czwartek, 24 lipca 2014

Moira

Po niespodziewanej i tragicznej śmierci Kapitana Morgana postanowiłem zawiesić na dłuższy czas działalność naszej Tawerny. W obliczu tego co się stało ale też wyczerpania (przede wszystkim psychicznego) związanego z moją pracą oraz kataklizmem, który dotknął me życie osobiste, słowa które dotąd wypływały ze mnie przestały tworzyć ciekawe historie a wiele rzeczy nie daje już radości.

Przerywam milczenie, bo podzielenie się z Wami dzisiejszym wpisem być może przyniesie trochę ulgi dla skołatanej duszy i oderwie choć na chwilę myśli od tego co teraz prywatnie doświadczam.

Dziś, w biały dzień, na ruchliwym Rynku Starego Miasta pod budynek Magistratu podrzucono dwa małe kociaki. Panie z kancelarii, które usłyszały żałosne miauczenie pod oknami zabrały te wystraszone biedactwa do biura. Straż miejska nie przyjęła zgłoszenia a telefonicznie poinformowano je ze schroniska, że kociaków tam również nie przyjmą. Ktoś szybko skojarzył mnie z kocią sferą i zadzwoniono do mnie czy nie zaopiekował bym się małym kotkiem. Odpowiedziałem, że to wykluczone, że nie jestem przygotowany na to ani finansowo ani psychicznie, przechodzę ciężki dla mnie okres w życiu a muszę samotnie utrzymać siebie i sam zapewnić opiekę moim dwóm kocurom. Mój opór został jednak złamany po drugim zdaniu, że jednego z tych podrzutków już ktoś przygarnął ale tego drugiego nikt nie chce. Biegnąc po Schodach Rycerskich w kierunku głównego budynku Urzędu Miejskiego pomyślałem, że zaopiekuję się kociakiem chwilowo próbując znaleźć mu jakiś dobry dom. Zabrałem więc malotę do swego biura:


Wykonałem kilka telefonów ale chętnych niestety nie było. Nie dziwię się. Ci co by mogli przygarnąć i zasługiwali na kota już mają swoje a i ciągle spotykają się z podobnymi historiami robiąc za "tymczasy". To wyjątkowo zły okres dla zwierząt. Wiele ich narodziło się po wiosenno-letnich amorach zasilając kolejne rzesze bezdomnych i niechcianych. Wiele z nich zostało wyrzucone z domów. Okres wakacyjny, gdy ludzie masowo pozbywają się zwierząt, zbiera tragiczne żniwo. Te dwa kociaki miały o tyle szczęścia, że ktoś "litościwie" wyrzucił je w widocznym miejscu a nie wywiózł do lasu, nie utopił, nie udusił,  nie zakopał czy nie zabił w jakikolwiek inny sposób.

Kotek zaczął dokazywać w biurze - urwałem się więc z pracy i popędziłem do domu. Choć niosłem go na rękach to nie wiem jakim cudem zrobił mi po drodze solidnego kupala do kieszeni kurtki co wyszło dopiero podczas wyciągania z niej kluczy do mieszkania.

Stawiałem, że podrzutek (kotek a nie kupal) jest kocurkiem ale już po pierwszych chwilach w domu zacząłem podejrzewać, że jest to kotka... Na wstępie zrobiła piekielną awanturę witającym ją Mefisto i Morfeuszowi.


Zabrałem ją do zaprzyjaźnionego weterynarza by zrobił ogólny przegląd jej stanu. Nie wiem jak to interpretować ale zawsze w szczególnych, nagłych i pilnych przypadkach trafiam na burzę lub raczej burza trafia na mnie. Gdy niosłem Mefisto oberwaliśmy kulami gradowymi, pędząc z wykrwawiającym się Morganem zlał nas wodospad deszczu. Nie inaczej było tym razem. Może to patron dnia, w którym się urodziłem, gromowładny Thor ciska we mnie z jakiegoś powodu piorunami. No tak, dziś jest czwartek - Jego dzień...

Weterynarz potwierdził, że jest to kotka i ocenił jej wiek na około 8-10 tygodni. Nie zawyżajmy damie wieku więc przyjmijmy, że jest to 8 a nie 10 tygodni a datę jej urodzenia ustalmy na 29 maja. Odrobaczyliśmy ją i umówiliśmy na następne wizyty. Mała dama waży 0,475 kg czyli pewnie tyle co jedna łapka moich M&Msów. W porównaniu z nimi jest maciupka i muszę ją wyciągać z najsekretniejszych kątów, o których nawet nie miałem pojęcia, że istnieją w moim mieszkaniu, starając się przy tym jej czymś nie przygnieść.



Nie wiem czy jest tak smoliście czarna jak Mefisto bo na razie jest lekko przykurzona. Z pewnością ma bardzo duży apetyt a co ważne je samodzielnie.


Nie wiem czy potrafi korzystać z kuwety. Co jakiś czas wsadzam ją do kociej latrynki. Coś tam sobie grzebie w żwirku, przysiada jakby chciała zrobić to co trzeba ale moje kocury ją rozpraszają bo zbiegają się do tej czynności jak na jakieś widowisko. Póki co więc latam ze szmatą po mieszkaniu...




Przez grzech zaniechania zginął Kapitan Morgan i nie mógłbym popełnić już takiego błędu. Zabrałem ją więc do siebie choć nie chcę się do niej przywiązywać i będę wciąż starał się znaleźć jej dobrych opiekunów. Nie widzę możliwości jej zatrzymania ale... to cudna istotka. 



Dziwne znaki. Od kogo? Losu? Bogów niejedynych? 
Dla kogoś ważnego (najważniejszego) dla mnie umarłem... Choć ciężko przekładać relacje międzyludzkie na zwierzęco-ludzkie to może narodziłem się właśnie dla Moiry... a może to Morgan powrócił w innym futerku...
Tak, nadałem jej imię... MOIRA...


Moira. Krótki filmik...


50 komentarzy:

  1. Fajnie że wróciłeś na bloga :)
    Koteczka jest przeurocza. Nie oddawaj jej nikomu, bo będziesz żałował! ;)

    3maj się, będzie lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt jej nie chce więc pewnie zostanie już u mnie. A gdyby ktoś się jednak znalazł to już czuję, że nie mógłbym jej oddać...

      Usuń
    2. Dawałeś ogłoszenia? Gdybym tak robiła już miałabym ponad 50 kotów. Ludzie szukają kotów, naprawdę! Spróbuj, Przemku.
      Moira jest przecudna.

      Usuń
    3. Bardzo dobrze czujesz, ona jest ci przeznaczona

      Usuń
    4. Gosia: wici zostały rozesłane ale toną w zalewie podobnych. Nie wiem jak jest u Ciebie w mieście ale u nas ludzie nie szukają kotów to koty oczekują na ludzi. Teraz jest prawdziwy wysyp kocich nieszczęść. Nie ma dnia bym nie spotkał się z pytaniem czy znam kogoś kto przygarnie kotki. A ci, którzy tak często deklarują chęć przygarnięcia zwierzaka gdy przyjdzie co do czego wycofują się tłumacząc na prędce wymyślonymi wymówkami typu nagle ujawniona mega alergia. Prawda jest też taka, że wiele osób nie zasługuje na to by być opiekunem kota.

      Usuń
    5. Myślę, Przemek, że to ostatnie zdanie jest kluczowe, bo co do reszty to nie masz racji. Moje kotki właśnie pojechały do... Gdańska, niekoniecznie znajdują domy blisko mnie. Ludzie szukają kotów i oczywiście jest dużo nieodpowiednich, ale jest też cała masa bardzo dobrych opiekunów. Inaczej miałabym 50 kotów, a naprawdę nie daję ich jak popadnie byle komu.
      Pozdrawiam Ciebie i Moirę. :)

      Usuń
    6. Nie będę wnikał. Każdy ma inną sytuację i możliwości. Temat nieaktualny bo bez względu na wszystko malutka zostaje u mnie :) Buźka!

      Usuń
  2. Coś się kończy, coś zaczyna..:) samo życie.
    To ZNAK!! Kapitan przysłał małą zebyś się nie umartwiał, będzie dobrze i wesoło w Tawernie, hej!
    Jak zdecydujesz że mała zostaje zwołamy budyniowe ciotki i zrobimy wyprawkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko powinno się kończyć a są rzeczy, które też nigdy nie powinny mieć miejsca. Czasem spotykają nas nieszczęścia, na które nie mamy wpływu ale życie często sami kreujemy lub niszczymy. W Tawernie trudno dziś o radość bo mnóstwo spraw się pokomplikowało nieodwracalnie. Ale przyznam, że Moira wpuściła troszkę światełka. Czy jest znakiem? Tak to postrzegam, stąd nadałem jej takie imię.

      Usuń
    2. Nie chciałam zignorować twoejgo nastroju, przepraszam może notka zabrzmiała zbyt niefrasobliwie. nie wiem jakiego kalibru jest twoje nieszczęście.
      Nieszczęścia się zdarzają, nie mamy na to wpływu, nie mamy też wpływu na to jak się czujemy. Jedyne na co mamy wpływ, to jak zareagujemy na dane nieszczęście, amy wpływ na naszą postawę wobec niego.
      Mam taki cytat który mnie wyprostował gdy się karmiłam smutkiem przez lata i się wnim pogrążałam:
      “We either make ourselves miserable, or we make ourselves happy. The amount of work is the same.” To czym karmisz swoje myśli, wpływa na to jak się czujesz. Niewielka to dla ciebie pewnie pociecha, bo przez każdą rzecz trzeba samemu przejść. Zabieram cie dziś wieczorem (wirtualnie niestety) na picie wina w nieprzytomnych ilosciach...
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Moniko, nie odebrałem Twej notki jako niefrasobliwej. Mój nastrój też wpływa na jakość pisania bo myśli gdzieś tam krążą oderwane. Nie chcę się zatapiać w smutku - bardziej dręczy mnie to, że zniszczyłem sam coś pięknego i po męsku wyznaję wyłącznie swoją winę. Mimo, że dostałem szansę to ją zmarnowałem. To z kolei rozpętało małą apokalipsę w moim życiu i prawem serii zaczęło się komplikować wiele innych spraw. Chcę swe myśli karmić nadzieją, motywacją do pracy nad sobą i zwalczenia demonów, które we mnie siedzą. Ale są też rzeczy nieodwracalne i nienaprawialne choć nie poddam się bez walki.

      Usuń
    4. No to dobrze, ze duch walki nie umarł. Choc czasem dobrze zrobić jest rachunek zyskow i strat, i zastanowic sie czy warto walczyc, mimo ze jak mowisz sam nawaliles. moze tego wazonika nie da sie już posklejać, a jak się da to nie będzie juz taki ładny?

      Mała zostanie? Jakie są rokowania?

      Usuń
    5. To wszystko świeże i w jednym czasie się zdarzyło. Ale na to co osobiste mogę już nie mieć wpływu a to co dotyczy Moiry zależy ode mnie i choć teraz jest wiele przeszkód to... zaprzestałem szukania jej innego domu.

      Usuń
    6. Ha! gratulacje tatku, masz kocią coreczkę :P

      ps. ja mam synki - kocinki i corki-kocorki :) Tak, I am crazy cat lady:) Dostalam nawet taki kubek od swojej szefowej, ktorej kot po 3 tyg pobycie u nas na swięta, nie chciał wracać do domu:D

      Usuń
    7. Dobrze napisałaś "tatku"... choć raczej powinnaś napisać "mamo" :) Nie, to nie to co myślisz, żadna ze mnie Conchita - zobacz na nowy wpis, tam znajdziesz wyjaśnienie :)

      Usuń
    8. hahaha :)
      "padłem ofiarą zachłanności twej" nabrało innego znaczenia po obejrzeniu tego filmiku :D

      Usuń
    9. Pożerasz mnie swym ciaaaaałem! Swym ciałem pożeeeerasz mnieee!!! :)))

      Usuń
  3. Też myślę że to znak. Moira jest piękna i pasuje do Was bo jest czarnulką.
    A tak wogóle to wiesz jak to jest - raz na wozie raz pod wozem - trzeba być dobrej myśli :)
    Dobrze że wróciłeś - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko u mnie o dobre myśli bo mój "wóz" rozkraczył się na tyle, że i na i pod jest tak samo niedobrze. A Moirę chyba sam sobie urzeczywistniłem bo taka kocia myśl kołatała mi się po głowie w noc poprzednią.

      Usuń
  4. Przemku, jesteś WIELKI !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielki to był Aleksander i paru innych. Ja co najwyżej jestem kudłaty i rozczochrany na głowie i w głowie.

      Usuń
    2. Ale kak to Anna napisała, to stanowi "obudowę" ;) dla wielkiego serducha. I to się liczy.

      Usuń
    3. Kapusta też ma "ambitną" liściastą obudowę a w środku jest... głąb :)))

      Usuń
  5. Powodzenia Przemku w szukaniu małej domu. Na pewno Ci się uda i choć ciężko będzie się rozstać będziesz zadowolony, że oddałeś ją w dobre ręce. Trzymam kciuki za szczęśliwy dom dla Moiry.
    Przemku z tego co napisałeś przebija smutne wydarzenie w Twoim prywatnym życiu. Ściskam Cię mocno i mam nadzieję, że wszystko się ułoży dla Ciebie dobrze. Pozdrawiam ciepło a koty przesyłają mruczanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukiwania trwają... ale Moiry. Chodzi drzemać w najróżniejsze zakamarki a jest taka malutka, że wciska się w takie szczeliny, że aż dziw bierze. Nie wszystko da się zabezpieczyć czy przysłonić.
      Co do smutku i tego co się u mnie teraz dzieje to niestety sam na to "zapracowałem"...

      Usuń
  6. Serce masz wielkie, dobre, i pojemne jak przedwojenna wanna - jak śpiewa Hey :) Nie wiem czy malutka zostanie u Ciebie, czy znajdziesz jej domek - ale tak czy inaczej życie ma uratowane. Życzę dobrych decyzji i wytrwałości, pamiętaj, że w życiu nic nie dzieje się bez powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny tekst z tą wanną ale moja jest jakaś dziurawa i wypływają z niej czasem nieczystości. Sam już nie wiem czym bardziej jest napełniona: dobrem czy złem. A co do malutkiej to wszystko wskazuje na to, że zostanie u mnie...

      Usuń
  7. Mojra potrzebowała kogoś takiego jak Ty , a Ty zapewne potrzebowałeś jej ;)
    Jest fantastyczna , taka malutka a potrafi wystraszyć duuuuużego kota ;)
    Przemku smutne to co piszesz ,ale życzę Ci żeby jednak życie osobiste znowu zakwitło. Nie poddawaj się !
    Uściski ...

    OdpowiedzUsuń
  8. I takie właśnie nadałem jej imię utożsamiane z greckimi mojrami odpowiedzialnymi za los i przeznaczenie ale, że często myślę po celtycku to imię to oznacza też spaniałą lub wyjątkową... Wszystko więc co o niej piszesz to prawda: to że jesteśmy przeznaczeni i to, że jest fantastyczna. Możecie też na nią mówić po polsku... Marysia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chce sie czepiać szczegółów ale nie MaRysia, tylko MaPrzemka :) ale i tak Moira lepsza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MaRysia, MaPrzemka i jeszcze z tego wyjdzie Marzenka :)

      Usuń
  10. mala jest slodka, fajnie ze duzi jak tam milo przyjeli:)
    to nie przypadek ze do ciebie trafila :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wskazuje, że to nie przypadek... przypadkiem był Tadek czyli Morfeusz przyniesiony do domu zamiast 6kg proszku do prania :)))

      Usuń
  11. Generalnie, jak nadałeś imię, to już przepadłeś. Kiedy u mnie Witek zaczął być Witkiem to już wiedziałam, że zostanie. Poza tym nikt go nie chciał, a ja uważam że posiadanie kota to zaszczyt, przywilej, więc nie miałam zamiaru nikomu wciskać kota na siłę. Masz pewność, że malutka trafiła w najlepsze ręce, jakie mogła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, dokładnie. Żadnego wciskania komuś na siłę żeby znowu nie wylądowało na ulicy.

      Usuń
    2. U mnie znajomi przygadywali "a chętnie wziąłbym kotka". Jak była potrzeba dać kotu dom to słyszałam "a wiesz, nie teraz, może kiedyś"..."a ja chyba nie mam odpowiednich warunków" itp.... Więc stwierdziłam, ze wciskać nie będę, bo tak jak piszesz, wcześniej czy później znowu wylądowałby na ulicy.

      Usuń
    3. Tak, a nagle wszyscy tacy okazują się niespodziewanie alergikami na kocią sierść.

      Usuń
  12. Bardzo się ucieszyłam czytając ten wpis :) piękna mała wojowniczka :) wierzę, że to początek dobrych zdarzeń. Trzymam kciuki / MM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała wojowniczka a nawet ninja bo znika co chwilę albo wtapia się w tło, np. mojego czarnego buta. Muszę nauczyć się chodzić po domu od nowa żeby jej nie rozdeptać.

      Usuń
  13. Skoro to Moira, niech będzie tą, która przędzie nić, nie tą która ją przecina. I niech przędzie równo, bez niemożliwych do rozplątania węzłów, długą i piękną.
    Współczuję Ci, mimo że, jak piszesz, sam jesteś sobie winien(?). Oby się sprawy wyrównały przy możliwie najmniejszych stratach dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojry mogą prząść nici jak chcą ale my sami w swojej ludzkiej niedoskonałości i tak je poplączemy bezmyślnie. Ale wierzę, że moja Moira tka nam właśnie piękną nić... psssst... czy ja napisałem "moja" ;)

      Usuń
  14. ...kot Ci szczęście przynieść może...tak się śpiewało i może się sprawdzi?:)))
    Życie to wielka niewiadoma,ale tu znajomość równań nie pomoże...
    Wszystkiego lepszego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Orka! Dziś odrobaczenia trzecia dawka a za 2 tygodnie umówiłem się na szczepienie... i co ja tu wszystkich gadam, że szukam jej innego domu... ;)

      Usuń
  15. Moira - jedna z bogin przeznaczenia...
    Jest naprawde urocza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nić mego żywota teraz przędzie. ZOSTAJE U NAS!!! :))))

      Usuń
  16. Ja Cie kręce ale wieści, coś mnie tkło ;) żeby tu dziś zajrzeć chociaż odgrażałeś się zawieszeniem czasowym. Ta Mała to na bank Kapitan Morgan wszystkie wcześniejsze znaki o tym świadczyły :) A to że w takim trudnym czasie i perturbacjach osobistych to też ma swój sens ! Życie to spotkania i rozstania,czasem powroty. Musisz to wszystko przetrawić,przeżyć,prze żałować a ta Mała Iskierka ogrzeje twe serce i rozświetli drogę, tego jestem zupełnie pewna !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Mam nadzieję że poczytałeś o mojej szalonej decyzji odnośnie nowych lokatorów,a więc witam w klubie ;) życie moje też dłuższy czas w rozkroku ale damy radę,sami sobie sterem,żeglarzem,okrętęm :) a kapitanami KOty i wyznaczją kurs ;)

      Usuń
    2. Zawieszenie bloga planowałem na długi czas ale malutka Moira postawiła mój świat do góry nogami więc i plany (nie tylko dotyczące bloga) się zmieniły. Nie chcę dorabiać jakiejś wydumanej ideologii ale Jej pojawienie się w moim życiu (i to w takim czasie) uważam za Znak (cokolwiek miałby oznaczać).

      Czytałem o Twym podwójnym dokoceniu tego spokrewnionego (nie)rodzeństwa. Oboje jesteśmy na etapie małej domowej rewolucji i weterynaryjnych zabiegów. Trzymam kciuki bo sam dobrze wiem jakie to jest wyrzeczenie. PS Wiem, że nie chciałaś publikować zdjęć "obcego" bo pewnie są trochę obrzydliwe ale prześlij mi proszę na maila. Nie, nie jest to moja kolejna fiksacja. Dobrze wiesz, że dokładnie zgłębiam kocie tematy - nie tylko te przyjemne. Pozdrowienia od moich... M&M.... hmmm... M3 :)

      Usuń
  17. Ok,postaram się jeszcze dziś wysłać Ci mailowo zdjęcia robala. Doktor stwierdził że to glista bo ja po długości myślałam że tasiemiec,ale ma obły kształt a podobno te glisty też bywają długie.

    OdpowiedzUsuń