piątek, 10 sierpnia 2012

Bliskie spotkania...

Jak wiecie, codziennie z Mefisto urządzamy sobie dalsze lub bliższe spacery. Często podczas tych naszych przechadzek spotykamy inne zwierzaki. Pomijając te, na które można zapolować lub za nimi poganiać, jak latające motylki, pełzające jaszczurki, kopiące swe kopce krety czy przemykające chyłkiem kuny, najczęściej spotykamy przedstawicieli jego własnego kociego gatunku oraz te śliniące się i śmierdzące kuporoby i kupolizy. Dzięki tym spotkaniom, wychowywany samotnie Mefisto, stał się zdecydowanie mniej płochliwy i zarazem bardzo ciekawy spotykanych zwierząt.

Takie spotkania są dla mnie świetną obserwacją jak zachowują się zwierzęta w kontaktach między sobą, jak zawiązują przyjaźnie, wymieniają informacje, komunikują się, ale też jak reagują w sytuacji zagrożenia, jakie sygnały wtedy wysyłają, co można się dowiedzieć poprzez ich mowę ciała, itp. O społecznych zachowaniach kotów pisałem już przy okazji kocich bójek (tutaj>>>). To był opis teoretyczny, dziś moje praktyczne obserwacje ubarwione kilkoma zdjęciami. Choć tych kocich spotkań jest wiele, to nie zawsze udaje mi się zrobić zdjęcie - nie jest to łatwe trzymając kota na smyczy, wyciągać i ustawić aparat, zrobić dobre zdjęcie, przy okazji zachowując czujność i dbać o bezpieczeństwo swego pupila, przy np. gorących akcjach między zwierzętami. Prezentuję więc to co udało mi się sfotografować.




Psy. Mefisto traktuje je z właściwą prawdziwemu kocurowi pogardą, pełen godności spokojnie obserwuje te merdające ogonem dziwadła, czasem dla podkreślenia swej męskości nastroszy się, powarczy lub obfuka zbyt napastliwego delikwenta, który z wywieszonym jęzorem próbuje zaprzyjaźnić się naruszając przy tym bezpieczną strefę intymności (mam tak samo, gdy ktoś narusza mą przestrzeń powietrzną mam ochotę pizgnąć z dyńki), czasem w takich sytuacjach w ruch idą pazurki i psiak obrywa po nosie, po czym zdziwiony jojcząc chowa się za właściciela.

Mefisto z irokezem. Mową ciała pokazuje, że w razie czego stawi opór przeciwnikowi: grzbiet wygięty, ogon nastroszony, futro zjeżone (aby pokazać, że jest większy niż w rzeczywistości), ciało ustawione bokiem do przeciwnika...



Dowód na to jak bardzo rozwinięte są kocie zmysły. Widzicie gdzieś na tym zdjęciu psa, albo innego agresora? Ja też nie. Jednak węch i słuch kota nie myli się - już za chwilę zza jakiegoś zakrętu wyłoni się potencjalny wróg...


... czasem alarm jest przesadzony, a przyczłapuje takie śmieszne coś... 



...ale czujność rewolucyjną należy zachować... bo zamiast takiej pociesznej froterki możemy natrafić na myśliwskiego psa...


Gdy jednak jest możliwość konfrontacji z naprawdę dużym i agresywnym psem... nie ma co zgrywać chojraka... zdrowy rozsądek podpowiada, by dokonać taktycznego odwrotu na z góry upatrzone pozycje (nie nazwiemy tego przecież haniebną ucieczką, prawda?) - w tym przypadku wdrapać się na słup... 






Inne koty. Podejrzewałem, że zgodnie z zasadą terytorialności, ciekawski Mefisto wchodząc np. na teren królestwa innego kocura rozpęta tym samym bójkę. Tymczasem z okolicznymi kocurami dogaduje się świetnie, po wstępnym rytuale mającym na celu pokazanie, który z nich jest większym macho, dosyć szybko się zaprzyjaźniają. Poobwąchują się, poocierają pyszczkami, przycupną obok siebie, pomruczą. Bez bójek, bez agresji... Ot, kumpelskie spotkania...


Najlepszym kumplem Mefisto stał się rudy Maciuś. Tutaj widzimy pierwsze spotkanie. Mefisto  nie był przyzwyczajony do takich kontaktów i początkowo stroszył się i stresował. Tym bardziej, że rudasek wszedł na nasze terytorium i wydawał bardzo głośne i śmieszne dźwięki. 



To był dla Mefisto szok. Ale już sobie tak nie pozwala na samowolę. Uwielbia kontakty z innymi kocurami, ale gdy tylko któryś przekroczy granicę naszego podwórka to przegania intruza.  Spotkania tak, ale na neutralnym gruncie, a od naszego terytorium wara!



Teraz niemal codziennie spotykamy się z Maciusiem, odwiedzając jego rewir. Maciuś bardzo śmiesznie miauczy, ciągle gada do Mefisto, a gdy musimy wracać do domu głośno protestuje (potrafi się rozedrzeć żałośnie na całą ulicę). A tzw. "fachowcy" w swych publikacjach twierdzą, że miauczenie jest zarezerwowane tylko w kontaktach między kotem a ludźmi. Bzdura!  Niech oni zajmą się hodowlą patyczaków a nie takie dyrdymały wypisują. 



Maciuś to troszkę taka sierotka, przemieszcza się trochę jak naćpany i ciągle spotykają go jakieś niemiłe przypadki. Na zdjęciu widzicie "awarię" oka. Prawdopodobnie nabił się na bardzo ostry i cienki drut i już więcej na to oczko nie będzie widział, a co więcej konieczne jest raczej usunięcie tej gałki... Biedny Maciuś...




Kocice. Mefisto wykazywał jakąś taką nieśmiałość wobec kocich dam (w sumie w większości to żadne damy tylko zwykłe uliczne lafiryndy, ot co!). Fascynują go bardzo, ale jakoś trudniej przychodził mu bliższy kontakt. Obserwował je z daleka, coś tam żałośnie miauknął, zabierał się do romansu jak pies do jeża. Często znudzona oczekiwaniem na flirt kotka po prostu sobie odchodziła, wtedy Mefisto zrozpaczony zrywał się, biegł za nią jak szalony, płoszył ją tym samym, bo wygląda przy tym jakby chciał ją pożreć.

Potem w domu leży rozmarzony na legowisku, rozpacza, duma o niewykorzystanej szansie. Pierdoła jeden! Ileż to razy ludzie na ulicy słyszeli moje "Mefisto, ty geju! Z kocurami się macasz a do lafiryndy nie zagadasz?".

Ot nieśmiały jest, pierwsze kontakty z płcią przeciwną i dla ludzi są przecież krępujące - jak człowiek sobie przypomni swoje pierwsze "końskie" zaloty to dopiero jest śmiech... Ten niewydarzony Romeo z Sierocińca wyrobi się jeszcze, pewności nabierze, charakteru, w końcu to postawny i piękny amant...


Pierwsza, niespełniona miłość Mefisto. Niestety kilka dni po zrobieniu tego zdjęcia kocica zginęła pod kołami samochodu... To jest mój główny argument, by koty miejskie nie był samodzielnie wypuszczane z domów...



Druga miłość Mefisto. Również niespełniona. Kocica zafascynowana Mefisto, ale bardzo strachliwa, więc i amory tylko przez siatkę...



Nie myślcie, że Mefisto jest jakimś fajtłapą. O nie! W życiu tak jakoś jest, że swoje trzeba odczekać, czasem wycierpieć, gaf kilka zaliczyć, pomyłek i porażek doświadczyć, zanim trafi się na swoją drugą połówkę... Tym bardziej, że gdzieś tam na horyzoncie wreszcie w jego życiu pojawiła się Ona...



... ale o tym następnym razem...



18 komentarzy:

  1. Cudowny artykuł - masz talent - ja bym tak fajnie napisać nie umiała - no i zdjęcia fantastyczne - szkoda mi rudaska - fajny jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Rudasek to taki szwendający się kot, ale ma panią, która na noc zagania go do domu. Straszliwie go pasie, ale nie kocim żarciem tylko resztkami z obiadu. Maciuś ma około pół roku, a już jest większy od Mefisto. Na zdjęciach tego nie widać, ale brzuch to już ciągnie po ziemi.

      Usuń
  2. No daj spokój jak można opisać psy, koty, kolegów i skończyć w takim momencie! Przecież Ty jakiś sadysta jesteś!!! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, czyli budowanie napięcia fachowo przeprowadzone :)

      Usuń
  3. Fajnie opowiadasz o życiu Mefisto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O moim ukochanym podopiecznym inaczej nie potrafię :)

      Usuń
  4. swietnie napisane, a Mefisto to swietny gosc, co ja bym dala zeby moj paskud byl troche bardziej pozytywny w kontaktach z innymi kotami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, całe piękno tkwi w różnorodności kocich charakterów :)

      Usuń
  5. Bardzo barwnie opowiedziana historia :)
    Ma psie ciągotki jak nasz Karmelito ;)
    Mnie jednak strasznie żal rudego kolegi :((
    Może on chce do Was dołączyć ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lui mówi, że on w ogóle jak piesek się zachowuje, idzie grzeczniutko i równiutko na smyczy, a po mieszkaniu wszędzie za mną łazi.

      Myśleliśmy o rudym Maciusiu, ale on ma właścicielkę. Nie wiem też, czy jako kot samodzielnie wychodzący byłby u nas szczęśliwy. Szkoda go, bo ciągle jakiś poobijany, widzę jak przemyka przez ruchliwą ulicę, aż strach czy go coś w końcu nie potrąci.

      Usuń
    2. Szkoda kota , tak jak u mojej mamy tej puchatej kici :( Niby ma właścicieli a w ogóle o nią nie dbają ...-/

      Usuń
    3. Ciężko z takimi ludźmi się rozmawia czy przekonuje. Uważają, że wszystko jest w porządku. To nie jest miłość do zwierząt, ale oni oczywiście uważają inaczej.

      Usuń
    4. Mama też próbowała rozmawiać i potem żałowała że się odezwała .
      Ale przynajmniej próbowała ...
      Teraz jakby znalazł się chętny na tą kicię ,to nikt z nimi nie będzie rozmawiał ;) Załatwimy to zaocznie :))

      Usuń
    5. Piszesz o tej ślicznej ale zaniedbanej kici? http://kotyszki.blogspot.com/2012/08/ruda-nie-nasza.html
      Czyżby zapowiedź kidnapingu, czy raczej catnapingu :)

      Usuń
    6. Tak ,ale potencjalny domek jeszcze się łamie ...-/

      Usuń
  6. Ten to ma klawe życie! Imprezy z chlopakami, panienki, podróże! Normalnie Wersal! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo urozmaicone ma to życie. Na pewno nie nudzi mu się z nami. Może i byłby najszczęśliwszym kotem na świecie, ale sama wiesz jak to jest z rozpieszczonymi kotami :)

      Usuń