piątek, 5 października 2012

Kocie pamiątki ze Lwowa

Chyba każdy, komu przydarzy się jakiś wyjazd, wakacje, ciekawy urlopik, poza setkami zdjęć, stara się przywieźć ze sobą z takiej wyprawy jakiś gadżecik, czy to jako prezent dla rodziny czy też pamiątkę udanego pobytu. Czasem są to takie kurioza jak ciupaga góralska z napisem "Pozdrowienia znad morza" lub muszelka "Pamiątka z Zakopanego". Najczęściej są to jakieś pierduszki, służące kompletnie do niczego, acz cieszące oko - z wypadów zagranicznych najczęściej zaś jakiś smakowity alkohol będący niepowtarzalnym specyfikiem lokalnego bimbrownictwa. Ja natomiast, ze szczególnie urokliwych, historycznych miast lub takich, z którymi łączy mnie jakiś sentyment, przywożę kufle lub przynajmniej kubki z wizerunkami herbów, panoram lub charakterystycznych dla tego miejsca zabytków. Choć przyznam, że raz zdarzyło mi się przywieźć z Budapesztu i tachać ze sobą do Polski... skórę z dzika... ale na taki wybór duży wpływ miało morze wypitego węgierskiego wina...

Jak wspominałem, podczas naszego pobytu we Lwowie nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie, ale i tak udało mi się pokazać Lui kawałek Starówki (post: "W Mieście Lwa") i wytropić kilka majestatycznych kotów (post: "Lwowskie lwy"). Zajrzeliśmy też do paru sklepików z pamiątkami, gdzie zakupiliśmy kilka pamiątek... a właściwie pierdoletków, a jakże, z kocimi motywami.

Głowa kota z kitą jakiegoś dzikiego zwierzęcia zakupiona za parę hrywien od głuchoniemego ulicznego sprzedawcy na prowadzącym do gmachu Opery Prospekcie Svobody:


Kot z kitą ułożył się wygodnie na półeczce, choć jego przeznaczeniem było zwisać. Kita jednak wzbudziła w Mefisto tak duże zainteresowanie, że w wersji wiszącej nie przetrwałaby zbyt długo...


Prawdopodobnie żywot skończy jako zabawka dla Mefisto, który jest nią bardzo zaintrygowany - myślę, że wydziela niewyczuwalny dla mnie zapach zwierzęcia, z którego pozyskano kitę:


Podobnie jest z drugą pierduszką, która miała zawisnąć na lodówce... To również kocia głowa, tyle że bez kity, ale z dwoma nieznacznie różniącymi się pyszczkami po obu stronach i przyssawką...



Najfajniejsza przywieziona przez nas pierduszka to figurka kota/świecznik - ja tymczasowo zamiast świeczki zasadziłem w trzymanym przez kota koszyczku szyszkę...


Nie mógłbym oczywiście odpuścić zakupu kufelka. Tan akurat pochodzi, z któregoś mojego wcześniejszego pobytu we Lwowie. Widnieje na nim postać króla Daniło, o którym pisałem tutaj: post >>>. Ucho kufla jest ciekawie wystylizowane na sylwetkę lwa...



Czyż to zdjęcie nie daje złudzenia, jakby Mefisto wyłaniał się wprost z kufla? Niemal jak dżinn z lampy Aladyna... tyle, że to tamten spełniał życzenia, a tu to my spełniamy na co dzień życzenia naszego Mefisto :)


Kufelek trafił oczywiście na półeczkę z pamiątkami z innych miast:


Tu przypomniała mi się pewna historyjka. Przed kilku laty chciałem zakupić kufel w Lublinie - mieście z którym wiążą mnie miłe, beztroskie i szalone wspomnienia z czasów studenckich. Pomijając to, że prezentowane w tamtejszym punkcie informacji turystycznym kufle, kubki i szklanki prezentowały się kiepsko (były tandetnie wykonane, pospolite i po prostu brzydkie) to na każdym z nich widniał pałac... tyle, że z Łańcuta. Gdy zwróciłem pani uwagę, że wciska ludziom nie dość, że tandetę to jeszcze kufle z widokiem innego miasta z podpisem "Lublin" była bardzo zaskoczona: "Ło matko! Naprawdę? To Łańcut? A ja tego tyle już sprzedałam! Może nikt się nie zorientuje?". Gratuluję wiedzy o swoim mieście... No nic, wracajmy do tematu...

Na koniec zaprezentuję lampkę nocną, której niestety nie zakupiliśmy. Trafiliśmy na nią już na sam koniec pobytu, gdy w portfelu zostało zaledwie kilka hrywien. Prawda też, że jak na nasze skromne możliwości finansowe, była troszkę droga... ale tak nam się spodobała, że następnym razem koniecznie dokonam zakupu...


A Wy co najchętniej przywozicie z wakacji/wyjazdów? Jakie pierdoletki najbardziej lubicie?

23 komentarze:

  1. Ale fajna kolekcja kufelków ;-))
    Ale Ci zakociło od kotów pamiątkowych :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę mała ta kolekcja, ale dlatego, że w niewielu miejscach byłem. Chyba nie jestem typem podróżnika :)

      Usuń
    2. To tak ja ja ! Ja wolę w domu zostać i pooglądać ciekawe miejsca w TV ;)))

      Usuń
    3. Kiedyś na to się mówiło "podróż palcem po mapie" :) Są miejsca, które chciałbym zwiedzić, ale nie o tak n kilka dni czy z przewodnikiem, zaszyć bym się chciał gdzieś na dłużej, pożyć tam, a nie jak niedzielny turysta.

      Usuń
    4. Całkiem się z Tobą zgadzam :-)

      Usuń
  2. Hahaha! :) teraz jestes kociarz pelna geba :) Swietne sa te futrzaste pamiatki i szyszniczek. No i kolekcja kufli imponujaca :D
    Moim strzalem pamiatkowym byla chinska czerwona kokarda szczescia ( wiesz o czym mowie? taki czerwony wezelek sznureczkowy) z Zakopanego!! :) ktora przywiazam kolezance jako pamiatke. Kolezanka miala poczucie humoru i nawet zawiesila ja jako wlacznik to lampki nocnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, no tak, w Zakopanem wszyscy górale to potomkowie Wong Bach Le Da Ming :)

      Usuń
  3. Ta lampka jest zarąbista! Szkoda, że przepuściliście wcześniej całą kasę:( Ile ona kosztuje na nasze?
    Myślę, że kitaste i bezkitaste koty skończą w paszczy i łapach Mefista i w sumie powinny być zadowolone, że spotka jej taki cudowny los, a przede wszystkim, że ich żywot okaże się tak pożyteczny!
    Ja lubię pierdółki, i belgijska parasoleczka o tym świadczy:P Tu, we Włoszech też miałam chrapkę na jakieś przepuszczenie kasy, ale jest po sezonie i w sklepie z pierdółkami byliśmy sami, a ekspedientka chodziła za nami i patrzyła nam się na ręce. To wyszliśmy! I nie zarobiła nic.
    (za to kupiłam w innym sklepie, coś co trudno pierdółką nazwać- MójCiOn miał gest, he he)
    Kolekcję kufli masz imponującą, dobrze wiedzieć:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta lampka to będzie priorytet przy następnej wizycie we Lwowie. Jej cena na polskie złotówki to jakieś niecałe 220 zł. Teoretycznie nie jest jakoś masakrycznie dużo, ale przy naszej finansowej bryndzy to jest to nawet budżet na cały wyjazd.

      Masz rację co do tych kitastych bzdetków, co tam będę Mefisto od paszczy wyrywał :) Więc zamiast na półkę/ścianę/lodówkę pozwolę im dumnie zakończyć żywot w paszczy i pazurach kocurka.

      Ja też nie lubię nadgorliwości ekspedientów/ochrony. Jeśli z góry traktują cię jako złodzieja i łażą za tobą krok w krok, to się zmywam z takiego sklepu, albo się pytam czy chcą się o mnie poocierać, że takiej bliskości z klientem potrzebują.

      Usuń
  4. Na tą lampę też bym się skusiła ! :)) Świecznik też cudny :)
    A te zabawki kocie -od razu powinny trafić do tego komu się najbardziej spodobały ;)))
    Ja zazwyczaj nic nie przywożę, bo nie spotykam takich fajnych rzeczy ;)
    O ,pióra z plaży w tym roku przywiozłam ! Kiedyś kocie magnesy na lodówkę , jakieś korale z bursztynu na prezent,czy coś ze srebra, zabawne breloczki ;)
    Wiesz ja raczej patrzę za takimi praktycznymi rzeczami -zwłaszcza promocje 50% - ciekawe torebki ,buty ,ciuchy ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sklepiku, gdzie zakupiliśmy tego kotka-świecznik była cała masa bliźniaczych figurek do kolekcji, np. kotek z kontrabasem też mi się podobał. Może kiedyś dokupię resztę, bo naprawdę sympatyczne. Cena przyzwoita - w przeliczeniu na polskie około 50 zł.

      Też przeważnie patrzę na praktyczne rzeczy (jak to facet), ale zauważyłem, że ostatnio rozglądam się za gadżecikami - myślę, że to dlatego, że zawsze sobie odmawiałem odrobiny szaleństwa zakupowego, a takie pierduszki poprawiają humor, nawet gdy przydatne są zupełnie do niczego :)

      Usuń
    2. To będzie naprawdę świetna kolekcja - tym razem kocia :))
      Ja niepraktyczne rzeczy ,pierdółki i takie tam, to kupowałam jak córcia była dzieckiem ;)) Było tego cała masa - skończyła gdzieś w piwnicy ,albo jeszcze gorzej ;)
      Na kociorzeczy/gadżety zawsze się skuszę ,no i zabawki kocie też ...;))

      Usuń
    3. Człowiek to jest czasem taki dzieciuch, bez względu na wiek :) Ale to chyba taka potrzeba zrobienia sobie przyjemności, nawet gdy to jest zupełnie nieużytkowe ;)

      Usuń
  5. Mnie lampa też zauroczyła. Piękna bardzo. Dobrze, że choć taki śliczny świecznik macie na pocieszenie :-)
    Ja kiedyś lubiłam przywozić kubki. Starałam się mieć kubek z każdego wyjazdu. Ale potem zaczęłam kupować kubki z kotami i już na wyjazdach kubków nie kupuję - chyba żebym kocie znalazła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich prawdziwie fajnych, sympatycznych ale i eleganckich gadżetów, np. kubków z kocimi motywami raczej trudno dostać. Nie wiem czemu, ale kocie motywy na różnych przedmiotach, przeważnie są dosyć badziewne lub infantylne. Kubeczki z kotem wreszcie będę miał i to naprawdę śliczne - o tym wkrótce :) Teraz poszukuję jakiegoś ciekawego dozownika na mydło - kociego oczywiście :)

      Usuń
  6. Lampa cudna! Sama bym taką chciała mieć!
    Ponieważ mam po rodzicach i dziadkach naturę chomika, z która walcze od lat staram się gromadzić jak najmniej przedmiotów dlatego z podróży przywożę głowie zdjęcia i wspomnienia. Oczywiście mam słabość do kocich gadżetów i czasem się zdarza, że coś zauroczy mnie ta tyle, że nie mogę się powstrzymać ;))

    A kot z szyszką to dla mnie idealne połączenie, bo zwą mnie Szyszką od dzieciństwa ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maskotka Sysunia :) Ja chomikowania trochę oduczyłem się w związku z moimi licznymi przeprowadzkami. Przy którejś z kolei po prostu zacząłem wyrzucać rzeczy, bo już miałem dość pakowania tego w pudła, rozpakowywania, pakowania od nowa, itd. Dziś żałuję niektórych rzeczy, których się pozbyłem - tak to jakoś jest, że jak już wylądują na wysypisku, okazują się super przydatne, albo po czasie sentymentalnie żal.

      Usuń
  7. Ja z podróży staram się przywieźć coś charakterystycznego dla danego miejsca, a że często po prostu brak na "kupną" pamiątkę kasy, więc najczęściej przywożę patyczki, kamyczki, muszelki, listki, szyszki itp. Jacek (mój mąż) często podróżuje służbowo i też zawsze starał się kupić coś dla mnie, ale od czasu, kiedy strasznie się ucieszyłam z białych marmurowych otoczaków, które mi przywiózł z Włoch, już wie, czego dla mnie szukać.
    Kocia lampka i świecznik są bardzo fajne; ja też lubię kocie gadżety, ale masz rację, często są strasznie kiczowate.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się przypomniało, jak pisałaś o kamyczkach, muszelkach, szyszkach, czyli wszelkich pamiątkach ekologicznych :) Kiedyś z braku kasy przywiozłem skądś kawałek znalezionego drewienka, ówczesna dziewczyna pyta mnie co to k..na jest, a ja na to "przywiozłem Ci prawdziwy kołek na wampiry" :))))

      Usuń
    2. Hi, hi, hi! Chyba bym się z nią nie dogadała...
      Ninka.

      Usuń
  8. Dałabym sobie nerkę wyciąć, że w którymś poście wspominałeś już historię z kuflami z pałacem z Łańcuta! Kompletnie nie moge skojarzyć przy okazji czego to było wspomniane, wiec mam nadzieję, że sobie nie uroiłam i nerki w tak straszny sposób nie stracę :))

    Faworyt kot z miejscem na swieczkę / szyszkę i lampka.. pod płaszcz bym ją zawinęła, ale bez niej bym nie wyjechała! Co do "puchatej kitki" bardziej mi to przypomina pandę rudą, ale niech Wam będzie, ze to kot :)

    Ja też zawsze jakiegoś kota do domu przywlec muszę.. nie ma nic wspólnego z miejscem które odwiedziłam, ale co tam. W końcu to kot.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nerka uratowana :) Ale to nie było w poście, tylko w jakimś komentarzu do czegoś tam i to chyba nawet nie na moim blogu, tylko u kogoś (może nawet u Ciebie). Tyle, że nie pamiętam czego dotyczył ten komentarz.

      Usuń