Zbliżają się kolejne wybory. Biorący w nich udział kandydaci używając populistycznych haseł mamią wyborców, składają obietnice i deklaracje bez pokrycia, unurzani w hipokryzji kłamią i bez mrugnięcia okiem wciskają nam przedwyborczy kit. A my kupujemy te kłamstwa i przekonani o tym, że pójście na wybory to nasz patriotyczny obowiązek, oddajemy głos na jakąś kreaturę z plakatów i spotów wyborczych. Wierząc, że nasz głos coś znaczy i może coś zmienić oddajemy go nierozsądnie i czasem bezrefleksyjnie.

Głosujemy na tych, których znamy mimo, że nie sprawdzili się już jako burmistrzowie/prezydenci lub radni, a którzy czasem też są uwikłani w podejrzane działalności, skorumpowani, nieefektywni bo uważamy, że znane zło jest lepsze od nieznanego. Głosujemy też nie za kimś i jego programem ale przeciwko komuś kogo nie lubimy a bardzo często nasz wybór jest podyktowany… brakiem wyboru. Z masy miernot, kłamców i cwaniaków wybieramy tzw. mniejsze zło jakby nie rozumiejąc, że zło jest zawsze złem. Owszem, zdarzają się kandydaci prawi, uczciwi, nieskażeni, z pomysłami, doświadczeniem, mogący się pochwalić rzeczywistymi dokonaniami czy działalnością na rzecz społeczności lokalnej ale wadliwa ordynacja wyborcza stawia takie osoby na straconej pozycji. Co z tego, że zagłosujemy na takiego kandydata skoro znajduje się on np. na piątej pozycji na danej liście i wszystkie oddane na niego głosy trafiają do lidera, którym z reguły jest ten sam od lat burmistrz/prezydent/radny.
W ulotkach wyborczych znajdziemy przeważnie te same hasła co zwykle: walka z bezrobociem, pozyskiwanie inwestorów, rozwój tego, wspieranie tamtego, bla bla bla. To wszystko sprawy ważne ale przedstawione jako ogólniki bez wskazania realnego planu działania i możliwych rozwiązań, to kalki programów, które można w zasadzie przypisać do każdego kandydata bez względu na opcję polityczną. Ja dokonując wyboru kandydatów zaczynam od prześledzenia ich dotychczasowych dokonań oraz tego jakimi ludźmi się otaczają. A kampania polegająca u nas przeważnie na krytykowaniu swoich poprzedników lub dotychczasowe władze również mnie mierzi. Nie mów cwaniaku, że to lub tamto jest złe i że ty byś zrobił inaczej lub lepiej. Pokaż co zrobiłeś ty jako mieszkaniec i nie mów, że nie miałeś możliwości bo świat jest pełen wyzwań ale i ludzi, którzy te wyzwania podejmują, pomagają w ich realizacji, widzą coś więcej niż czubek własnego nosa.
Oczywiście w wyborach startują również ludzie nowi, siłą rzeczy nie mogący posiadać doświadczenia politycznego czy samorządowego, jak np. młodzi niezależni czy ci pochodzący z młodzieżówek partyjnych. Ale to też nie są przecież ludzie bez przeszłości. Dlatego chcę wiedzieć co zrobili dla społeczności lokalnej jako uczniowie, studenci, członkowie stowarzyszeń, grup zainteresowań, wreszcie jako po prostu mieszkańcy, czy wykazywali się jakąkolwiek działalnością i inicjatywą na swoim podwórku, osiedlu, dzielnicy, w szkole. Jak może coś obiecywać ten, który będąc np. członkiem rady osiedla na tym osiedlu nie zrobił do tej pory nic godnego odnotowania, jak mogę poprzeć tego, który mówi o kulturze, turystyce, gospodarce lub sprawach społecznych a który się na tym nie zna, nigdy nie wsparł żadnej inicjatywy w tym temacie i nie brał udziału w żadnych działaniach podejmowanych choćby przez organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, wolontariuszy czy pasjonatów. Mocni w słowach lecz nieskalani czynem!

Nie namawiam do bojkotu wyborów ale do oddania głosu mądrze po dokładnym przeanalizowaniu sylwetek kandydatów i ich programów. I tu chciałbym przejść do właściwej intencji mojego dzisiejszego wpisu. Jako, że miarą człowieka jest jego stosunek do zwierząt oczekiwałbym od kandydatów również planu i działań na rzecz naszych braci mniejszych. Nie wiem jak jest w waszych miejscowościach ale ja jakoś nie mogę sobie przypomnieć by ktokolwiek przez lata choć raz poruszył temat zwierząt w swym programie wyborczym. Z pewnością wśród kandydatów znajdują się zwierzolubni ale albo nie zauważają problemu ochrony bezdomnych zwierząt albo uważają, że zwierzaki nie przyniosą im głosów wyborców.
Ustawa o ochronie zwierząt z 21 sierpnia 1997 r., jej nowelizacja z 16 września 2011 r. oraz ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nakładają na samorządy pewne obowiązki w tym zakresie.
Niestety sama ustawa jak i jej nowelizacja jest niedoskonała a narzucone przez nie obowiązki samorządy przyjęły niechętnie co rzutuje na prawidłowość ich respektowania. O tym, że w zakresie ochrony zwierząt a zwłaszcza opieki nad zwierzętami bezdomnymi jest źle nie wynika tylko z moich obserwacji ale jest źródłem alarmujących sygnałów stowarzyszeń, prozwierzęcych organizacji pozarządowych, ludzi którym los niechcianych zwierząt nie jest obojętny a znajduje to też odzwierciedlenie w niepokojących raportach NIK.
Oto cytat ze strony Najwyżej Izby Kontroli:
„Zeszłoroczny raport NIK pokazał, jak bardzo ułomny w Polsce jest system opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Wiele psów i kotów znika po odłowieniu przez hycli. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie się podziały, bo brak skutecznego systemu identyfikacji zwierząt. Istniejące schroniska są przepełnione i umiera w nich co czwarty zwierzak. Aż w 86 proc. skontrolowanych przez NIK miejsc przetrzymywania psów i kotów nie zapewniono im właściwych warunków.
Odławianie zwierząt i tworzenie pseudoschronisk stało się dla niektórych intratnym biznesem. Wskazują na to zarówno doniesienia prasowe, jak i raporty organizacji pozarządowych. Samorządy płacą prywatnym firmom za opiekę nad bezdomnymi psami i kotami, ale - jak wykazała NIK - połowa ze skontrolowanych gmin w ogóle nie sprawdzała, co się działo z dostarczonymi do schroniska zwierzętami. Samorządy zainteresowane były głównie wyłapywaniem bezdomnych psów i kotów. Wydały na to 80 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczonych na opiekę nad zwierzętami. W następstwie takiego postępowania ponad 60 proc. skontrolowanych gmin zlecało wyłapywanie psów i kotów „donikąd” (bez zapewnienia im miejsc w schroniskach, na które zabrakło pieniędzy). Przy braku znakowania (czipowania) psów otwierało to drogę do ich uśmiercania albo umieszczania w przepełnionych i nie zawsze zapewniających właściwe warunki schroniskach”.
Samorządy zostały zobowiązane do uchwalania każdego roku programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania ich bezdomności. W programie tym musi znaleźć się: zapewnienie bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku dla zwierząt, opieka nad wolno żyjącymi kotami (w tym ich dokarmianie), odławianie bezdomnych zwierząt, obowiązkowa sterylizacja albo kastracja zwierząt w schroniskach dla zwierząt.
Przejrzałem programy różnych miejscowości z terenu całego kraju i przeanalizowałem jak one są realizowane. I wyszedł taki obraz:
Pieniądze w większości przeznaczane są na odławianie zwierząt i prowadzenie schronisk. Dokarmianie i sterylizacja jest w większości fikcją na papierze. Pieniądze w schroniskach idą w większości na utrzymanie schroniska tj. głównie na pensje.
Większość samorządów nie zapewnia "opieki" nad zwierzętami (co nakazuje im ustawa), lecz jedynie "ochronę" przed nimi (takie zadanie nakłada ustawa o przestrzeganiu porządku i czystości w gminach) co oznacza jedynie odławianie zwierząt bez zapewnienia im miejsca w schroniskach i utylizację martwych zwierząt jako odpady komunalne.
Niektóre samorządy uznają z góry wszystkie bezdomne zwierzęta za "zagrożenie", korzystając z furtki prawnej: takie zwierzę nie musi mieć zapewnionego miejsca w schronisku. W praktyce oznacza to, że można je po odłowieniu zabić.
Obowiązek sterylizacji wykonuje się w niewielu schroniskach i to głównie zwierząt idących do adopcji. A przecież sterylizacja najlepiej i najtaniej zapobiega bezdomności psów i kotów.
Za samorządy wykonują pracę wolontariusze lub stowarzyszenia często przeganiani i wyszydzani zarówno przez mieszkańców danej miejscowości jak i urzędników.
Co proponuję? Idź na wybory i wybierz mądrze. Ale zanim zagłosujesz na jakiegoś kandydata przeprowadź małe rozpoznanie:
Sprawdź czy twój kandydat jest “zwierzolubny”.
Dowiedz się co dany kandydat zrobił/robi lub zamierza zrobić na rzecz bezdomnych zwierząt.
Sprawdź jak w twojej gminie realizowany jest program opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania ich bezdomności.
Sprawdź czy twój samorząd zapewnia bezdomnym zwierzętom miejsca w schronisku dla zwierząt i dowiedz się jakie tam panują warunki.
Dowiedz się czy w twojej miejscowości oprócz odławiania, umieszczania bezdomnych zwierząt w schronisku i utylizacji martwych zwierząt prowadzi się rzeczywistą opiekę nad wolno żyjącymi zwierzętami (w tym ich dokarmianie, sterylizację, pomoc w zimnych miesiącach poprzez udostępnianie schronienia).
Sprawdź jak gospodaruje się pieniędzmi, które powinny być przeznaczane na rzecz bezdomnych zwierząt, jakie to są kwoty i czy większość z nich nie idzie wyłącznie na pensje “odławiaczy” zwierząt i pracowników schronisk.
Sprawdź czy samorząd prowadzi edukację lokalnej społeczność na temat szacunku dla zwierząt oraz problemu bezdomności.
Dowiedz się czy samorząd współpracuje z miłośnikami zwierząt, organizacjami i wolontariuszami pomagającymi bezdomnym i wolno żyjącym zwierzętom i czy takie osoby mogą liczyć na wsparcie
Dowiedz się jak służby reagują na przypadki złego traktowania zwierząt.
To nie wyczerpuje oczywiście wszystkich problemów ani nie podaje na tacy gotowych rozwiązań ale od czegoś trzeba zacząć aby móc pobudzić dyskusję nad tematami dotychczas zamiatanymi pod dywan, zaktywizować ludzi do działania a przede wszystkim uruchomić myślenie.
Wybierzcie mądrze! Głosujcie na zwierzolubnych!
O to prosi Was Ojczymatka...
PS Nie startuję w wyborach, nie reprezentuję żadnej listy czy opcji i za nikim nie agituję.