środa, 3 października 2012

Lwowskie lwy

Zgodnie z obietnicą przedstawiam Wam dziś zaledwie kilka z niemal tysiąca lwowskich lwów, na poszukiwanie których wyruszyliśmy z Lui podczas naszej krótkiej wizyty we Lwowie (post: Miasto Lwa). Tak, tak, pomników, rzeźb, elementów dekoracyjnych, detali małej architektury miejskiej z wyobrażeniami lwa jest tu prawie tysiąc. Rzeźbione lwowskie lwy powstawały przez kilkaset lat historii tego miasta, znajdziemy więc tu ich różne wyobrażenia, w których dopatrzymy się cech renesansowych, barokowych, rokokowych, klasycystycznych, secesyjnych... W kamieniu, marmurze, piaskowcu, metaloplastyce - lwy można spotkać wszędzie - na fasadach budynków, skwerach, nawet jako element ławek czy nagrobków.

Tropienie lwów rozpocznijmy od pomnika księcia halickiego (późniejszego króla Rusi) Daniela (Danyło), który według podań około 1250 r. założył tutaj gród obronny. Choć lwie paszcze stanowią tu tylko element dekoracyjny cokołu, na którym dumnie stoi król na koniu, to nie można tego pomnika pominąć. To właśnie na cześć swego syna, Lwa Halickiego (Daniłowicza), król nazwał gród Lwowem.



Majestatyczne lwy broniące wejścia do jednej z lwowskich kamienic...


... podtrzymujące w łapach herb Lwowa... z wizerunkiem, jakże by inaczej... lwa w bramie grodzkiej...


Sympatyczne przedstawienie pary lwów...


Lew z czupryną... z ziarenek kawy przy wejściu do jednej z lwowskich kawiarenek...


Ławeczka podtrzymywana przez lwy...


Lwy stanowią nawet tak drobne elementy jak wykończenie poręczy...


Bracia mniejsi lwów, widnieją w nazwach lokali gastronomicznych (tutaj restauracja "Rudy kot") a same królewskie zwierzęta spoglądają na nas nawet z gzymsów zabytkowych kamienic...


Lwowskiego lwa spotkać możemy nawet... w Lublinie. Przed lubelskim zamkiem stoi pomnik będący symbolem więzi z rodakami we Lwowie i na kresach wschodnich. Na pomniku widnieje napis: "W 75 rocznicę odzyskania niepodłegłości Polski i Obrony Lwowa. 1918-1993 Rodacy".


Przygotowując ten materiał, przypomniałem sobie, że posągi lwów widziałem również w innych miastach. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie monumentalne lwy w Budapeszcie. 

Poniżej lwy strzegące wjazdu na Most Łańcuchowy zbudowanego w latach 1839-1849 jako pierwsze stałe połączenie leżących po przeciwnych stronach Dunaju - Budy i Pesztu. Plotka głosi, że lwy zostały wyrzeźbione bez języków. Nie jest to prawda - lwy leżą na blokach o trzymetrowej wysokości, więc z perspektywy przechodnia oraz na zdjęciach trudno je po prostu dostrzec...



Na koniec szczególnie mi bliski lew z Pomnika Obrońców Twierdzy Przemyśl w Budapeszcie. Ten historyczny monument upamiętnia tysiące Węgrów poległych w trakcie pierwszego i drugiego oblężenia mojego miasta w latach 1914–1915 w czasie I wojny światowej. Obrona Przemyśla przed nacierającą armią rosyjską była dla Węgrów najbardziej dramatyczną pod względem ilości ofiar bitwą Wielkiej Wojny. Depczący rosyjskie proporce spiżowy lew na pomniku symbolizuje męstwo i poświęcenie węgierskich obrońców Twierdzy Przemyśl.


Miniaturę lwa z budapeszteńskiego pomnika można obejrzeć w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej na wystawie poświęconej Twierdzy Przemyśl.


Posągowe koty znajdują się również w innych miastach. Na blogu "Mój kot, mój komputer i ja" możecie obejrzeć panterę i lwa, które przycupnęły u stóp poznańskiego Teatru Wielkiego. 

Hah, przypadkowo chyba tym wpisem rozpropaguję nowy trend w turystyce "Śladami kamiennych kotów" :) A może Wy widzieliście gdzieś rzeźbione koty mniejsze i większe w innych miastach?


24 komentarze:

  1. Jakby nie było to lew chyba też kot ?
    Tylko ,że duży...:-)))
    Ewentualnie na tych pomnikach możesz Ty zamiennie występować ze względu na grzywę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, gdyby to były pomniki raptaka, to bym ich na kocim blogu nie umieszczał :))))))))))))))) Echhhh, grzywa ma obecnie to jedynie namiastka tej, którą miałem w czasach chmurności i durności :) A na pomniku kiedyś stanę... Cyganka w Kazimierzu mówiła mi, że przypominam jej ich króla Michała III czy jakoś tak :))))

      Usuń
  2. No, naprawdę, miasto lwów!
    Z lwów zagranicznych osobiście widziałam te na Placu Świętego Marka w Wenecji oraz różne lwy wiedeńskie - ale te tworzą w mojej głowie okropny mętlik i żadnego nie potrafię wyróżnić, ponieważ zwiedzaliśmy Wiedeń w upale ok. 30 stopni, mocząc dla ochłody ręce w każdej napotkanej fontannie, gonieni na dodatek przez nie najlepszego przewodnika.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Wiedniu byłem kilka razy... też służbowo, tyle że jako uczestnik targów turystycznych. Ale było to dość dawno temu - szkoda, że wtedy nie zwracałem uwagi akurat na "kocie" elementy architektury. Ale z tego co pamiętam, tam również można spotkać lwy na każdym niemal kroku, od posągów po maszkarony.

      Usuń
  3. Ech, jak ja lubię takie wycieczki kocimi śladami... Nawet jeśli koty to lwy tak naprawdę ;-) Tysiąc lwów kamienno-metalowych jest we Lwowie? To dobre dwa tygodnie urlopu musiałabym wziąć, żeby całe towarzystwo wytropić :-))) I mam pewien plan kocio-szatański... :-) Może zamienimy się mieszkaniami w przyszłe wakacje? :-))) Ja pooglądałabym koty we Lwowie, a Ty i Lui potropilibyście je w Dreźnie albo w Berlinie?... :-))) W dodatku Tymek miałby opiekę i Mefisto też... :-))) Dobrze kombinuję?... :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, to prawda - we Lwowie tych lwów jest mnóstwo. Następnym razem mam nadzieję wybrać się tam na dłużej i "upolować" kolejne, m.in. na Cmentarzu Łyczakowskim (byłem tam kiedyś... w nocy, ale o tym ciiii....).

      Świetny i zabawny pomysł z tą zamianą mieszkań :) Reality show można by z tego nakręcić :) W Germanii byłem tylko w Regensburgu i Paderbornie, ale te wizyty nie miały nic wspólnego ze zwiedzaniem.

      Usuń
  4. Piękne ,zwłaszcza te z mosiądzu - kawowy i przy ławkach :))Nie no ...wszystkie są imponujące :-)
    U nas też są lwy przy pomniku Kutuzowa ;)
    http://www.polskaniezwykla.pl/web/gallery/photo,118147.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amyszko, to Ty jesteś z Bolesławca... Miasta pięknej ceramiki :-) To bardzo blisko mnie... Zaczynam nabierać ochoty na jakieś spotkanie kociosfery (jak pięknie mówi Przemek) w realu :-) We Wrocławiu też mamy kocie fanki... Może coś wymyślimy w jakiś weekend?... :-)

      Usuń
    2. @Amyszko: Imponujący ten pomnik, na miarę cesarskiego! Nie wiedziałem, że w Polsce Kutuzow (jakby nie było wróg państwowości polskiej) ma tak piękny obelisk.

      @Rzeko: Marzy Ci się walny zjazd kociosfery? :)

      Usuń
    3. No... Sama się dziwię, ale chyba tak... :-))) Się dziś naudzielałam na Twoim blogu... ;-))))

      Usuń
    4. Wrocławska frakcja silna w siłę:)
      Dajcie znać, jakby co:)

      Usuń
    5. A ja, nie dość że sam w tym całym kocim babińcu, to z Waszej perspektywy niemal na końcu świata mieszkam i wszędzie daleko :)

      Usuń
    6. No tak jestem z "tego" Bolesławca :))Święto Ceramiki ,Glinoludy , Blues nad Bobrem ...;)
      Rzeko a Ty skąd jesteś ?

      Usuń
    7. No i oczywiście chętnie się spotkam jakby co ;))

      Usuń
    8. Ja jestem z Zielonej Góry :-)

      Usuń
    9. Dobrze wiedzieć :-) Byłam niedawno przejazdem w drodze nad morze ;))

      Usuń
  5. Jacy Wy piękni jesteście ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam w kilku miejscach, gdzie kotów było zatrzęsienie. Przede wszystkim tych żywych. A może to ja się po prostu za nimi rozglądam;) Może kiedyś pozbieram dokumentację zdjęciową i wrzucę na obrazki. Co dziwne w różnych miejsca świata widać różnice rasowe, również wśród kotów. Są i takie bardzo smukłe, wysokie i takie z "połową" ogona jak i małe, prawie kwadratowe:)

    Podoba mi się Lwów pokazany przez Ciebie, w ogóle chętnie bym poznała tamte rejony Europy. Lwów, Budapeszt, Zamość, Jarosław, Przemyśl. Zupełnie inna historia tamtejszych ziem, niż u nas, na zachodzie Polski. Jakiś czas temu będąc w pięknej, przedwojennej kamienicy w Warszawie inteligentnie zauważyłam: "ooo, jaka zadbana poniemiecka kamienica" Nomen omen, to było w Warszawie na ul. Lwowskiej;)

    p.s.
    faktycznie, piękna z Was para. i jakaś taka kompatybilna wizualnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, różnice między "naszymi" terenami a zachodnią Polską są ogromne. Poczynając od historii, przeszliśmy wszelkie możliwe burze tatarskie, tureckie, węgierskie, kozackie, szwedzkie, niemieckie, rusinów, rosjan, sowietów itd., wszędzie pełno świadectw i tych tragicznych kart historii ale też czasów chwały, gdy znajdowały się tu prężne ośrodki grodzkie, szlaki handlowe, rezydencje magnackie, zamki, zameczki, pałacyki, dworki. Teraz te tereny są jakby zapomniane, na uboczu, zdegradowane do poziomu polskiego trzeciego świata, a wystarczy spojrzeć choćby na architekturę, gdzie widzimy ślady różnych epok, by uświadomić sobie, jak ważne to były kiedyś miasta, istniejące na długo przed dzisiejszymi zachodnimi czy centralnymi metropoliami (choćby np. Przemyśl ma ponad tysiąc lat). Piętno zaborów też jest mocno odciśnięte w tych różnicach między różnymi rejonami Polski. Paradoksalnie po latach upadku miast, tak jak i całej Rzeczypospolitej, to za Cesarstwa Austro-Węgierskiego nastąpiło tu odrodzenie, gdy rozpoczęto budowę jednej z najważniejszych Twierdz w Europie. Stąd też może dobrze czuję się we Lwowie, Budapeszcie czy Wiedniu, bo podobne wzorce architektoniczne. Tyle, że w naszych rejonach jest ciekawie również przez to, że Wschód łączy się z Zachodem, to widać i w zabudowie, kulturze ale i mentalności mieszkających tu ludzi.

      Ta "poniemiecka kamienica" w Warszawie bardzo mnie rozbawiła, po nich to akurat leje po bombie i niewybuchy, które są wymówką dlaczego metro będzie budowane jeszcze przez następne 50 lat :)))

      Bardzo fajny pomysł z tymi kotami w różnych rejonach świata, szczególnie na te różnice "rasowe". Ciekawy fototemat, szykuj więc materiały.

      "Kompatybilność wizualna" - podoba mi się to określenie. Co do innych poziomów kompatybilności to jak to między babą a chłopem... poza tym, że my mamy wtyczkę a wy gniazdko, to często wydaje się, że na różnych systemach operacyjnych funkcjonujemy :)))))

      Usuń
    2. Ta kamienica to Lwowska 7. Ulica Lwowska jako jedna z niewielu w CEntrum Wawy ocalała z wojennej zawieruchy... Ma ciekawą historię i jest mi bliska. Rodzina ze strony Mamy wylądowała po II WŚ we Wrocławiu, ale jej historia zaczyna się w Warszawie, a właściwie dużo wcześniej w Petersburgu:) W czasie wojny dziadek został skierowany do Mielca do pracy przymusowej w zakładach lotniczych - był inżynierem konstruktorem maszyn lotniczych. Ot, historia. Tyle łączy mnie z Twoimi rejonami, ale nabieram ochoty by lepiej je poznać:)

      p.s.
      wtyczka, gniazdko, ha, ha, co za obrazowa metafora:)))

      Usuń
    3. Z ciekawości przeszukałem tą ulicę w internecie. Rzeczywiście jest tam kilka perełek przedwojennych, w tym wciśnięty między budynkami pałacyk. Dawna nazwa ulicy: Nowo-Nowo-Wielka :)

      Petersburg-Warszawa-Wrocław, dziwnie i ciekawie toczą się ludzkie losy. Szkoda, że tak wiele zanikło gdzieś w niepamięci wieków lub podczas zawieruch wojennych, a pamiętające dawne czasy i genealogiczne smaczki ludzie w większości już odeszli (a gdy żyli nikt ich nie chciał słuchać).

      Usuń
  7. Ławki to mój faworyt!! Nieziemskie są. Jeśli tam kiedyś pojadę to sie nie ruszę póki ktoś mi miniaturki nie zrobi :)

    Co Wy tak podróżujecie kochani, w domu posiedzieć nie łaska i Mefista wymiziać?? Ten kot to ma cieżki zywot z Wami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, a ja bym chciał lwi tron albo przynajmniej fotel :) A d... tam podróżujemy, raz się człowiekowi zdarzył wypad na jeden dzień i tyla :) A w domu nie posiedzimy, słonko wyszło, spacer może jakiś po kilku dniach pluchy uskutecznimy.

      Usuń