Morfeusz ma odmienny charakter od starszego Mefisto. Wprawdzie jest przylepą, lubi być głaskany, brany na kolana a przede wszystkim bardzo ciekawski i chętny do zabawy, ale ma w sobie jakąś taką większą dzikość, pachnie lasem i dziką zwierzyną (żbikiem), boi się głośnych dźwięków i bywa bardzo płochliwy. Obcięcie mu pazurków lub zrobienie zastrzyku jest o wiele trudniejsze niż w przypadku Mefisto - wyrywa się, wykonuje przy tym karkołomne wygibasy i drze się w niebo głosy. Podejrzewałem, że zakładanie mu szelek będzie dla nas obu traumatycznym przeżyciem. Okazało się, że wprost przeciwnie, zakładanie mu szelek wychodzi super sprawnie, zdecydowanie łatwiej niż przy pierwszych próbach z Mefisto rok temu.
Warto tu chyba przypomnieć opracowany przeze mnie "Kodeks spacerowy", w którym wyjaśniam dlaczego w ogóle wychodzimy z kotem na spacer a nie puszczamy go samopas, jak przyzwyczajać kota do noszenia szelek i smyczy zwanych przeze mnie "chomątem", jak nauczyć kota chodzić w tej uprzęży ale też co powinien wiedzieć człowiek, który decyduje się na wyprowadzanie zwierzaczka na spacer, jak powinien się zachowywać, czego unikać, na jakie zagrożenia zwracać uwagę i jak reagować w różnych sytuacjach. Wspomniany Kodeks możecie poczytać pod poniższymi linkami:
Mój "Kodeks spacerowy" powstał w wyniku doświadczeń spacerowych z Mefisto. Byłem ciekawy jak się sprawdzi w przypadku drugiego kota o innym charakterze. Kota można nauczyć wielu rzeczy, nawet sztuczek (tylko po co), ale wielokrotnie to powtarzałem, że kota nie wolno do niczego zmuszać. Nie poddajemy go tresurze, nie złościmy się, gdy czegoś nie chce zrobić. Tak jak my powinniśmy obserwować swoje zwierzaki, by poznać ich zwyczaje i potrzeby, tak samo kot podgląda nas cały czas. Do pewnych rzeczy sam dojdzie, nauczy się przy naszej małej pomocy, a gdy nie będzie chciał czegoś robić, to żeby miał jeść tylko żwirek z kuwety to i tak nikt go nie zmusi. Zgodnie z tym, uznałem, że jeżeli spacer miałby być dla niego zbyt stresującym przeżyciem to go do tego nie będę zmuszał. Są koty, które dobrze i bezpiecznie czują się tylko w domu, wypuszczone na zewnątrz albo czmychają z powrotem, albo chowają się w jakieś dziury, przywierają do ziemi, nie chcą się ruszyć, wyraźnie się boją bądź są przytłoczone bodźcami świata zewnętrznego.

Morfeuszek jest ciekawy świata - wokół tyle zapachów, dźwięków i widoczków, ale nie czuje się jeszcze pewnie poza domem. Lękiem napawa go przejeżdżający samochód, przelatujący samolot, a przede wszystkim tupiące i drące ryja dzieciaki. Jego lęki wynikają z jego młodego wieku, gdy wszystko jest dla niego nowe i nie zawsze zrozumiałe, ale też z przeszłości: ktoś go kiedyś jako kociaka wyrzucił na ulicę, przez jakiś czas był bezdomny, trafił do umieralni zwanej schroniskiem, potem do jakiegoś dziwnego domu tymczasowego, a w końcu do mnie. Jestem jednak przekonany, że wkrótce nabierze więcej odwagi. Już teraz ciekawość zwycięża nad strachem. Poznał posmak przygody a spacer oferuje tyle ciekawostek zapachowo-słuchowo-wzrokowych, że sam już się domaga spacerów. Kładzie się pod drzwiami, ciągnie ząbkami smyczkę, grzecznie pozwala sobie założyć szelki.
Jest tak, jak ostrzegałem wszystkich, którzy decydują się na wyprowadzanie kota na spacer. Jeżeli kotu się to spodoba, to już nie ma zmiłuj się, zwierzaczek nie da spokoju jeżeli z nim nie wyjdziemy. Do tej pory miałem w domu jednego Pavarottiego, wydzierającego pyszczek pod drzwiami Mefisto. Od początku Morfeusz, był raczej milczącym kotem, darł ryjka tylko przy robieniu zastrzyku lub obcinaniu pazurków, albo tylko śmiesznie gruchał, gdy zgubił swoją piłeczkę i prosił w ten sposób o jej znalezienie lub wyciągnięcie spod szafy. Po pierwszych spacerach odkrył w sobie talent śpiewaka i teraz pod drzwiami w przedpokoju mam dwóch tenorów :)
Dziwne są te jego śpiewy, chyba dla niego samego są nowością, bo wydaje tak kosmiczne dźwięki, że początkowo myślałem, że mu się coś stało, że może zjadł kaktusa, powbijały mu się igiełki w przewód pokarmowy, przytrzasnął się czymś, coś sobie złamał albo zwichnął, nadział na coś lub inna tragedia. Sam szuka chyba jeszcze swojej Pieśni. W odróżnieniu od Mefisto, który urządza śpiewy całodobowo, Morfeusz uaktywnia się po zmierzchu - w końcu to pora Łowcy - urządzając nocne koncerty.
A jak wyglądają teraz nasze spacery? Sztuki wyprowadzania dwóch kotów naraz jeszcze nie opanowałem i wątpię, by przy ich temperamencie było to możliwe. Wychodzimy z naszymi M&M'sami na zmianę lub jeśli idziemy razem z Lui Lui to zabieramy obu. Najczęściej ja biorę Mefisto, bo jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, woli też ze mną wychodzić i jest mocno zazdrosny, gdy zajmuję się Morfeuszem a nie nim. Lui w tym czasie zabiera Morfeuszka, który ma już swój ulubiony zakątek na podwórku, gdzie czuje się bezpieczniej niż w innych miejscach. W tym czasie Mefisto zabiera mnie na obchód jego terytorium ale co chwilkę i tak ciągnie w kierunku Morfeusza sprawdzić co malutki porabia. Wymieniają wtedy przytulańce, obwąchują się, wymieniają informacje, po czym Mefisto drepcze dalej kontrolować swój rewir ze mną przyczepionym do końca smyczy.
Już dawno miałem napisać o oczkach Morfeusza, ale dopiero teraz na zrobionym w świetle słonecznym zdjęciu wyraźnie mogę pokazać przebarwienie tęczówki, które wygląda jak... Oko Saurona! To przebarwienie występuje tylko na prawym oczku i ma je odkąd jest z nami. Być może taka jego wyjątkowa uroda, ale istnieją obawy, że może być wynikiem choroby czy odkładających się toksyn. Wprawdzie morfologię ma przyzwoitą ale przydało by się zrobić testy na FeLV i FIP. Niestety zaliczyłem ruinę finansową, wykosztowałem się też na ratowanie życia i leczenia najpierw Mefisto a potem Morfeusza, że w tej chwili na te testy mnie nie stać. A i tak staram się ciągle kontrolować stan zdrowia moich małych przyjaciół i przynajmniej raz na 2 miesiące odwiedzamy weterynarza profilaktycznie. Kwestia testów należy do tych oznaczonych na czerwono, podkreślonych trzy razy, jako "koniecznie i jak najszybciej zrobić, gdy tylko wpadnie jakiś grosz".
Panterowe limeryki o blogerach.
Na koniec coś miłego od Panterki z zaprzyjaźnionego bloga "Świat to dżungla". Są prezenty materialne, które możemy dotknąć i używać, ale są też takie niemierzalne a duchowo wartościowsze nawet od tych pierwszych. Panterka na swoim blogu wymyśliła zabawę limerykową ale też sama stworzyła mnóstwo limeryków, których bohaterami uczyniła zaprzyjaźnionych blogerów i ich zwierzaki. Z radością zanotowaliśmy, że poświęciła nam aż dwa limeryki. Oto one:
"M&M`sy z Przemkowej Tawerki (to jest licencja poetica!)
to dwa koty, nie żadne cukierki.
Czarny kot jest i szary,
polują na komary,
a gdy złapią, robią fajerwerki!"
"Pewien Przemek z Tawerny Kociej
na graficznej zna się robocie.
Banery projektuje
i kaktusy hoduje.
Wart jest tyle, ile waży... w złocie!"
Dzięęęęęęękuuuuujeeeemyyyyy!!!!
PS Ile kosztuje sztabka złota? Jedna moja noga to ile było by to sztabek - chętnie sprzedam by utrzymać jakoś tą moją kochaną Trójcę :)