środa, 18 marca 2015

Zielono nam

Jak co roku w naszej Tawernie celebrowaliśmy Dzień Świętego Patryka.







Ojczymatka jak zwykle w kapelutku leprechauna. Kotom oszczędzono zielonych wdzianek. Wystarczy, że Mefisto z powodu ran był zmuszony chodzić w kubraczkach przez ostatnie 2 miesiące...

A to jeszcze nie koniec... Trzymajcie za niego kciuki. Dziś przechodzi kolejną, czwartą już, operację. Tym razem usunięciu zostanie poddany guz na ramieniu. Przerzut nastąpił niespodziewanie i błyskawicznie... Jest mi go tak strasznie żal i okropnie się o niego boję...

20 komentarzy:

  1. Biedaczek, jeszcze sie dobrze po tamtym nie otrzasnal...
    Trzymamy kciuki i lapki. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego to dotyka zawsze tych, na których nam najbardziej zależy, lub są bliscy naszym sercom? Współczuję i jak wyżej trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Musi się udać - musi! Trzymam mocno kciuki, a Beza łapki.
    Przeszłam przez taką niepewność w Sylwestra - Kizi Mizi się
    nie udało, ale Mefisto jest mocnym facetem, przecież czekają go
    spacerki.
    Pozdrawiamy sąsiadów Ania z Bezą

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko :( Mefik, syneczku kochany dasz radę :* Przytulamy i trzymamy kciuki**

    OdpowiedzUsuń
  5. Kciuki za Mefisto, musi być dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tez trzymam ...
    Kocica-Sewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak mi żal Mefika. Ale kciuki trzymam z całej siły!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć. Dziękuję za wspierające słowa i wybaczcie, że odpowiadam zbiorczo. Po prawie 2 miesiącach ranka pooperacyjna po poprzednim zabiegu zagoiła się na tyle, że mogłem Mefisiowi zdjąć śpioszki. Nacieszył się takim luzem zaledwie jeden dzień a wczoraj przeszedł czwartą już operację. Usunięto mu dużego guza z ramienia wraz z częścią tkanki mięśniowej oraz obszarem, w którym zauważono kolejne nacieczenie będące początkiem innego guza. Wycinek posłałem do Lublina do przebadania histopatologicznego bo wydaje mi się, że guz ten ma inną strukturę niż poprzednie i może to być inny typ - to był by już trzeci rodzaj nowotworu... Zaczynamy wszystko od początku, leczenie, antybiotyki, rehabilitację, codzienne zastrzyki, maści. Jest mi go ogromnie żal.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymam kciuki i jestem z Wami myślami i sercem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymamy kciuki i łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymamy kciuki i ściskamy Was. Dasz radę. Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne foty Koty z Zielonym Skrzatem ;) współczujemy Mefiemu bardzo,to jakaś makabra i przeklinam pod nosem. A czy nie można mu podać chemii ? przecież już się stosuje w weterynarii. Trzymamy co się da, ehh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chemioterapii nie biorę pod uwagę ale jestem zorientowany w temacie, poczytałem sporo artykułów i przeprowadziłem rozmowy z wetami.

      Chemię stosuje się w weterynarii tylko, że efekt w stosunku do poniesionych kosztów jest mizerny. Obecne zabiegi i leczenie Mefisia są dla mnie trudne do udźwignięcia a koszt chemioterapii liczony jest już w tysiącach złotych. Do tego nie każdy gabinet weterynaryjny i nie każdy wet ma w tym doświadczenie i sprzęt - wiązało by się to z podróżami z kotem nawet kilkaset kilometrów od mego miejsca zamieszkania.

      Ale to nie takie koszty są w tym wszystkim najważniejsze. Leki stosowane w chemioterapii są szkodliwe a brak objawów ubocznych są niespotykaną wręcz rzadkością. Trochę o tym wiemy bo w lutym pochowaliśmy babcię Lui i to chemia skróciła jej życie. Weźmy pod uwagę, że leczenie ludzi jest o wiele bardziej zaawansowane niż zwierząt a do tego człowiek sam jest w stanie orzec jak się czuje np. dzień przed chemią a jak po, czy go boli, ma mdłości, inne objawy. Ja z Mefisto nie uczynię osowiałego, wymiotującego, słaniającego się zombiaka z powodu chemicznych toksyn, które nie tylko nie wyleczą tego co nieuleczalne ale zmienią jego życie w koszmar. Przy takim typie nowotworu jaki występuje u niego, jedynie chirurgiczna interwencja daje jakąś nadzieję. Mogłaby być wsparta radioterapią ale nie mamy takich możliwości.

      Usuń
    2. Tak, masz rację, w sumie ja też tak myślę że uporczywa męcząca terapia mija się z celem. Ale wolałam zapytać jakie masz rozeznanie. Trzymcie się !! Ściskamy mocno.

      Usuń
    3. Tu jeszcze jedna rzecz jest ważna. Aby jakakolwiek terapia mogła przynieść skutek, musi być przeprowadzana pod stałym nadzorem fachowca - w tym przypadku onkologa, który na bieżąco monitoruje sytuację, jakie środki podać, jakie dawki, kiedy zwiększyć lub zmniejszyć, kiedy wstrzymać lub zmienić. W zwykłym gabinecie weterynaryjnym, nawet najlepszym, jest to niemożliwe gdyż ci weci mogą być świetnymi fachowcami, chirurgami ale nie są onkologami. Mimo, że nie zastosujemy chemii to i tak drążę temat, czytam, pytam bo jak wszystko co "kocie" bardzo mnie interesuje.

      Usuń
  13. atena-olimpia19 marca 2015 21:08

    Mefisiu kciuki i łapki trzymamy:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przytulam mocno, najbardziej, jak mogę...
    Was wszystkich :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaglądam i trzymam kciuki. Oby pomogło choć trochę.

    OdpowiedzUsuń