piątek, 18 października 2013

Remanent: Bracia patrzcie jeno...

Remanentu jesiennego ciąg dalszy. Dziś kilka zdjęć moich kocurów "zusammen do kupy" czyli wspólne zdjęcia Mefisto i Morfeusza.

Jak wiecie, lubimy z Lui Lu grać w gry planszowe i karcianki. Oczywiście nasze kocury koniecznie muszą nam przy tym kibicować:


Naszą ulubioną grą jest "Dominion. Rozdarte królestwo" (patrz tutaj>>>), w którą namiętnie łupiemy we dwójkę ale też w większej grupie - najczęściej z moim bratem i jego kobiałką, gdy tylko nas odwiedzają w Przemyślu.


Moje M&M'sy aktywnie uczestniczą w tych rozgrywkach... swoimi łapkami i noskami wprowadzając wiele elementów losowości i chaosu przez co gra staje się bardziej nieprzewidywalna i co za tym idzie ciekawsza :)



Jako, że większość gier wymaga więcej niż dwóch uczestników to staram się wynajdywać "gry na parę" tak by móc spędzić nad karcianką lub planszówką jakiś wieczór tylko z Lui bez całej tej otoczki typu "goście w dom - flaszka pusta". Ostatnio więc zagrywamy się w "Zombiaki"... Lui Lu jeszcze nie udało się ze mną wygrać (bez względu na to czy gram zombiakami czy ludźmi) ale nie dlatego, że jestem tak wytrawnym graczem... jak widać na poniższym zdjęciu w moim narożniku miałem potężne wsparcie w postaci Mefisto i Morfeusza:


Przy okazji, zaprezentuję Wam jedną z kart z gry "Zombiaki". Karta dla kociolubnych, czyli "wlazł kotek na grobek"...



Przyjaźń niejedno ma imię. Czasem po mieszkaniu fruwa futerko jednego lub drugiego, gdy ich zabawa przeradza się w bójkę. Nie są to jakieś drastyczne sceny, bo nie ma w tym agresji - ot chłopięce figle i przepychanki. 

Na co dzień kochają się jak bracia i wszędzie tam gdzie Mefisto - musi pojawić się również Morfeuszek:



Są jednak miejsca i zabawy w naszej tawernie zarezerwowane tylko dla Mefisto - jak np. wspinaczki wysokokaloryferowe...


...ale nie mogłoby być inaczej, gdyby Morfeusz nie asekurował przy tym swego starszego brata...



...a jak robić demolkę to również razem. Kartonowy domek, którym chwaliliśmy się jeszcze w ostatnim wpisie został unicestwiony na dobre przez moich łobuziaków...




Po wspólnych harcach, czas na posiłek - a jakże, również wspólny. Każdemu po równo, dla każdego wystarczy. Bez zazdrości, podkradania jedzenia czy odganiania od miski...


...oraz na spanko... Takie właśnie obrazki dwóch wtulonych w siebie M&M'sów lubię najbardziej. 








13 komentarzy:

  1. Świetne podsumowanie :) Widzę koty są wszędobylskie, nawet na i w grzejniku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Są też miejsca gdzie pchają swe łebki ale, które nie nadają się do opisania a zwłaszcza do sfotografowania, jak sraczyk podczas porannego ten tego :)

      Usuń
  2. :)) Jestem już zbyt zmęczona na mądrzejszy komentarz, ale śmiał mi sie pysio do tych zdjęć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrej głowie - dość po słowie :)))) Dobranoc Aneczko :)

      Usuń
  3. Jakie fajne zdjęcia! Masz ich takie ilości, że... może byś pomyślał o jakimś kotmiksie? Już tak dawno żadnego nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że się z moimi kotmiksami zapuściłem - to już kilka miesięcy od ostatniej publikacji. Zrobienie jednego kotmiksa zajmuje mi dużo czasu, którego od dłuższego czasu nie mam. Zapisuję pomysły, które mi przychodzą do głowy i wykorzystam je jak tylko zbiorę siły.

      Usuń
  4. Fantastycznie się dobrali :-) Sama radość patrzeć jak się razem bratają i pomagają Wam w grze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie się uzupełniają i mogę śmiało powiedzieć, że decyzja o przygarnięciu drugiego kota, choć trudna, to najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić dla Mefisto.

      Usuń
  5. to dopiero malownicza zgraja :))
    ale kota przyściennego typu wałek widzę pierwszy raz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wałek" to ostatnio ulubiona pozycja Mefisto :) czasem tak się wbije między ścianę a poduchy, że wystaje tylko ogonek albo kawałek łapinki :)

      Usuń
  6. Oooooooooooooooo widzę ze brzusiole im urosły hehehe
    Zupełnie jak moim ...
    Dobrze im razem ... łobuziaki :-)))
    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to prawda. To i tak na zdjęciach tego aż tak nie widać, ale pasibrzuchy się z nich zrobiły jak beczułki :)

      Usuń