środa, 7 listopada 2012

Kuchenne fanaberie kota Mefisto


"Konserwa? Nie, dziękuję! Czy widziałeś kiedyś mysz w puszce? Nawet w średniowieczu żadna mysz nie biegała zakuta w stalową zbroję! Substancje zapachowe, wynalazki wzmacniające smak, sztuczne barwniki, tfu, paskudztwo, obrzydlistwo! Żywa myszka pachnie i smakuje wystarczająco pysznie, a jej wnętrzności jak dla mnie są w zarąbiastych kolorach - nie widzę więc powodu, by ją faszerować jakimś chemicznym paskudztwem. Sucha karma? Czy widziałeś, by na egipskich hieroglifach przedstawiano boginię Bastet wsuwającą chipsy? Zaprzężone w rydwan nordyckiej Freji koty zrzuciłyby ją na pierwszym lepszym wirażu, gdyby przyszło jej do głowy karmić je tym świństwem. Sam więc sobie wcinaj trociny, lub wymość nimi klatkę chomikowi (mniam, mniam, taki chomik to musi być smakowity). 

Mówisz, że jestem niewdzięcznym, wybrednym sierściuchem, złościsz się, gdy kolejna puszka ląduje w koszu lub gdy pierdzę ogólnie w kierunku miseczki napełnionej tymi wynalazkami. Czy ja Ci kazałem słuchać tych durnowatych reklam? Przecież to nie koty tworzą te reklamy, tylko takie stwory jak Ty, to do Ciebie one mają trafić, to od Ciebie wyciągnąć pieniądze, ale to nie Ty będziesz to jadł, prawda? Opiekany kurczak, pachnąca wątróbka w galaretce, wołowina w smacznym sosie. Akurat! To coś w ślicznym opakowaniu nawet koło kurczaka nie leżało. Śladowa zawartość mięsa w mięsie. To tak jakbyś sobie kupił dmuchaną lalę i chwalił się, że masz nową dziewczynę! Ot, co!  Że niby suche kąski czyszczą mi ząbki i usuwają spomiędzy nich pozostałości jedzenia? A Ty zamiast mycia zębów wcinasz krakersy?


Jestem stuprocentowym kotem, a nie jakąś tajwańską podróbką. Jako stuprocentowy kot z zawartością 100% kotowatości w kocie potrzebuję 100% mięsa - czytaj powoli i ze zrozumieniem, wkońcu skończyłeś studia, nie? STO PROCENT MIĘSA!!! Nie wierzysz swemu kotu? Z pewnością zaś przyjmiesz bez żadnych zastrzeżeń to co mówią podobni Tobie, równie dwunożni jak Ty i homo sapiący ignoranci, których zwiesz naukowcami. 


Wszystkie znane mi podręczniki to jakieś nędzne wypociny pseudo znawców kotów - czy ktoś konsultował ze mną lub innym równie mądrym kocurem zawartość merytoryczną takiego podręcznika? Wszystkie zaczynają się tak samo: "chcesz poznać swego kota i jego potrzeby, koniecznie musisz to przeczytać", "kochamy koty, uwielbiamy je, damy Wam wspaniałe rady, kotek lubi to, nie lubi tamtego, kotek uwielbia, kotek pragnie, kici kici, pierdu pierdu, bla bla bla" i tak kilkaset stron, bogato ilustrowanych zdjęciami "szczęśliwych kotków", tak "szczęśliwych", że aż dziw, że nie porobiły im się zajady w kącikach pyszcza od  uśmiechania się do fotografa. Ja to od takiej szczęśliwości dostałbym chyba sraczki. 


Pozwól, że o tym co lubię, co mi smakuje, a przede wszystkim czego potrzebuje mój organizm, zadecyduję sam. Gdyby mnie ktoś pytał, a nie pytał nigdy, to mój podręcznik o kotach zawierałby jeden tylko akapit: "Kot domowy (łac. Felis catus, również Felis silvestris catus lub Felis (silvestris) domesticus) – udomowiony gatunek małego, mięsożernego ssaka z rzędu drapieżnych z rodziny kotowatych. Koty są zoofagami, ich układ pokarmowy przystosowany jest tylko do pokarmów mięsnych (krótkie jelito cienkie)". Z wyraźnie podkreślonym, wytłuszczonym, wydrukowanym wielkimi jak dla niedowidzących i w oczojebliwym kolorze ostatnim zdaniem. Jeśli będę miał, od czasu do czasu, ochotę na jakieś inne, bezmięsne fanaberie (jajeczko, mleczko, śmietanka), to dam Ci o tym znać. Ok? A teraz, czy mógłbyś mi przyrządzić kurczaczka, tak smakowitego jak tylko Ty potrafisz przygotować? Pamiętaj, nie jestem wybrednym sierściuchem, poprostu jestem baaaaardzo mądrym kotem. Łubu, dubu, łubu dubu! To pisałem ja, Twój Mefisto Mefistofelis".



Powyższe słowa zostały wymiauczane przez Mefisto w jednym z pierwszych moich postów, gdy jeszcze na mego bloga prawie nikt nie zaglądał. Kulinarne kredo mego kocura jest wciąż aktualne, więc pozwoliłem je sobie tutaj przypomnieć.

Mefisto, zgodnie z jego kocią naturą, jest nałogowym mięsożercą. Czasem skubnie suchej karmy, którą zawsze ma świeżą przygotowaną na wypadek, gdybym dłużej przebywał poza domem. Czasem jak to kot ma ochotę na jakieś urozmaicenie, ot pochłeptać mleczka czy śmietanki, zwędzić coś ze stołu z naszych posiłków. Ale mięsna dieta króluje i jest stałym elementem jego posiłków. Nie zawsze tak było. Przygarnęliśmy go ze schroniska bardzo zabiedzonego i chorego. Chudziutki, wynędzniały i wygłodniały pałaszował wszystko jak leci, wyjadając jedzenie ze swojej miski, podkradając to co w misce Baldricka lub na naszych talerzach, domagając się więcej i więcej.



Nie miałem wówczas zbytnio doświadczenia w opiece nad kotami. Chcąc zapewnić mu jak najbardziej komfortowe warunki bytu, również w kwestiach kulinarnych, kupowałem różne gotowe karmy, suche i mokre. Wiedzę o prawidłowym żywieniu, potrzebach i ogólnie opiece nad kotem zdobywałem stopniowo, głównie poprzez nieustanną obserwację mego kocura. Póki co z radością obserwowałem jak  Mefisto nabiera ciała i z rozkosznym mruczeniem poznaje nowe smaki. Gdy po długim leczeniu doszedł już do siebie, zadomowił się i wreszcie zaczął przypominać kota a nie kanałowego szczurka, zaczął robić się wybredny. Już nie musiał wciągać jedzenia jak odkurzacz z obawy, by inny kot go nie ubiegł. Dostęp do miski z jedzeniem przestał kojarzyć mu się z walką o przetrwanie jak w schronisku.

Zanim przeszliśmy na dietę typowo mięsną, mnóstwo jedzenia szło w kubeł. Początkowo złościłem się na to jego wybrzydzanie, kupowałem coraz to nowe smaki. Wściekałem, gdy jednego dnia rzucał się na jakąś karmę i zajadał ją z wilczym apetytem, by następnego obwąchać ją tylko i odejść od miski z wyniosłą pozą i zażenowanym spojrzeniem „Phi! Przecież takie coś to ja wczoraj jadłem, dziś chcę czegoś innego”.  Bardzo szybko jednak doszedłem do wniosku, że mój kot nie jest złośliwy (choć często na niego krzyczałem „Hrabia z Sierocińca się wybredny znalazł!”), po prostu mając zapewnione w domu bezpieczeństwo na wszelakich polach, nie musi łakomić się na każdy kąsek, jaki mu się poda. Kot nic nie robi bez przyczyny, całą swą postawą, zachowaniem, mową ciała i odgłosami sygnalizuje nam swoje potrzeby.

Kochając zwierzaka i obserwując go na co dzień możemy nauczyć się te sygnały odczytywać a tym samym zaspokojenie tych  potrzeb zapewnić. Tak więc to Mefisto podjął decyzję o takim a nie innym żywieniu, dając mi do zrozumienia, jakie są potrzeby jego kociego organizmu. Poparł to mój weterynarz zalecając wręcz przy jego problemach zdrowotnych bezwzględne stosowanie mięsnej diety.

Mefisto jada głównie drób. Nie smakuje mu natomiast wołowinka, którą zachwyca się większość kotów. Mięso dostaje głównie surowe, ewentualnie lekko sparzone (o tym dlaczego nie gotuję mu mięsa będzie troszkę niżej), obowiązkowo przemrożone kilka dni w zamrażalniku. Pokrojone w cienkie paski, podane w temperaturze pokojowej, dodatkowo mocno namaczam w wodzie. Mój kot sam nie pije wody pod żadną postacią, podaję mu mięso ociekające wodą (ale zawsze i tak na wszelki wypadek ma przygotowaną miseczkę ze świeżą wodą), ponieważ jest to jedyne źródło płynów dla niego.

Czasem dostaje wątróbkę. Niezbyt często jednak, bo  zawiera zbyt dużą ilość witaminy A i D. Jest to wręcz bomba witaminowa, a tak to już jest z witaminami -  przy ich niedoborze, koty chorują, nadmiar zaś może być szkodliwy. Nadmiar witaminy A może spowodować, że będzie się ona kumulować w wątrobie naszego zwierzaka i prowadzić do poważnych zmian chorobowych.  Stała dostawa witaminy A może także prowadzić do skostnienia tkanek miękkich tętnic i nerek, co spowodować może nawet śmierć. Natomiast przy nadmiarze witaminy D może dojść do dziwnego fenomenu - kręgi szyjne mogą się zrastać. Należy dodać, że koty same potrafią wytwarzać witaminę D w skórze z pomocą światła ultrafioletowego z prowitaminy. Nie wolno więc przesadzać, ani z wątróbką ani innymi podrobami.  Stosuję je jedynie jako urozmaicenie diety, ale przyznam też, że sprawdzały się, gdy Mefisto przytrafiały się zaparcia. Mój Kocurek przez wiele miesięcy przyjął ogromną dawkę leków w związku z jego chorobami i powikłaniami po nich, więc próbując go „odkorkować” przy zaparciach nie chciałem stosować kolejnych środków farmakologicznych. Po wątróbce zaś jest sranie jak malowanie… też tak mam… po mleku również…  Koty też raczej źle tolerują mleko, a właściwie zawartej w nim laktozy. Więc podobnie jak w przypadku podrobów Mefisto czasem chłepcze mleczko lub śmietankę, ale jako urozmaicenie podane jedynie od czasu do czasu.

Przyjmując dietę mięsną za podstawową dostarczam kocurkowi tauryny, która jest niezbędnym składnikiem w diecie kotów. Jest dla nich aminokwasem egzogennym, czyli takim, którego organizm samodzielnie nie potrafi syntetyzować, więc musi być dostarczany w pożywieniu.

Tauryna jest niezbędna do prawidłowego trawienia tłuszczów, odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie serca, bierze udział w procesach związanych z rozrodem, spełnia ważną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu wzroku, jest przeciwutleniaczem. Kot potrzebuje tauryny również do wytworzenia kwasów żółciowych. W przeciwieństwie do innych ssaków koty nie są zdolne, w razie braku, wykorzystać do tego celu innego aminokwasu - glicyny.

Niedobór tauryny prowadzi u kotów do degeneracyjnych zmian siatkówki (objawy: zmniejszona ostrość widzenia, rozszerzenie źrenicy, co może prowadzić do utraty wzroku). Niedobór tauryny prowadzi również do zaburzeń pracy mięśnia sercowego (kardiomiopatia rozstrzeniowa), obniżenie płodności kotek, zamieranie płodów, poronienia, małą masę urodzeniową kociąt, mniejszą witalność i przeżywalność, zmniejszenie tempa wzrostu, wady rozwojowe układu nerwowego i szkieletowego.

Tauryna występuje w niewielkich ilościach w pokarmach pochodzenia roślinnego i najprawdopodobniej jest to jedna z przyczyn dlaczego koty są bezwzględnie mięsożercami!  Przewód pokarmowy kota w stosunku do długości ciała jest krótki i węglowodany nie są mu potrzebne do życia. Podskubuje wprawdzie czasem trawkę, ale, jak twierdzą naukowcy, nie z powodu jej wartości odżywczych.

Najbogatszym źródłem tauryny dla kotów są... mięśnie myszy, to dlatego koty uwielbiają na nie polować. Gdy poluje, mniejsze ofiary połyka w całości, z większych wyjada najpierw wątrobę, serce i płuca. Jelita, często pełne roślinnej treści, mało go interesują, podobnie jak żołądek.

Naturalnym źródłem tauryny jest przede wszystkim mięso i ryby. Jednak w przypadku mięsa gotowanego, wysoka temperatura podczas gotowania powoduje spadek zawartości tego składnika, nawet aż o 50%. Karmy suche zaś poddawane są różnego rodzaju obróbkom. Podczas takich procesów zawartość tauryny w karmie może nawet spaść do zera!  Ale tak jak wspomniałem, mam zawsze pod ręką pudełko z suchą karmą, którą świeżą zawsze rano wsypuję mu do miseczki, na wypadek, gdyby zgłodniał a ja wróciłbym do domu bardzo późno, co się czasem zdarza.

Aby zapewnić Mefisto wszelkie niezbędne związki mineralne i witaminy, podaję mu jako uzupełnienie diety pastę Calo-Pet. Jest to wysokokaloryczny preparat odżywczy z kwasami omega-3 i omega-6, tauryną, witaminami oraz pierwiastkami śladowymi. Dostarcza nienasyconych kwasów tłuszczowych (wątroba halibuta), niezbędnych witamin, składników mineralnych i co najważniejsze tauryny. Początkowo stosowałem Felvital, ale jest on pod postacią tabletek, których Mefisto nie chciał jeść. Czy to w całości, czy pokrojone czy rozdrobnione/sproszkowane po prostu wypluwał.

Musicie przyznać, że mądry kot z tego mojego Mefisto. Mięsna dieta to świadomy wybór i można mówić nie o jego kulinarnych lecz bardziej kuchennych fanaberiach. A przejawia się to nie w wybrzydzaniu nad menu (bo to jest stałe, mięsko, mięsko, mięsko), ale w sposobie lub miejscu podania...

Kącik kuchenny Mefisto. Miejsce, w którym wygłodniały kocurek tradycyjnie jadał wszelakie potrawy w swojej miseczce...


Tu jeszcze widać, że było to w czasie, gdy rozkoszował się gotowymi karmami, ale podane już nie w miseczce lecz na zwykłej papierowej lub styropianowej tacce. Uznał, że wygrzebując jedzonko z dna miseczki drażni to... jego wibrysy. Tak, tak, niektóre koty tak mają. Choć głodny to nie ruszy nic z miseczki, bo go w hrabiowskie wąsy łaskocze...


Dlaczego jednak miałby nie powybrzydzać dalej? Czemu miałby jeść zawsze w tym samym miejscu? Nuda! Dziś ma ochotę na zjedzenie na ludzkim siedzisku. Nie dostarczysz mi jedzonka tutaj? To będę darł się jak opętany!


Ostatnio jada tylko w przedpokoju na domku, który mu skonstruowałem z pudełek. Tutaj Hrabia na wysokościach wyczekujący na obsługę...


Najważniejsze to jednak wybrać strategiczne miejsce w pobliżu stołu, by mieć oko na wszystko co się na nim przyrządza...

Pan Inspektor oczywiście zawsze jest obecny przy przygotowywaniu posiłków nie przeznaczonych dla niego. Lepsze pewnie jedzą, kotu ochłapy jakieś jeno dają...


Kradzione nie tuczy, a smakuje wybornie...


Smacznego!


Ogłoszenia parafialne

Otrzymaliśmy wyróżnienie od zaprzyjaźnionej blogerki Kfiatek z bloga "Mrucząca kraina". Serdecznie dziękujemy, szczególnie za słowa, że moja Tawerna to bardzo ważny dla Niej blog, który zawsze czyta z przyjemnością.


Zasady: "Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, co daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".

I tu muszę niestety nagiąć zasady. Moja Tawerna zyskała stałe, ale dość niewielkie grono czytelników, sam też jestem obecny na zaledwie kilku czy kilkunastu blogach, na które lubię zaglądać, komentować, czytać zawarte tam treści. Jak widzę większość tych blogów już bierze udział w zabawie, ale są i takie, które dają wyraźny sygnał, że nie bardzo chcą się w tą zabawę włączyć. Kfiatku, mam nadzieję, że nie będziesz mieć za złe to moje naruszenie zasad, ale przedstawię tu tylko dwa blogi, które mogą Was zainteresować:

"To dla pamięci" - lubię tam zaglądać w poszukiwaniu wydawnictw bajek z mojego dzieciństwa. Znajdziecie tam mnóstwo skanów wraz z opisami bajek, które są dziś niedostępne, a prezentujące niesamowity i niespotykany już poziom graficzny i literacki.

"Niektóre rzeczy dzieją się naprawdę" czyli "Życie na kreskę" Marty Zabłockiej, która graficznie komentuje różne życiowe (i nie tylko) obserwacje.

A poniżej odpowiedzi na Twoje pytania:

1. Wasza ulubiona pora roku? Nie jestem istotą ciepłolubną. Lato mnie męczy, upały wykańczają. Coś wampirzego może jest we mnie, bo słoneczko powoduje ból głowy i oczu, nie mogę się skupić i jestem rozdrażniony. Lubię zimę, ale taką prawdziwą, siarczyście mroźną i obficie śnieżną. Ale w sumie cieszę się, że mieszkamy w takich warunkach klimatycznych, że możemy doświadczyć wszystkich pór roku z całymi ich bogactwami i przekleństwami. Tu nie zgodziłby się ze mną Mefisto, bo zimniejsze dni oznaczają koniec jego uwielbianych spacerów.

2. Film, który zawsze doprowadza Was do łez to... Numer jeden to "Braveheart. Waleczna Cebula". Szczególnie łzawa scena, gdy go kroją a on krzyczy "Freedom!". Niezaprzeczalnie i każdorazowo też... nie uwierzycie, że mogę kochać ten film, ale jest nim "Wichry namiętności"...

3. Ulubiony sposób na spędzenie wieczoru? Lubię czasem (może zbyt często) porozkoszować się jakimś trunkiem. Bez względu na to jednak, jak spędzam wieczór, musi być obecna muzyka, którą słucham zawsze i wszędzie. Bez względu również na to, jak różnie wieczory się kończą, nawet gdy mogę być nieludzko zmęczony lub orbitować w innych światach, muszę koniecznie przeczytać choćby kilka stron jakiejś książki.

4. Czy macie domowy sposób na przeziębienie? Jeżeli tak to jaki? Nie mam. Jestem wiecznie strofowany przez najbliższych, że kiepsko dbam o swoje zdrowie. Przeziębienie? Katar? Ból głowy? Nie ma czasu na pierdoły, jakoś to przejdzie.

5. Gdybyście mieli zabrać ze sobą na wyjazd do lasu 5 rzeczy byłyby to... Łopata, worek, wapno i "zaprzyjaźnione" zwłoki sztuk co najmniej dwie...

6. Coś czego w tej chwili chcielibyście się nauczyć robić  to... Strzelać z łuku, jeździć konno i taką sztuczkę co to sięgasz do portfela a tam zawsze jest jakaś kasa.

7. Jakiego zwierzęcia najbardziej się boicie? Nie ma takiego. Raczej mogę się niektórymi kreaturami brzydzić bądź po prostu nie czuć sympatii, ale nie ma to nic wspólnego ze strachem. Najbardziej przerażającą bestią pozostaje według mnie człowiek.

8. Komedie czy dramaty? Co wolicie? Jeśli komedie to podszyte czarnym humorem a dramaty wstrząsające a nie koniecznie łzawe. Kino europejskie, szczególnie angielskie, łączy często te dwie rzeczy: w komediach często czuć gorzki posmak, a w tragediach groteskę postaci lub sytuacji.

9. Ulubiony kolor na jesień? Jesień sama w sobie niesie ze sobą piękne barwy. Nikt tak pięknie nie operuje kolorami jak Jesień. Jednak bez względu na porę roku, najładniejszy, najbardziej twarzowy, najelegantszy, najradośniejszy to... kolor czarny. "I wanna see it painted black, Black as night, black as coal, I wanna see the sun blotted out from the sky, I wanna see it painted black".

10. Z czym kojarzy Wam się cyrk? Z nieśmiesznymi klownami, kiczowatymi strojami i zniewolonymi zwierzętami, brutalnie tresowanymi i przetrzymywanymi w urągających warunkach (mowa o zwierzętach, a nie o klownach, choć chętnie dokonałbym zamiany ról).

11. Wymarzony kierunek podróży? Mroźna, śnieżnie czysta Skandynawia z całym jej bogactwem mitologii i najlepszych zespołów na świecie! Choć często zastanawiam się, czy nie uciec i nie zaszyć się gdzieś, gdzie nie będę w stanie porozumieć się z tubylcami w żadnym języku, żyjąc w wyniku wymiany dóbr, polując, pasąc kozy i przyjaźniąc się z dużymi i dzikimi kotami.

Duża buźka Kfiatuszku ;*

15 komentarzy:

  1. Z czystą przyjemnością przeczytałam odpowiedzi - i się uśmiałam, i zamyśliłam. Z miłą chęcią zapoznam się też z przedstawionymi przez Ciebie blogami.
    Dziękuję ślicznie za tak zaangażowane odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kfiatku, cała przyjemność po mojej stronie. Co do blogów, na które zaglądam to muszę wreszcie zrobić listę i zlinkować np. na pasku bocznym. Tzn. te o innej niż kocia tematyka, bo reszta kocich ulubieńców jest. Te dwa akurat podałem, bo akurat tuż przed wpisem odwiedzałem.

      Usuń
  2. Trzeba przyznać ,że Twój kot jest idealnie karmiony...
    Gratulacje za wyróżnienie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są różne szkoły opieki nad kotem, różne podręczniki, mądre rady ekspertów. Nie mam oczywiście monopolu na "wszystko wiedzenie", ale moim podręcznikiem i ekspertem jest sam kot, a on się chyba nie myli co do swoich potrzeb :)

      Usuń
  3. Gratuluje wyróżnienia.
    Super odpowiedzi :)
    No tak mięcho to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez mięcha życie byłoby jakimś obślizłym glonem :)

      Usuń
  4. Moje też wybierają mięsko :))
    A do tej Skandynawii to z moim A. się nadajesz ;)
    Muza ,filmy i dobry trunek na wieczór też lubię;)))

    Gratuluję wyróżnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrów więc swego A. Walhalla awaits us!!!! PS Te niedobre trunki też lubię ;)

      Usuń
  5. O, a gdzie można kupić taurynę i jak ja dawkujesz?
    Ja to z Luckiem nie mam problemu, bo on przy psie jest wszystkożerny! Nie lubi tylko jabłek ;))
    Ale z zapałem chrupie nawet wafle ryżowe, które sam dostaje jako przekąskę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tzn. Sam -pies dostaje jako przekąskę, a nie sam Lucek ;)

      Usuń
    2. Jako, że kot sam nie potrafi produkować tauryny (organizm człowieka zresztą też produkuje ją w niewielkiej ilości) to musi ją pozyskać z jedzenia. Nie wiem jak jest dokładnie zbilansowana dieta Lucka. Jeśli Lucyferek nie jada za często surowego mięsa (to podstawowe i najlepsze źródło tauryny), to być może otrzymuje ją w odpowiedniej dawce w karmie jaką jada. To musisz sama zweryfikować, bo najlepiej wiesz co mu podajesz. Ja jednak pudełkowym opisom i zachwytom nad kompletnością karmy gotowej czy to suchej czy mokrej nie wierzę, więc najlepszym uzupełnieniem codziennej diety jest jakiś specyfik. Mój weterynarz polecił mi pastę Calo-Pet, zawierającą nie tylko taurynę, ale i wszelkie niezbędne związki mineralne, witaminy, substancje odżywcze. W sklepach zoologicznych nie widziałem, ale i tak wolałbym się poradzić najpierw weterynarza i u niego kupić, niż jakiś podejrzany wynalazek.

      Usuń
  6. Dziękuję :-)))
    Dużo się dowiedziałam mądrych rzeczy o kocim żarełku ... Chyba przemodeluję menu moich kociaków ... pozdrawiam.:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę, częstuj się postami do woli :) Widzisz, w mojej Tawernie nie tylko pośmiać można, ale i "mądrości" troszkę łyknąć :)))))))

      Usuń
  7. Jak to się stało, że ja przegapiłam ten post??? Dziś już za późno, ale wrócę poczytać:-)

    OdpowiedzUsuń