczął podniecony dreptać przy otwieraniu pudełka, bo na suchą karmę w ogóle nie reaguje. Widocznie przypadła mu do gustu, zaintrygował go nowy smak lub zapach. W każdym razie pałaszował ją z niespotykanym u niego smakiem. Mięsna dieta będzie u niego obowiązkowa nadal, ale być może skusi się teraz na bardziej urozmaicone posiłki, złożone również z tej suchej karmy. Czas jednak pokaże czy to stały kulinarny zachwyt czy po prostu była to jego kolejna chwilowa fanaberia 

W naszej blogowej kociosferze w ogóle dzieją się sympatyczne rzeczy. Pomijając możliwość przyjemności płynącej z obcowania z Wami (wirtualnie tylko, ale jednak), ciągle zaskakują nas jakieś miłe niespodzianki. Taką też sprawiła mi Ania Wrocławianka z bloga "Za moimi drzwiami".

Przesyłka przyszła do mnie już ponad tydzień temu i przez taki właśnie czas czekała na ujawnienie i opisanie.  W mailu zapowiadającym przesyłkę Ania napisała: "Jeśli chodzi o prezent, to zapomniałam dodać żebyś się nie zniechęcił i dał mu szansę. Ja po ok 10 minutach już zaskoczyłam. Ale jestem ciekawa co powiesz!!! oraz, że "Jest to coś absolutnie specjalnego - dla wyjątkowego faceta". Mogę sobie tylko wyobrazić, co przez ten tydzień przeżywała Ania "kurcze, nic nie pisze... nie spodobało mu się... odezwij się kurna dla przyzwoitości chociaż troglodyto jeden". Jesteście ciekawi co to za upominek?

Ania wysłała mi film zatytułowany "Le quattro volte". Opis na okładce mówił, że jest to historia... pasterza, młodej kozy, drzewa oraz kawałka węgla... Zaintrygowany tym wielce począłem szukać informacji o filmie i reżyserze. Z góry zaznaczam, recenzje internautów nie mają dla mnie znaczenia, a działają na mnie wręcz odwrotnie niż zamierzenia "recenzentów". Ci "recenzenci" to w większości zblazowane, znudzone i przesiąknięte popkulturową papką budyniowe dzieci, szukające miałkiej rozrywki w głupawych komedyjkach bądź nafaszerowanych efektami specjalnymi super produkcjami bez treści. Filmy, które niosą ze sobą głębszą historię, wymagają otworzenia się na obrazy czy muzykę wykraczające poza efekciarskie migawki, są uznawane za nudne. Gdy wyczytałem w jednym ze złośliwych komentarzy, że "jest to najlepszy film o kozie", wiedziałem, że ten obraz jest dla mnie. Nie zawiodłem się. 

Niełatwa w odbiorze, zrealizowana surowo (w formie paradokumentu), wręcz minimalistycznie jeśli chodzi o filmowe środki wyrazu, ale piękna, poetycka i niemal filozoficzna opowieść o przemijaniu czy nawet reinkarnacji. Niestety telewizja, nawet publiczna, która mieni się tą, która ma ambitniejszą misję niż stacje komercyjne, coraz rzadziej oferuje możliwość obcowania z tego typu sztuką. Kiedyś taką misję realizował choćby cykl "Kocham kino" lub seria "Czas na dokument", ale i te poszły troszkę w efekciarstwo, bardzo rzadko można trafić na coś wartościowego, a i te według nieprzeniknionego przeze mnie geniuszu rady programowej pokazywane są późno w nocy (zdarza się, że nawet grubo po północy), upchnięte jakby na siłę w program w godzinach, w którym rządzi wróż Maciej albo telezgadywanki z pytaniami w stylu "jak masz na imię", "ulubiony kolor" lub "czy byłeś w więzieniu tureckim". 

Dziękuję Ci Aniu, bardzo brakowało mi takiego kina. Czasem w moim mieście zachodzę do Dyskusyjnego Klubu Filmowego "Filmiarnia", gdzie odbywają się projekcje filmów nieobecnych ani w telewizji ani w typowych kinach. Nieczęsto jednak, bo wolę jednak smakować je samotnie, późno wieczorem, gdy ucicha zgiełk codzienności. Tak też uczyniłem i tym razem, zgodnie zresztą z Twoimi słowami: "Polecam oglądać go w spokoju, bez ganiania po domu i np. rozmawiania przez telefon". Stąd też dzielę się tym dopiero dzisiaj. Dziękuję za filmową ucztę.


29 komentarzy:

  1. Niektóre filmy tak powinno się oglądać.
    W spokoju...
    Ale gdzie ten spokój teraz znaleźć ?
    Na pewno nie w kinie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kino ma swoją magię, ale niestety nawet najlepsze z mega wypasionym dźwiękiem czy obrazem, nie daje tego komfortu co przeżywanie obrazów w spokoju - ja preferuję dom, mimo że kiepski sprzęt, mały obraz, ale nikt mi nie szeleści, nie komentuje, nie przeszkadza...

      Usuń
  2. Właśnie zagłosowałam - pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie zagłosuję, nie mam konta na FB. Komiks jak zawsze ciekawy :), Mefisto słusznie zauważył bezsens nazwy słonina ;). Demokoty zrobiliście z Ewung bardzo ciekawe :). Film niedawno i ja obejrzałam (pożyczyła mi Ania zresztą ;) ), wywarł na mnie ogromne wrażenie, ale czy to z powodu chwilowego stanu ducha, czy może innej wrażliwości, pogłębił on bardzo mój wewnętrzny smutek (a przecież wydawało mi się, że nie mam go w sobie tak wiele): http://milczenie-abigail.blogspot.com/search/label/Le%20quatro%20volte. Dobrze, że Ciebie on po prostu zachwycił... :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i Twój wewnętrzny smutek, pora roku, niedawne święto zadumy, ale też i to, że taki film niesie ze sobą refleksje choćby o przemijaniu i ulotności życia i rzeczy. Mnie też drąży smutek, często nieuzasadniony bądź głęboko skrywany. Może tęsknota za czymś, może świadomość niemożności zrealizowania marzeń, często straconych szans lub fatalizmu wyborów. Ten film i jemu podobne może nie tyle, że mną wstrząsa, ale wydziera z duszy i zakamarków mnie, łkającą nutę. Przeczytałem Twój wpis o słowach rozsypanych, kiedyś napisałem takie zdanie "Co wieczór zmywam kurz codzienności, by o poranku pokryć się nim na nowo"...

      Usuń
    2. a co jeśli mamy tylko "kurz codzienności"? czy można znaleźć w nim sens i radość? co, jeśli czekamy na coś, czego nie ma? ja biorę "kurz" i jestem wdzięczna.

      Usuń
    3. Jesteśmy bardzo nędznymi istotami, ale jak wszystkie inne zaprogramowani na przetrwanie. Szukamy radości, sensu, swego miejsca, przyzwyczajając się do najbardziej niewygodnych masek. To nasze przekleństwo ale też i siła. A kurz można zmyć i pokryć się gwiezdnym pyłem uciekając w marzenia.

      Usuń
  4. Kotmiks genialny, jak to u Ciebie, wybuchnęłam śmiechem na koniec:) Mądry gość z tego Mefista:)
    Przyznam, że zaczynałam się zastanawiać czy już oglądnąłeś film, ale jestem już dużą dziewczynką i wiem, że ludzie mają różne gusta i różne potrzeby w danej chwili, więc nie obiecywałam sobie za dużo. Dla mnie to wyjątkowy obraz. Tak, jak napisałeś: poetycka i niemal filozoficzna opowieść o przemijaniu. Cieszę się, że znalazłeś w nim coś dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Aniu, ze szczerego serca wielkie podziękowania za upominek, taki od serca i tak wielce trafiony. Znamy się tylko wirtualnie, ale jakby odczytałaś moją duszę. Znasz mnie z bloga i wpisów najczęściej takich z przymrużeniem oka, przekornych, podszytych czarnym humorem. Takim się jawię też innym. W sercu moim jakiś cierń jednak siedzi, myśli ulatują w mgliste krainy, duchy nie ludzi widuję i tęsknotę za czymś nieuchwytnym i niezmierzalnym czuję. Potrafisz czytać dusze Aniu. Dziękuję.

      Usuń
    2. Nawet nie wiem, co odpisać, wzruszyłam się, ale tak bardzo umiesz docenić wszelkie starania, że aż chce się Ci robić prezenty codziennie!
      ;-))))))))))))))

      a ten "kurz codzienności" bardzo, bardzo ładne!

      Usuń
    3. Dałaś bardzo wyraźny sygnał wszystkim innym: obsypujcie go prezentami :)))))

      Usuń
    4. Też mi już chodzi po głowie co by Ci tu ...;)))

      Usuń
  5. Super KOTmiks :))
    Filmu nie wiedziałam ,ale wierzę że dobry ;)
    Kocham takie kino - refleksyjne , z jakimś przekazem ,klimatem ... do zastanowienia ...
    Często jakiś film niszowy ,niekomercyjny , niskobudżetowy jest więcej wart niż niejeden superhicior.
    W ogóle to jestem kinomanką(taką domową właśnie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię europejskie kino, takie ciche, nawet gdy dramatyczne czy brudne to ciepłe. Jak pisała Abigail wyżej, często pogłębia wewnętrzny smutek, ale nadal jest ciepłe. Jest to smutek mądry, refleksyjny, nie tandeciarsko płaczliwy. Chciałbym mieć kiedyś jakiś przyzwoity sprzęt, by w pełni rozkoszować się obrazem i dźwiękiem (dźwięk dla mnie to 80% filmu), ale i tak wole te moje graty niż kinowe sale czy wypasione multipleksy.

      Usuń
    2. My na szczęście mamy niezły sprzęt ,ale to był u nas priorytet ;)
      Auto było duuuuuuużo później ;)))

      Usuń
    3. A ja kochający muzykę i nie mogący bez niej żyć, na jakiś pizdrygałkach muszę słuchać :)

      Usuń
  6. Pamietam że była taka seria filmow rosyjskich, już nie radzieckich. Puścili tam film pt. "Kurka Riaba", matko juz dawno sie tak nie smialam. Nie, żeby to był jakas komedia, ale przedstawione tam sytucje wywyływały uśmiech na mojej gębie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła w satyrze takiej jak "Kurka Riaba" jest w tym, że mają taki słodko-gorzki posmak. Jak by nie było dramatyczne postaci przedstawione są tak groteskowo, że nie da się nie śmiać.

      Przypomniał mi się opis w gazecie z programem TV pewnego filmu rosyjskiego - "Osobliwości rosyjskiego wędkowania" czy jakoś tak. Było tam tylko trzy zdania, ale padłem ze śmiechu nie widząc jeszcze filmu. Zachęcający tekst brzmiał tak:

      "Generał Michałycz wybiera się na ryby ze swoimi przyjaciółmi. Przez pomyłkę trafiają do Finlandii. Mają ze sobą 16 skrzynek wódki". Kropka :)))))

      Usuń
  7. Wiosna, lato, jesień, zima i znów wiosna Kim Ki-Duka
    Jeździec wielorybów Niki Caro

    Czuję, że możesz w nich znaleźć coś dla siebie:) Tylko znów, w ciszy i bez rozedrgania.

    Ten wewnętrzny, nieupostaciowiony rodzaj smutku kryjący się za fasadą uśmiechu często jest sygnałem do refleksji. Nad zmianą. Gdzie świadomy brak zmiany tez jest zmianą:) I życiem pełnią.

    Frank, Rogers, Kierkegaard.


    W gruncie rzeczy wszystkie przytaczane filmy o tym mówią:)

    No dobra, na Baldricka zagłosowałam, inne demokoty nawet się nie umywają. Może jednak trzeba pomóc szczęściu. Zaraz zaloguję się jako mój mąż;)

    Serdecznie - A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podpowiedzi filmów. Zupełnie na spokojnie zajrzę co i jak. Szkoda, że takie kino ciężko obejrzeć, tzn. trudno zdobyć dvd, w telewizji można zapomnieć, w kinach też, czasem przeglądy tylko pozostają filmowe lub DKFy.

      Co do głosowania: O poziomie liderów nie będę się wypowiadał. Tak sobie pomyślałem, że bez sensu walczyć z punktozbieraczami, pozostawmy to w rękach jury. A za głosik i tak dziękuję :)

      Usuń
    2. Co do głosowania: dokładnie tak samo myślę i robię wszystko i tylko to, co mogę;)

      Usuń
    3. A jednak przyjazne głosy są potrzebne. dzisiaj dopiero przyznano, że jury też wybiera pracę spośród tych z największą ilością głosów. Czyli wszystko zgarniają punktozbieracze. Najlepsza potem będzie reakcja tych co wygrali "naprawdę ja? niespodziewałam się, ło matko"

      Usuń
  8. Zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję Kfiatuszku :) Właśnie szkrobię odpowiedzi na Twoje 11 pytań i zaraz umieszczę je w nowym poście do ogłoszeń parafialnych :) Duża buźka!

      Usuń
  9. Ech, ja też nie lubię tych konkursów gdzie liczy się liczba głosów, bo mam tylko garstkę znajomych świrniętych na punkcie zwierzaków, którym się chce oddać głos na moje zdjęcie. Aż mi się już nie chce startować w konkursach... Żeby to rzeczywiście wygrywało najlepsze zdjęcie.
    Komiks świetny, jak zwykle!:)) JA się często zastanawiam nad genezą słów i ciekawi mnie co kierowało tymi co je wymyślali. Ale najbardziej intrygują mnie słowa deszczyk i nieboszczyk. Mam wrażenie, że komuś coś się pomieszało przy nadawaniu im znaczenia ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Zacznę od końca, choć tego filmu akurat nie widziałam i nie o nim konkretnie chce napisać, tylko powspominać sobie nostalgicznie i nieprawomyślnie czasy peerelu (nie uważam, że WSZYSTKO było wówczas "be"), kiedy to należałam do dwóch dyskusyjnych klubów filmowych oraz do koła teatralnego (chodziłam na każdą nową sztukę czasem na próby). Było mnie jeszcze stać na to, żeby oprócz tego chodzić sobie do kina na lżejsze filmy. Teraz mamy telewizję, ale środek nocy to pora nie dla mnie, choć - jak słusznie piszesz - właściwa dla ambitniejszych programów.
    W konkursach o jakich piszesz raczej nie głosuję, bo zgadzam się z Twoim (i nie tylko jak widać Twoim) zdaniem na ten temat. Nie mam konta na fb, ale poproszę córkę, żeby mi pokazała konkurs (poprzednio nie udało mi się obejrzeć zdjęć): po komentarzach widzę, że pewnie zagłosuję na Mefista.
    KOTmiks super:), a nazwa słonina, w ogólnym odczuciu co prawda jest bezsensowna, ale przecież jest to po prostu od coś, co jest słone, jak na przykład równina - coś, co jest równe. To znaczenie oczywiście nie wpływa na wartość KOTmiksu.
    I jeszcze ten kurz codzienności...piękne. Bo jeśli to nawet jest tylko kurz, to przecież w kurzu można znaleźć wszystko: drobinki złota, diamentów, czy nawet gwiezdnego pyłu... Więc ja także zgadzam się na kurz codzienności...
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Maskota i Ninka:

    Taki sposób głosowania odbiera całą radość uczestnictwa w konkursach. Żeby jeszcze nabijacze głosów rzeczywiście włożyli tyle pracy i pomysłowości w stworzenie pracy konkursowej co w nabijanie sobie punktów. Tu nie chodzi o to, że żal człowiekowi, że nie wygra, bo nie nabija sztucznie punktów, ale szkoda też tych, na których szczerze oddało się głosy. Chętnie przekazałbym oddane głosy na Mefisto na rzecz kogoś innego, którego praca mi się spodobała, by skorzystała na tym osoba z ciekawym zgłoszeniem. Tyle, że zauważyłem w tego typu konkursach, że gdy "lider" zaczyna spadać, nagle dziwnym trafem pojawia się sto nowych głosów na minutę właśnie na niego, byle wywindować się znowu w górę.

    Co do słowotwórstwa... przypomniał mi się dialog z busa podczas wyjazdu na jakiś koncert z którymś z moich podopiecznych zespołów.

    Wzruszyło mnie wyznanie pewnego gitarzysty, który rozważał coś w tym stylu: "Siedziałem ostatnio w kiblu i jak to przeważnie w takim miejscu, człowieka nachodzą różne myśli. Rozglądam się po łazience i tak sie zacząłem zastanawiać, czy np. takie wyrazy jak terakota, glazura i inne wypowiedziałem kiedyś na głos. Znamy tak wiele wyrazów, znamy ich znaczenie i nie chodzi tu o jakieś dziwne, wydumane wyrazy, ale nawet te pospolite. Ale czy wszystkie wyrazy jakie znam wypowiedziałem kiedyś na głos?"

    Na co odpowiedziałem, że wydaje mi się, że nigdy na głos nie wypowiedziałem słowa "kindżał" a z dłuższych sentencji to napewno: "nie, dziekuję, dzisiaj nie piję" :)))

    OdpowiedzUsuń