wtorek, 21 sierpnia 2012

Jak do kota sobie trajkotam...


Najważniejsze zasady jakie przyjąłem adoptując Mefisto to otoczenie go opieką poprzez zapewnienie maksimum bezpieczeństwa, cierpła i miłości, zadbanie o nie tylko podstawowe potrzeby bytowe (jak żywienie, spanie, czy toaleta) ale też tych związanych z jego rozwojem psychicznym i fizycznym (stymulowanie rozwoju np. poprzez ruch i zabawę). Te ostatnie są bardzo ważnym elementem naszych codziennych relacji. Nic tak jednak nie łączy, jak prawdziwa, męska i szczera rozmowa...

Hej! Pogadaj ze mną...

Koty postrzegane są jako leniwe łakomczuchy, przesypiające większość dnia. Nie mogę się z tym zgodzić. Choć rzeczywiście większość domowych kotów pasuje do tego stereotypu, to uważam, że jest to wyłącznie wina ich opiekunów, którzy nie poświęcają swoim pupilom wystarczająco dużo czasu i uwagi. Okazjonalne "głaski" czy rzucenie piłeczki, aby kotek się pobawił, czy kilkuminutowa zabawa miotełką, sznurkiem czy inną zabawką, jest zwyczajnym wygodnictwem opiekunów. Sami tworzą takie stereotypy czy też wmawiają sobie i innym, że kotu poza miską, legowiskiem i czystą kuwetą nie potrzeba wiele do szczęścia. Nic dziwnego więc, że większość domowych kotów tak właśnie spędza życie.

Rozleniwione przez brak podniet, ospale przyjmują tak stworzony im (dla świętego spokoju opiekuna) świat, żyjąc w nim według ubogiego schematu obejmującego jedzenie, spanie, toaletę i niewielkie zainteresowanie ludzkiego personelu. O zgrozo, takie podejście lansowane jest przez większość poradników, czy to w formie książkowej czy internetowej. Można wyczytać tam, że kot nie ma zbyt wiele potrzeb i wystarczy pobawić się z nim kilkanaście minut dziennie, bo przecież i tak uwielbia przede wszystkim spać! (Tu przejawia się typowa ludzka schizofrenia, ponieważ równocześnie istnieje cały przemysł zabawkowy łącznie z multimedialnymi bajerami dla zwierząt). Przypomina mi to trochę inną patologię, zwaną bezstresowym wychowaniem dzieci. Sprowadza się ona przeważnie do tego, że rodzice pozostawiają dzieci samym sobie  - nie zmuszajmy je do niczego, niech robią co chcą, kupmy im wszystko co chcą, zostawmy je w spokoju żeby się dzieciaczki nie stresowały.

Nie bez powodu pokusiłem się tu o analogię koty-dzieci. Czym się różni życie kota prowadzone w monotonny rytm legowisko/miska/kuweta/"kici sryci, głaski głaski"/zabaweczka a "bezstresowym" trybem życia dzieciaka - łóżko, jadalnia, latryna, komputer, telewizja? Oba są tak samo bezbarwne i bezsensownie nijakie. Minimalne zainteresowanie ze strony opiekunów, brak stymulowania poprzez wspólne spędzanie czasu, zabawę, naukę czy zwykłą rozmowę w jednym i drugim przypadku ma to samo oblicze. Kot staje się spasionym i leniwym Garfieldem a z dzieciaków wyrastają chodzące warzywa, które nie mają żadnych zainteresowań, wiedzy czy ambicji, bo któż miał im pokazać, że świat to coś więcej niż telewizja czy komputer.W jednym i drugim przypadku to właśnie opiekunowie są leniwi, beztroscy i wygodni i na takich samych kreują swych podopiecznych.

Koty są świetnymi obserwatorami, patrzą trochę na nas oczami kilkuletniego dziecka. Potrafią nas na swój sposób naśladować, bardzo szybko się uczą i ciągle z nami rozmawiają. Nie wszyscy potrafimy to jednak dostrzec. Tak jak dziecko gaworzy, bo chce nam coś powiedzieć, ale jeszcze nie potrafi, tak kot "nawija" do nas ciągle poprzez mowę ciała, mruczenie i miauczenie. Kot wysyła do nas ciągle sygnały, które możemy odczytać wtedy, gdy poświęcimy mu dużo uwagi i naprawdę będziemy chcieli poznać kocią mowę. Repertuar dźwięków wydawanych przez Mefisto jest bardzo bogaty. Staram się je właściwie odczytywać poprzez ciągłą obserwację, przebywanie i zabawę ze swoim kocurkiem. To działa w obydwie strony: ja obserwuję swego kota i uczę się jego mowy, a on słucha tego co mu cierpliwie mówię czy pokazuję.

Choć przyjaciele rozumieją się bez słów...

Znajomi, przeważnie początkowo myślą, że jajca sobie robię, gdy mówię o dogadywaniu się ze swoim kotem. Przekonali się jednak, że każde miauknięcie Mefisto o czymś mnie informuje. "Jestem głodny", "chcę na spacer", "pobaw się ze mną" - te wydają się oczywiste, ale są też bardziej zaawansowane prośby w stylu "chcę pobawić się tą konkretną zabawką", "chodźmy do przedpokoju na wycieraczkę", "wyciągnij mi spod wanny piłeczkę", "chcę się położyć na twoim łóżku, ale musisz rozścielić mi kocyk", "zrób mi tunel z kołderki" czy "wyczyść mi kuwetę, teraz!". I tak własnie obserwujemy się, słuchamy i gadamy do siebie nawzajem. Owocuje to tym, że Mefisto czuje tą naszą więź i możliwość a przede wszystkim chęć porozumienia, tak więc sam też odczytuje moje gesty czy słowa. Gdy przygotowuję mu jedzenie nie skacze już i nie drze jak opętany, wystarczy powiedzieć "kroję ci mięsko, zaraz dostaniesz" - więc grzecznie czeka, nie wyrywa się do drzwi, gdy już ma założoną smycz, bo mówię mu "sprawdzimy pod szyjką czy nie za ciasno", na spacerze nie pakuje się w psie kupy czy szkło, bo mówię "nie idź tam, to gówno", a gdy zrobię siku lub kupala to przybiega jak zawołam "Mefisto, twój serial", bo uwielbia oglądać jak wiruje woda w kiblu przy spłukiwaniu :)

...to uwielbiam kota, gdy do mnie trajkota...

Wiem, że trudno wymagać, aby kot osiągnął człowieczy poziom pojmowania, wyobraźni, czy komunikacji. Dla niego jestem po części drugim, tyle, że większym kotem. Oczywiście, starając się dogadać z Mefisto, nie będę chodził na czworaka i miauczał. Nie wykonuję też serii powtórzeń komend, aby kot zrozumiał co mówię. Wiem, że w tym całym abstrakcyjnym dla kota potoku słów, Mefisto wyłowi sam dane słowo czy wyrażenie, skoro powtarza się samo przy danej czynności za każdym razem.

Chciałbym tu zaznaczyć, że nie chodzi mi o tresurę. Takie pojęcie jest mi obce. Nie ma tu systemu kar i nagród jak w przypadku psów. Nie zmuszam kota do niczego na co nie ma ochoty, nie wymuszam na nim wykonanie jakiejś czynności wbrew jego woli. Kot w przeciwieństwie do psa nie robi czegoś dla korzyści w postaci nagrody (np. przysmak) bądź w obawie przed karą.  Zmuszanie do zrobienia czegoś zwierzęcia, pod pięknie ujętym pretekstem "trening", jest dla mnie chore. Jeśli nie chce bawić się jakąś nową zabawką, to trudno. To że była droga i będzie bezużyteczna nie złości mnie. Czemu mam na siłę trenować swego przyjaciela? Wydałem niepotrzebnie pieniądze kupując jakiś gadżet, ale na własne wszakże życzenie, kot mnie przecież to tego nie zmuszał. Wielu opiekunów jakoś dziwnie pojmuje miłość do swych zwierzaków, myśląc tak naprawdę tylko o sobie. To czysty ludzki egoizm, bo motywowany jedynie tym, żeby zrobić sweet focie super "szczęśliwego" kotka, albo pochwalić się przed znajomymi jakąś jego sztuczką. To my, ułomni ludzie, chcemy żeby wszystko było piękne, łatwe i przyjemne, choćby to miało być tylko na pokaz.

A ja mówię: "Nic na siłę!". Tak brzmi moja żelazna zasada w relacjach z Mefisto.

Oczywiście, czasem taki słodki obraz perfekcyjnego świata, zostaje zaburzony.  Zarówno ja, jak i Mefisto mamy swoje lepsze i gorsze dni. Czasem chodzę naburmuszony lub planuję masakrę piłą łańcuchową, czasem Mefisto fuknie lub ugryzie naszego weterynarza (choć go lubi), albo na spacerze zły i obrażony cały czas szuka nie wiadomo czego. Czasem, gdy Mefisto kaprysi drwię, że to Jaśnie Hrabia z Sierocińca, czasem gdy ja błędnie odczytam jego intencje miauczy i robi minę w stylu "Homo sapiens a tępy jak scyzoryk z muchomorkiem. Tysiące lat ewolucji w pizdu"... Nie ma idealnego świata - perfect world nie istnieje. Trzeba się z tym pogodzić i nie wyżywać się na najbliższych. Frustracja przeminie być może już z następnym dniem, a jak nie to trzeba dociec jej źródeł i wyeliminować - choć w przypadku: teściowa, nerwy i siekiera to nie dobra kombinacja, wtedy lepiej więc po prostu przeczekać zły czas.

Jako, że Mefisto został przygarnięty ze schroniska z potężnym bagażem choróbsk i dolegliwości, po których powikłania co rusz się odzywają, zmuszony jestem aplikować mu często różne niemiłe rzeczy: tabletki, zastrzyki, inhalator. Trudno wymagać, by był z tego powodu szczęśliwy. To przykład jednej z sytuacji, gdy jestem zmuszony zrobić mu coś niesympatycznego wbrew jego woli. Od jakiegoś czasu Mefisto przyjmuje te "katusze" bez większego sprzeciwu, choć czasem ma ogromny żal i czuje się oszukany, gdy przekonuję go, że to tylko chwilka, że nie będzie bolało - niektóre zastrzyki (szczególnie zawiesiny) są bolesne bez względu na to jak profesjonalnie zostaną podane. Tych sytuacji jednak nie możemy uniknąć - gdy chodzi o jego życie i zdrowie, piękne zasady lądują w koszu.

Poza tym myślę, że dogadujemy się świetnie - na tyle, na ile pozwala mi moja ludzka ułomność. Jak powiadają "Nowe Ateny" z 1746 r. "smoka ubić trudno, lecz starać się trzeba", tak więc staramy się, poznajemy i uczymy siebie nawzajem codziennie...


O czym marzysz mój Przyjacielu...


... jeśli nie zgadnę... to możesz mnie ugryźć :)

Dziękujemy, że jesteś Mefisto - Twój trajkoczący personel :)


36 komentarzy:

  1. Tytuł extra :-)))
    A zdjęcia jakie , nie no nie jakie cudne ...
    Mefisto wcale nie wygląda jak Mefisto tylko rozkoszny kociak :-)
    O personelu się nie wypowiem,
    bo nie wiem kogo chwalić, żeby nie podpaść :-)))
    Co do rozważań na temat relacji z kotem,
    to masz rację z jednym ,
    że go nie uczłowieczasz,
    co zdarza się często.
    Ciekawe masz podejście , bardzo ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, te zdjęcia miały się znaleźć w zupełnie innym przyszłym poście, ale jakoś przypasowały mi tutaj. Jak widać Mefisto skrywa nie jedną tajemnicę i nie jedną duszę :) Czyż Mefistofeles nie przedstawiał się Faustowi właśnie w taki przewrotny sposób, wskazując na dwoistość natury i zależność dobra i zła?

      ...Więc kimże w końcu jesteś?
      – Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.

      Usuń
  2. Jak zwykle świetny tekst. Ale muszę przyznać, że zrobiło mi się trochę łyso. Bo nie poświęcam kotom tyle czasu ile bym chciała do tego w sumie nie bawimy się za dużo. Bo one zazwyczaj jak już jesteśmy to się pakują na mizianki. Więc u nas to takie właśnie głaski, micha, spanie. Oczywiście gadamy też kotami czasem jak kompletnie pokręceni :-)
    Pocieszam się tylko tym, że chyba trochę inaczej jest w przypadku kocich jedynaków niż stada. Gdy kot jest sam ludzie są jego jedynym towarzystwem i oparciem. W stadzie wiele się dzieje pomiędzy kotami. Dzięki temu mam nadzieję, łatwiej im znieść nasz brak czasu czy sił.
    Podziwiam uwagę z jaką patrzysz na świat i swojego kociego towarzysza. Cieszę się, że prowadzisz tego bloga i mogę czytać Twoje teksty i oczywiście oglądać Mefisto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiło Ci się łyso i bardzo dobrze, czyż dla kotów my mierne istoty dwunożne nie jesteśmy dużymi łysymi dziwolągami? :)))) No, może ja ze swym owłosieniem tu i ówdzie, aż tak nie szokuję Mefisto :)

      Z jedynakami masz rację. Z pewnością jak jest większa kocia gromadka to i jest im raźniej pod naszą nieobecność, czy gdy nie możemy poświęcić tyle uwagi ile by chciały. Zresztą wtedy koty wzajemnie się pobudzają czy to do zabawy czy nauki poprzez zabawę. Myślę, że zdecydowanie lepiej też się rozwijają nazwijmy to intelektualnie, choćby poprzez możliwość ujawnienia całej gamy kocich zachowań społecznych, od radosnej gonitwy po walkę o miejsce, miskę czy wyimaginowaną zdobycz.

      Usuń
  3. Jeden z najmądrzejszych tekstów jakie czytałem na temat naszych futrzaków. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moim pisaniem czegokolwiek jest tak, że jak już zacznę to nie kontroluję tego. Słowa sobie płyną, wypluwam je niemal i nie dopieszczam nigdy tekstów, nie poprawiam, nie dumam czy można coś lepiej. Zostawiam tak jak jest a jeśli na końcu uznaję, że to jednak kicha to nie wracam, by przerobić tylko brutalnie wyrzucam, kasuję, niszczę. Często nawet wielgachne epistoły wyrzucałem, ale napisać musiałem, jak wspomniałem wypluć co mi w głowie kołatało i nieważne, że potem kosz :)

      Z tym akurat postem dziwna sprawa, bo jak czytam Wasze komentarze to zyskał uznanie... a kończąc go, chciałem go usunąć "aaa dupa tam, to nie tak, nie o tym miało być". Tak mam i już :)

      PS Tak w ogóle to witaj w naszej Tawernie. Jesteś chyba pierwszym facetem, który zostawił tu komentarz. Taka jest ta kocia blogosfera, sam babiniec Panie. Matki, żony, kochanki, gdzie blogerek sześć tam cycków dwanaście :)))

      Zaglądaj tu jeszcze. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dziękuję za zaproszenie :). Trafiłem tu dzięki Ance Wrocławiance i od tego czasu jestem stałym (cichym) czytaczem. Masz fantastyczną "lekką" klawiaturę i niczego nie zmieniaj w swoim pisaniu. Również pozdrawiam i czekam na następne wpisy. A Mefisto jest świetny.

      Usuń
    3. Cichy czytacz kojarzy mi się z cichaczem :) Nie bądź cichaczem, wal z grubej rury, komentuj głośno, dodaj akustyki (nie tam jakieś "pffff" lecz donośne "prrrrr"), bo cichacz to i smrodliwy wielce i radochy jakoś z niego mniej (chyba, że zrobisz minę to nie ja i ganiący wzrok skierujesz na osobę obok :)

      Aaaa, to widzę, że Anka robi za moje impresario :) Podziękować Jej jakoś muszę, bo trochę osób przez to tu tak własnie trafiło.

      Usuń
  4. Mnie też bywa łyso, jak czytam Twoje świetne teksty, bo odzywa się moje sumienie obciążone najbardziej tym, że zatuczyłam ten mój zwierzyniec na amen i teraz walczę, ale łatwo nie jest, a szczerze mówiąc to zero sukcesu, a dni mijają...
    Moje koty są dwa, więc czasem się bawią, co polega na tym, że Kayron tłucze Amisię, aż lecą kłaki, ale poza tym to ruchu za dużo nie mają. Wszelkie próby zabawy polegają na tym, że ja latam ze sznurkiem wokół kota, a on łaskawie wysuwa łapę i łapie go, jak ten znajdzie się blisko niego. Poza tym 3 razy dziennie spacer z psem wyczerpuje moje chęci do zabawy:(
    Twoje teksty zasługują na rozpowszechnienie!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze dodać, że uważam, że świetnie się z moimi futrzakami rozumiemy. One mają już po kilka lat i wiele się od siebie nauczyliśmy, tu nic sobie nie zarzucam, rozumiem w lot, co chcą, tym bardziej, że jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o.... żarcie!:)

      Usuń
    2. Tucznie zwierząt jest złe! Wstydź się! Moim paluchem wskazuję: to ona, to ona, to ona, nic Ci już nie pomoże doczepianie wąsów na zdjęciach, ot co! :)

      Ruchliwość zaś, energiczność czy ciągoty do psot to oprócz tego co napisałem, czyli wychowania, pobudzania przez opiekuna czy kociego towarzysza, również kwestia temperamentu a nawet genetyki.

      Może się mylę, ale Twoje piękne futrzaki nie należą raczej do rasy "jak się bawić to się bawić, drzwi wywalić, okna wstawić". Ujmę to inaczej. Hmm... może tak jak by opisał Twój Kayron: "Nie jestem by odstawiać małpie figle, jestem tu, by mnie podziwiać" :)))

      Usuń
  5. Pięknie opowiadasz :)... Podzielam w 100% wszystko o czym mówisz. Wydaje mi się też, że sporym plusem dla kota jest mieszkanie z drugim kotem. Jednak człowiek mimo najszczerszych chęci i wielkich starań, pozostanie człowiekiem, a koty znają swój wzajemny magiczny język. Mały często szepcze do Urwisa :)... Nie potrafię tego zrozumieć, ale wiem, że tak jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Choćbym bardzo się starał to nie zastąpię kociego kompana dla Mefisto, tak jak dmuchana tajwańska lala nie zastąpi mi Lui :))))

      A kocie rozmowy mam okazję poobserwować podczas spacerów, gdy Mefisto spotyka innych przedstawicieli swego plemienia. Ileż to magicznych gestów, ruchów, rytuałów. Fascynujące!!!

      Usuń
  6. Mefisto jest szczęściarzem, że trafił do Was ... Ludzie często mają zwierzęta dla rozrywki, a u Was widać miłość i zrozumienie .... nawet porozumienie :-)))

    Jak tam okno, udało się osiatkować ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, często zastanawiam się, czy rzeczywiście jest szczęśliwy. Na pewno jest mu lepiej u nas niż w schronisku, w którym by już pewnie nie żył. Ale jakoś tak mi po głowie ciągle chodzi, co to znaczy kocie szczęście? wolność? Nie wiem, nie rozgryzę tego.

      Siatka w planie dopiero na wiosnę, może uda mi się naszkrobać jakieś pesos, by w ogóle okna wymienić, bo kiedyś przy większej burzy będzie łomot. Ale pamiętam o tym i jeszcze raz dziękuję za namiary.

      PS Znów Twój komentarz trafił do spamu zamiast wyświetlić się tutaj. Inne blogerki też pisały, że Twoje komentarze trafiają najpierw do spamu. Nie wiem czy masz jakiegoś wirusa czy dziwne ustawienia przeglądarki lub konta.

      Usuń
  7. Świetnie i mądrze napisane! Zgadzam się z Twoim tekstem w stu procentach. W moich relacjach z Tymkiem zawsze staram się pamiętać i rozumieć, że ja jestem człowiekiem, a on kotem. I każde z nas jest wolnym i niezależnym bytem (tak jak to jest tylko możliwe)... No ale niestety grzeszę często wobec mojego kota lenistwem... Za mało ma mojej uwagi... A jest jedynakiem, więc potrzebuje jej dużo... Postaram się nad tym popracować. Dziękuję za ten mądry wpis :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te relacje nie mogą zostać zaburzone. Kot to kot, człowiek to człowiek. Każdy powinien znać swoje miejsce.

      Staram się na ile możliwe zgłębić postrzeganie świata przez Mefisto w jednym wszakże celu, aby nasze relacje były jak najlepsze a kociak, (dla którego jakby nie było ja i mój dom jestem całym światem) przeżył najszczęśliwiej jak to tylko możliwe pisane mu lata.

      Ale nie można ślepo przypisywać ludzkich cech czy modeli zachowań zwierzętom, bo zgubimy istotę tego wszystkiego.

      Mamy z bratem straszny ubaw, bo każdy kto widzi jego gekona Makulę twierdzi, że jakiż to musi być szczęśliwy stwór, bo się ciągle uśmiecha. Trudno ludziom zrozumieć, że gekonom obce jest uśmiechanie się, czy w ogóle mimika, a on ma po prostu taki ryj, że wygląda jakby cały czas palił zioło :)

      Usuń
  8. Świetny tekst i zgadzam się z nim w 95% bo moim zdaniem tak jak ludzie zwierzaki mają różne temperamenty. Nie każdy pies czy kot ma taką samą potrzebę ruchu. Oczywiście trzeba zachować balans między własnym lenistwem a rzeczywistymi potrzebami naszego zwierzaka;)
    Moja poprzednia kotka przesypiała ze 22 godziny na dobę i nie miała zbyt często chęci na zabawę. Taka już była, ale nie była zapasionym kotem, bo całe życie ważyła 2,5kg. Mam wrażenie, że Lucek ma podobny temperament, pobiega za czymś chwilkę i ma zaraz dość a za drzwi domu nawet nosa nie wyściubi. Czasem ja się namęczę latając z czymś po mieszkaniu, żeby rozruszać kota a ten nic. Dobrze, że z psem się nawzajem ganiają;)
    Za to mój hiperatywny pies z ADHD, wymaga ode mnie dużo więcej uwagi, poświęcania mu czasu . A są pewnie psy, które nie potrzebują aż tyle ruchu, żeby spalić swoją energię. Tak jak jeden człowiek woli poleżeć na plaży a drugi pochodzić po górach. Ważne żeby dotrzegać potrzeby naszego zwierzaka.
    Ale, co bym nie napisała, na pewno Twoja postawa wobec kota jest niezwykle odpowiedzialna i godna naśladowania. Mało który właściciel poświęca swoim zwierzakom aż tyle uwagi i jest tak wyczulony na ich potrzeby!
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 5% niechaj będzie uznane za powszechnie akceptowaną statystyczną anomalię :)

      O widzisz, tak jak odpisałem Annie, chętka na swawole to także kwestia temperamentu czy nawet genetyki. W przyrodzie piękna jest taka właśnie różnorodność a nie sztuczna modelowość. Nasze koty to nie skośnookie jednakowe ryżojady :)

      To tak jak z naszymi spacerami. Mefisto pokochał je i to najprzyjemniejsza część dnia dla niego. Ale są znane mi koty, które za żadne skarby świata nie wyjdą na zewnątrz, nakłaniane do spaceru, chowają się w trawie, pełzają jak jaszczurki niskopodłogowo, ot taki charakter. Czy je za to ganić? Nigdy! Kochać, kochać, kochać! Nic na siłę! :)

      Usuń
  9. Dobre, dobre ...
    Ja też często gadam ze swoimi kotami ;) Czasem rozumiemy się bez słów ,a czasem jest to prawdziwa rozmowa ludzko-kocia ;))
    Czasem A. pyta z drugiego pokoju ...- Co mówiłaś ? !
    A ja na to - Nic ,to nie do Ciebie tylko do kota ! ;))
    Wiesz jakbyś miał Gucia ,to byś zobaczył że koty mają nieskończenie wiele pomysłów na zabawę ;) Niestety nie każdy kot jest tak kreatywny ...
    Do każdego kota trzeba mieć inny patent;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, zupełnie jak u mnie. Ciągle jest "Nie do Ciebie Lui, do kota nawijam" :) Ludzie na spacerze też muszą mieć śmieszne miny, gdy trajkotam do Mefisto "Siadamy Czeczeńcu, szluga czas zapalić" :)

      Prawda to, że koty są bardzo pomysłowe. Muszą być też obdarzone niezwykłą wyobraźnią dopatrując się przeciwnika w jakimś korku czy papierku, markując ataki na niego czy urządzając zasadzki. Choć Mefisto ciągle domaga się, by mu towarzyszyć w zabawach to zauważyłem, że są i takie, które lubi wyczyniać sam i peszy się albo złości, gdy go się na tym nakryje :) Nie, nie, nie chodzi o struganie Pinokia :)

      Usuń
  10. Ja z moimi kotami rozumiem się bez słów.Duzo z nimi przebywam i je obserwuje.To bardzo ciekawe i mądre stworzenia.Myślę że wiem już o nich dużo. Też z nimi gadam. Bawię się ale nie często.Może dlatego że jest ich 3 sztuki i same się bawią ze sobą i nie tresuje - niczego nie uczę - robią co chcą - zresztą mój pies też robi co chce i nie jest tresowany - jest mały - nawet do głowy mi nie przyszło żeby go tresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, kocia gromadka potrafi dostarczyć sobie rozrywki jakiej my nigdy im przy największych nawet chęciach nie zapewnimy. Gdyby nie obowiązki, praca, inne zajęcia i cały ten p..ny ersatz to mógłbym spędzać z Mefisto cały dzień. To fascynująca obserwacja i towarzystwo. Może też dzięki niemu choć trochę staję się lepszym człowiekiem...

      Usuń
    2. Ostatnie dwa zdania: amen, jakem ateista.

      Usuń
    3. A to i ja apostolsko do Cię zagaję:

      "Tseerdetzschnje postrafjam fschistkich tu sghromatzonych kotchiaschy i s tschehrtza im buogoslawje!"

      Usuń
  11. Nie jestem fanką tresury.. ale nauki już owszem. Lubie futra uczyć nowych rzeczy (niekoniecznie przydatnych).
    Co do dogadywania się, co racja to racja. W dodatku jest to kolejna czynność którą "normalni" uważają za wariactwo..cos jak spacer tylko mniej :)
    Do Tigera często gadam i też muszę odkrzykiwać uzytkownikowi drugiego pokoju "Nic do Ciebie nie mówiłam! Gadam z kotem!!" :)
    Czy życie kociarza nie jest fajne :)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, życie kociarza jest super, zabawne, ciekawe, fascynujące, na pewno jest bogatsze, uczuciowo też. Zdrowo porąbani jesteśmy wszyscy, no nie? Ależ jakie to fajne być tak porąbanym :)

      Usuń
  12. A ja nadal uważam,że aby kot prawidłowo się rozwijał i cieszył z życia, powinien mieć kociego towarzysza...u mnie duecik już gania po domciu, aż miło ;-)))) Czy człowiek, który zresztą często bywa poza domem, moze zastąpić kotu futrzanego brata lub siostrę? Zdecydowanie namawiam ponownie na drugiego kotka. Karmisz jednego, to spokojnie wyżywisz i drugiego :)
    Pozdrawiam z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Pisałem o tym niejednokrotnie, że nawet najwspanialszy opiekun nigdy nie zastąpi kociego towarzysza. U mnie to nie jest jednak takie proste. Nie wyżywię drugiego póki co, "karmię" Mefisto ale też i Lui, a tu ciągle spadają jakieś niespodziewajki wydatki. Do tego Mefisto pod ciągłym leczeniem, miesięcznie u weterynarza zostawiam sporą sumkę. Od ust sobie odejmuję, nic sobie nie kupuję, jadam jak bądź lub udaję że jestem syty, aby te dwie moje sierotki, ludzka i kocia, nie traciły na tym i żyły w miarę przyzwoicie. Nowy kot to na dzień dobry kilkaset złotych: testy, morfologie, szczepienia.

      Prawdę mówiąc też, już kilka razy zrywałem się, bo wpadł mi w oko jakiś kocur schronisku. Ale pech jakiś - te, które mnie urzekły tym czymś nie dożywały adopcji. Swoją drogą, to przerażające jaka śmiertelność jest w schronisku, gdzie jedne od drugich się zarażają. Zgroza! Po wszystkich perypetiach zdrowotnych Mefisto i śmierci Baldricka, który zbyt wcześnie odszedł, gdy zaraził się właśnie od Mefisto (i tak chorował śmiertelnie na nerki, ale po zarażeniu od Mefisto siadł mu cały system, więc nie było już ratunku), że nie wezmę już nigdy kota ze schroniska. Nie wiadomo co przywlecze. Ale właśnie przez tą skalę śmiertelności, myślę, że najlepiej można pomóc kotu adoptując właśnie ze schroniska. Nie temu z ulicy, nie od kogoś, tylko tym z przytuliska.

      Usuń
    2. Dzień dobry. Jeśli mogę wtrącić swoje trzy grosze, ale koty są przecież zwierzętami silnie "terytorialnymi", (znam to z autopsji). Swego czasu mieliśmy trzy, i każdy musiał udowodnić, że to JEGO teren. Stadionowe ustawki to zabawa w piaskownicy w porównaniu do ich "dyskusji". Podłogi wyglądały jakby ktoś rozpruł poduszkę, bo sierść fruwała. Tak, że towarzysz (w zależności od temperamentu) nie zawsze jest dobrym wyjściem. Ta moja "łażąca kupka futra" ;););) wygląda na całkiem zadowoloną ze swej "samotności". Pozdrawiam serdecznie :))))))

      Usuń
  13. Tak sobie czytam, ale dzisiaj przede wszystkim oglądam i muszę powiedzieć, że bardzo sympatyczne z Was trio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i mrucząco pozdrawiamy. Nie ukrywam, że Twoja Izi wpadła mi w oko. Myślę, że Mefisto byłby oczarowany. Pasowałaby do naszej mrocznej trójcy ;)

      Usuń
  14. Janse, że możesz. Ja tam często wtrącam swoje siedem pesos, szczególnie gdy dyskusja ciekawa.

    Myślę, że terytorializm w takiej formie znacznie słabnie w przypadku kotów domowych, szczególnie tych kastrowanych czy sterylizowanych. Ich popęd do baraszkowania słabnie lub całkowicie zanika, więc nie podstaw do rywalizacji o partnera/partnerkę. Mają też pełną michę, więc i walka o pożywienie nie jest konieczna. Nie znaczą terenu sikami, kuweta zawsze czysta, itd. itp.

    Myślę też, że walki i przepychanki domowe dotyczą bardziej ustalenia hierarchii "Who's da boss, bejbe" :)

    Nie mam zbytnio doświadczenia, bo Mefisto przebywał z Baldrickiem zaledwie kilka tygodni. Baldrick nawet jakoś się tam nie jeżył na nowego kota w domu. Bardziej był obrażony i nafuczony na nas, że przytargaliśmy jakiegoś przybłędę. To młody Mefisto kilka razy pizgnął Baldrickowi pazurkami. Ale wydaje mi się, że to był taki atak ze strachu, gdy ta bida z sierocińca przypadkowo natknęła się np. w przedpokoju na Baldricka. Rywalizacja dotyczyła bardziej jedzenia, bo wychudzony i zmizerowany Mefisto zjadał wszystko co się dało, swoje żarcie, Baldrickowe żarcie, nasze też. No i urządzali wyścigi kto więcej naszcza do kuwety drugiego :)

    Dosyć szybko, Mefisto zaczął szukać przyjacielskiego kontaktu z Baldrickiem. zaczepiał go by się pobawić albo poganiać. Baldrick dał się wciągnąć parę razy do zabawy, ale był już tak osłabiony chorobą, że wkrótce przestał reagować na cokolwiek, nic go nie bawiło, zapadał się coraz bardziej w sobie.

    Do dzisiaj, mimo że od jego śmierci minęło ponad 9 miesięcy, Mefisto czasem szuka go po mieszkaniu, często zatrzymuje się przy domku z drapakiem, gdzie sypiał Baldrick, zagląda tam, obwąchuje, ale nie wchodzi do środka.

    Z tymi ustawkami masz rację. Jest total brutal, ale zarazem walczące koty są piękne. Zajrzyj do tego posta:
    http://baldricksclaw.blogspot.com/2012/06/kocie-ustawki.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na co dzień nie są ? Nie widzę żadnego innego stworzenia poruszającego się z taką godnością, wdziękiem i płynnością. A filmik jest świetny. Pozdrawiam Was serdecznie z dużą porcją drapanka za uchem dla Mefista :))))))))))

      Usuń
    2. W paszczę, "zjadło" mi większą część posta. Na razie muszą znikać, ale potem poprawię. Sorrki za gapiostwo.

      Usuń